poniedziałek, 8 grudnia 2014

#86 Louis cz.4



- Odwiedzimy dom dziecka! – oznajmiłem podekscytowany i usiadłem, czekając na reakcję moich przyjaciół.

- W sumie, czemu nie? – odezwał się pierwszy Liam.

- Myślę, że może się udać, tylko Noemi jest trochę mała i nie wiem czy takie dzieci też się odwiedza. – dodał Zayn.

- Coś się wymyśli. – odpowiedziałem trochę zmartwiony tym, co przed chwilą powiedział. Miał rację, Noemi ma trochę ponad trzy tygodnie, a takich dzieci raczej się nie odwiedza.

Cały dzień spędziliśmy na planowaniu wypadu do domu dziecka, ale nie jednego, a kilku w naszym mieście. Zgodnie stwierdziliśmy, że musimy wyjść ze studia nagraniowego do ludzi, a naszym pierwszym celem były właśnie dzieci.

Po tygodniu mieliśmy załatwione wizyty w dwunastu placówkach, a to i tak nie były jeszcze wszystkie. Byliśmy przerażeni liczbą dzieci bez rodziców.

- Gdyby u mnie w rodzinie zdarzyła się sytuacja, że jakieś dziecko zostałoby sierotą, na pewno postarałbym się żeby nie trafiło do domu dziecka. To jest ostateczność… - smutno mamrotał pod nosem Liam.

- Niektórzy nie mają wyboru. – westchnął Niall.

- Tak… ale Noemi może mieć rodzinę, a oni jej to uniemożliwiają! – powiedziałem pretensjonalnym tonem.

- Też tego nie rozumiem. – poklepał mnie po ramieniu Liam.

- Wiesz, w sumie to rodzinę powinni tworzyć mama i tata, a ty jesteś sam… - powiedział niepewny mojej reakcji Zayn.

- No tak, ale jestem ja, jest babcia – moja mama, a prawdziwa mama obiecała, że wróci… - starałem sobie tłumaczyć.

- Właśnie! A jak wróci ta kobieta to założycie rodzinę?! Lou, ty jej w ogóle nie znasz! – odezwał się Harry.

- Oj, Harry! Nie wiem… na pewno nie zostawię tego tak jak jest teraz… - nie miałem zielonego pojęcia co będę robił później, wiem co chcę teraz i do czego będę dążył mimo wszystko – do odzyskania Noemi.

Kilka dni później

Nastąpił ten długo wyczekiwany dzień, w którym planowaliśmy przyjść z całym zespołem do domu dziecka mojej małej księżniczki. Od samego rana byłem podenerwowany i nie umiałem poskładać myśli w spójną całość. W najprostszych czynnościach pomagała mi moja mama, która zawsze dobrze wiedziała kiedy jej potrzebuję.

Gdy już znaleźliśmy się w budynku placówki, załatwiliśmy potrzebne formalności i weszliśmy do sali pełnej dzieci. Wszystkie były wesołe i roześmiane. Nic nie wskazywało na to, że znajdują się w ciężkiej sytuacji. Chciało mi się płakać, kiedy wyobraziłem sobie wśród nich małą Noemi. Ich radość była chwilowa, bo wynikała z naszej wizyty. Na co dzień na pewno nie jest tak wesoło…

Dużo śpiewaliśmy i rozmawialiśmy z podopiecznymi domu. Zrobiliśmy wspólnie mnóstwo zdjęć i naprawdę dobrze się bawiliśmy. W pewnym momencie podszedłem do jednej z opiekunek i zapytałem, czy mógłbym odwiedzić też te mniejsze dzieci. Starsza pani spojrzała na mnie spod grubych szkieł okularów.

- Pan żartuje? – spytała o dziwo całkiem poważnie.

- Nie. – odpowiedziałem lekko zmieszany.

- Nie wpuszczamy obcych do najmniejszych dzieci. – zakomunikowała mi dość surowo.

- I nic nie da się z tym postanowieniem zrobić? – uśmiechnąłem się najładniej jak umiałem, robiąc przy tym oczy szczeniaka.

- Nie. – zgasiła mnie całkiem, jednym jedynym słowem.

- Ahhh… - donośnie westchnąłem, nie wiedząc co jeszcze mam powiedzieć.

- Ma pan jeszcze jakieś życzenia? – zapytała, wyraźnie ze mnie drwiąc.

- Nie. – odpowiedziałem, starając się brzmieć tak, jakby to co przed chwilą usłyszałem nie zrobiło na mnie żadnego wrażenia.

