czwartek, 6 lutego 2014

#66. TWO STARS cz.8

Rozdział dedykowany Iwwonie Horan

8. Skacz
Rano obudziły mnie promienie słoneczne przekradające się przez firankę. Niechętnie otworzyłam oczy i spojrzałam na zegarek. Była dopiero 8:00. Wyczołgałam się spod cieplutkiej kołdry i podeszłam do szafy w celu znalezienia jakiś ubrań, kiedy do pokoju zapukał Leon.
- Ubierz się ładnie i wygodnie- oznajmił, po czym wyszedł, zostawiając mnie w totalnym szoku.
Decydowałam się dobre 20 minut zanim zdecydowałam się na konkretny zestaw.
Zadowolona poszłam do łazienki, gdzie przesiedziałam dużo krócej niż zwykle co bardzo mnie zdziwiło.
Kiedy zeszłam na śniadanie okazało się, że wstał tylko Leon i Federico, a Carol i Jack jeszcze śpią.
- Dlaczego...- zaczęłam pytanie, ale Leoś mi przerwał.
- Dowiesz się w swoim czasie- uśmiechnął się uroczo.
W mojej głowie nadal było mnóstwo pytań, ale jedno z nich szczególnie nie dawało mi spokoju- Czy nadal jest na mnie zły za wczoraj?
Po skończonym posiłku Jorge zniknął gdzieś z Ruggero. Pozmywałam wszystkie naczynia i wyszłam na taras. Nie długo siedziałam sama, już po chwili przyszedł do mnie pan Blanco. Był ubrany trochę inaczej niż zwykle.
- Gotowa?- zapytał, wyciągając dłoń w moją stronę.
- Chyba- odparłam.- Bo nie wiem, gdzie idziemy
- Uwierz mi, spodoba ci się Candace
Skwitowałam jego słowa szerokim uśmiechem, po czym wróciliśmy z tarasu do salonu.
- Kiedy wrócicie?- zapytał Federico.
- Nie wiem, pewnie późno- odpowiedział Leon.
Po chwili siedzieliśmy już w jego samochodzie.
- Zanim pojedziemy tam, gdzie chcę cię zabrać, podjedziemy do studia, bo muszę nagrać teledysk do serialu, dobrze?- zapytał, patrząc prosto w moje oczy.
- Jasne- odparłam cicho onieśmielona jego czekoladowym spojrzeniem.
Po jakiś 10 minutach byliśmy na miejscu. W duchu modliłam się, żeby nie spotkać Martiny.
- Dzisiaj nagrywamy tylko w piątkę, to znaczy ja i chłopaki, a zdaje mi się, że jeszcze nie poznałaś Xabiego i Diego
- Nie, nie poznałam- potwierdziłam.
- To dzisiaj masz okazję
- A co nagrywacie?
- Salta, słyszałaś już?
- Nie
- Spodoba ci się- zapewnił mnie.
W sali nie było prawie nikogo tylko kilku dźwiękowców, kamerzysta i reżyser oraz Maxi, Broduey, Diego i Marco. Leon pomachał im na przywitanie, co okazało się zbyteczne, bo po chwili cała czwórka stała już obok nas.
- Can to jest Xabiani, a to Diego, chłopaki, to jest Candace- przedstawił nas sobie Blanco.
- Nie gadać tylko brać się do roboty!- krzyknął jakiś gość ubrany w śmieszne okulary z wąsami.
Chłopcy bez słowa udali się na scenę i rozpoczęli swój występ.


Dzisiaj krótko i nudno za co przepraszam. Teraz siedzę w domu, bo mam zapalenie strun głosowych i nie mogę mówić, więc może coś tam uda mi się napisać dla Was:)) Co myślicie o tej piosence? Mnie osobiście bardzo się podoba. Tytułowa Salta znaczy Skacz, dlatego rozdział ma taki tytuł, ale to raczej nieistotne. Chyba zaczynam już pisać głupoty z nudów xd W takim razie na koniec pytanie
Gdzie Leon zabierze Can i co się tam stanie?
No i jeszcze jedno
8 kom=next
Bye
Katie;*

środa, 5 lutego 2014

#65 One Direction GANG! część 1


Pięciu chłopaków uważnie obserwowało pokaz slajdów widniejący na ścianie w ciemnym pomieszczeniu. Dziewczyna, którą oglądali była śliczną blondynką, o delikatnych rysach twarzy i oczach, w których tańczyły iskry.
Stella Blahnik. Najbardziej rozchwytywana dziewczyna ostatniego tygodnia. Zachwycająca w każdym, nawet najmniejszym calu. Najpiękniejsza i najbardziej niewinna jaką kiedykolwiek widzieli, stała się ich celem. Niemym celem.

Stacy kończyła właśnie morderczą próbę przed najbliższym koncertem, ale nadal nie była zadowolona. Tancerki zupełnie nie łapały rytmu, a układ był beznadziejny. Nawet dla niej.
Nie po to narażała się na rasistowskie żarty mieszkając i chodząc do szkoły (również tanecznej) w murzyńskiej dzielnicy by tańczyć takie szmiry. Jednak na prawdę nie miała siły sprzeczać się z choreografem, który układał ruchy do video clipów Beyoncé czy Rihanny. Stacy również o to nie dbała, ale TE rzeczy zawierał jej kontrakt. Dla show biznesu zgodziła się nawet na pseudonim artystyczny, który ani trochę jej się nie podobał. Imię Stella jeszcze uszło, ale Blahnik? A niby co z nią nie tak??

Ludzie łapią się różnych rzeczy by zdobyć choć trochę pieniędzy, a jej się poszczęściło. Nie chcieli niczego wielkiego. Miała być Stellą Blahnik.
A u niej w domu liczył się nawet najmniejszy cent. Oszczędności, które pierwotnie miały być przeznaczone na wymarzony wyjazd do Meksyku, rodzinnego miasta mamy Stacy, skończyły się po roku od śmierci jej ojca. Calum, brat dziewczyny wyjechał i ulokował się na wsi, gdzie otwarł niewielką firmę. Co miesiąc przychodziły od niego czeki na dość duże sumy, jednak mama Stacy nigdy ich nie wypłacała. Nie chciała sprawiać mu kłopotów. Z resztą obie jakoś sobie radziły.

Na pierwszy ogień poszedł Harry. Pojawił się w otoczeniu dziewczyny niczym grom z jasnego nieba. Niespodziewanie i z wielkim hukiem. Przez niego cały zderzak nowego