Czułem jak coś w środku rozsadza moje serce, które w tym momencie było przepełnione żalem, złością, zawiedzeniem, smutkiem i Noemi, którą darzyłem wielkim uczuciem miłości i chęcią pomocy mimo wszystko. Wyszedłem na korytarz i oparłem się o ścianę, spuszczając głowę w dół. Musiałem chwilę na spokojnie pomyśleć i ochłonąć.

Nie wiem jak długo trwałem w takiej pozycji, ale gdy uniosłem wzrok znad swoich butów, ujrzałem młodą kobietę, która przyglądała mi się zza rogu. Uśmiechnąłem się mimo woli na jej widok. Sprawiała wrażenie takiej niewinnej i łagodnej. Jej uroda była wyjątkowa, ale ciężka do opisania.

- Czy dobrze się pan czuje? – niepewnie wyszła ze swojej kryjówki, widząc, że od dłuższej chwili przyglądam jej się.

- Chyba tak… - powiedziałem w zamyśleniu. – To znaczy, tak, oczywiście! – musiało to brzmieć trochę komicznie, bo dziewczyna zachichotała cicho.

- W takim razie nie przeszkadzam już dłużej. – powiedziała, nadal się uśmiechając i zniknęła w innym korytarzu.

- Hej, poczekaj! – krzyknąłem za nią, gdy tylko uświadomiłem sobie, że straciłem ją z oczu. Chyba muszę się poważnie zastanowić nad wizytą u lekarza, bo moja umiejętność kontaktowania ze światem staje się uciążliwie wolna. Mam nadzieję, że to da się wyleczyć…

Pobiegłem za nią, ale na szczęście daleko nie musiałem szukać, bo odeszła dosłownie kilkanaście kroków.

- Jestem Louis, a ty? – podałem jej rękę.

- Alicia. – odwzajemniła gest, rumieniąc się delikatnie.

- Miło mi. Pracujesz tutaj? – zapytałem, zastanawiać się ile ona może mieć lat.

- Tak. Od kilku miesięcy zajmuję się dziećmi, głównie małymi. – odpowiedziała bez zastanowienia.

- Och, to musi być trudne zadanie. – stwierdziłem, przypominając sobie moje niezdarne zajmowanie się Nem.

- Czasem dzieciaczki dają popalić, ale ogólnie są tak kochane, że to czysta przyjemność móc się nimi zajmować. – powiedziała radośnie.

- Aaaa, rozumiem. Kochasz dzieci, co? – stwierdziłem, patrząc na jej rozpromienioną twarz.

- Tak, nic na świecie nie jest tak pocieszne jak one.

- Zgadzam się. – zaśmiałem się.

- Zależy ci na Noemi, prawda? – zapytała poważniej. Zdziwiło mnie jej pytanie ale bez zastanowienia odpowiedziałem.

- Jak na nikim innym. Teraz tylko ona się dla mnie liczy. Wiem, że nie jestem w stanie zapewnić jej pełnej rodziny, a moje kompetencje w zajmowaniu się dziećmi są znikome, ale to chyba lepsze od mieszkania w domu dziecka. Poza tym jest jeszcze coś… gdy jej matka mi ją przekazała, powiedziała, że mam się nią zaopiekować do czasu gdy ona wróci. – słowa same wychodziły z moich ust. Czułem, że mogę jej zaufać.

- Och, rozumiem… to bardzo ciężka sprawa. – westchnęła, wyraźnie przejęta.

- Tak… ale nie poddam się. – uśmiechnąłem się, patrząc w nieokreślony punkt przed sobą.

- Wiesz… chyba mogłabym ci pomóc zobaczyć się z Noemi. – powiedziała niepewnie, rozglądając się, czy ktoś przypadkiem nie podsłuchuje naszej rozmowy.

- Zabierzesz mnie do niej? – spytałem pełen nadziei. Perspektywa zobaczenia mojej małej księżniczki spowodowała we mnie wielkie podekscytowanie.

- Postaram się, ale musimy uważać, żeby nikt nas nie zobaczył. – ostrzegła mnie. Widać było po jej wyrazie twarzy, że nadal nie jest pewna czy to co robi jest dobre. W pewnym sensie narażała się i mogła nawet zostać wyrzucona z pracy.

- Oczywiście. – starałem się być opanowany, choć wewnątrz krzyczałem ze szczęścia.

- W takim razie chodźmy, zanim dojdzie do nas, że to bez sensu. – zażartowała, chcąc się trochę rozluźnić.

Rozejrzała się po raz kolejny i żwawo ruszyła przed siebie. Podążyłem za nią przyglądając się jej falującym blond włosom. Jasne kosmyki na pierwszy rzut oka mogły wydawać się tlenione, ale jestem prawie pewny, że to ich naturalny odcień. Z boku głowy dziewczyna miała upleciony delikatny warkoczyk, który nadawał jej jeszcze więcej uroku. Brakowało tylko świeżego kwiatka za uchem.

- Już jesteśmy. – poinformowała mnie Alicia, wyrywając jednocześnie z głębokiej analizy jej włosów.

Zajrzałem do sali, w której znajdowało się kilka małych łóżeczek. Niestety prawie wszystkie były zajęte. To takie smutne, ze tyle małych dzieci nie ma rodziców lub były niechciane.

- Gdzie ona jest? – zapytałem, nie mogąc dojrzeć wyraźnie dzieci. Były tak małe…

- Tam. – wskazała palcem. – Chodź, wejdziemy do środka. – powiedziała cicho i otworzyła drzwi.

Powoli podeszliśmy do łóżeczka w którym leżała moja kruszynka. Nie spała. Leżała spokojnie z rączką w buzi i patrzała się na nas swoimi wielkimi prawie czarnymi tęczówkami. Alicia zaczęła do niej mówić i dotknęła wolnej rączki dziewczynki, która od razu ją chwyciła. Wpatrywałem się w Noemi starając się zapamiętać każdy szczegół jej buzi. Nie mogłem uwierzyć, że tak bardzo zmieniła się w ciągu tych czterech tygodni.

- Myślisz, że mi się uda? – zapytałem, nadal patrząc na niemowlę.

- Jestem pewna. – odpowiedziała Alicia. – To jest twój przyszły tatuś, Noemi. Przywitaj się. – wyszeptała do dziecka i spojrzała na mnie uśmiechnięta. Chwyciła moją rękę i połączyła ją z rączką dziewczynki.

- Ona jest cudowna. – westchnąłem gładząc delikatnie wierzch jej dłoni moim kciukiem.

Nagle usłyszeliśmy czyjeś kroki na korytarzu. Ta osoba niewątpliwie zmierzała w naszym kierunku.

- O nie… - podniosłem się i spojrzałem na Alicię.

- Pod łóżko! – powiedziała szybko.

- Ale… - nie dała mi dokończyć.

- Już! – wskazała miejsce częściowo zasłonięte prześcieradłem.

Bez słowa zrobiłem to co powiedziała, a dosłownie po dwóch sekundach drzwi się otworzyły i stanęła w nich przełożona domu dziecka. Będą kłopoty…
***

Witajcie!

Na początku przepraszam za przydługą przerwę. Wiadomo… nauka… i w ogóle… szkoda gadać :/ A poza tym złapał mnie brak weny. Jak ja tego stanu nie lubię! I to jeszcze nie jest tak, że ja kompletnie nie wiem co napisać, bo ogólny zarys mam, ale nie potrafię wejść w szczegóły z których przede wszystkim składa się rozdział. Bardzo przepraszam za takie opóźnienie.

Wiecie, dopiero teraz doszło do mnie, że tak naprawdę to ten imagin jest taki mało imaginowaty. To znaczy nie ma tam za bardzo w kogo się wczuć. Chyba, że w Louisa i chłopaków, ale wiadomo, wolimy wyobrażać sobie siebie w damskiej wersji [T.I.] xD, a takowej tu w sumie nie ma. Dlatego wprowadzam nową postać (tadaaaammm xD because I’m happppppyyyy xD) – Alicię :) Wydaje mi się fajną postacią (tak ją sobie wyobrażam, hi hi) Jak myślicie, czy Lou i ona coś ten teges? xD A może Lou gdzieś w środku liczy na poznanie mamy Noemi, hmmm? No, tego dowiecie się w czasie bliżej nieokreślonym :P (spokojnie, ja też nie wiem kiedy xD) A tak wracając do Alicii, to może się tak nazywać? Po prostu łatwiej mi tak pisać, a poza tym nadal nie wiem jak się potoczą sprawy i naprawdę nie jestem w stanie określić kto oprócz Lou jest główną postacią imagina (wybaczcie to niezdecydowanie z mojej strony).
A co do rozdziału jako całość, to jak myślicie, ujdzie? Starałam się jak mogłam, żeby wycisnąć z siebie cokolwiek i oto wynik. Jak sobie pomyślę, że minęły ponad dwa miesiące od ostatniego wpisu to kiepsko to wygląda, no ale niektórych rzeczy człowiek nie jest w stanie przeskoczyć. 
Czy Wy też nie możecie doczekać się Świąt Bożego Narodzenia tak bardzo jak ja?! Jeszcze tylko 10 dni szkolnych i... wolność rządzi!!! nie wiem jak Wy, ale ja se robię 18 dni wolnego xD
Napisałabym coś jeszcze, ale jest 1:30 w nocy, a poza tym co za dużo to niezdrowo.
Ściskam Was najmocniej na świecie,
Wasza Ania :)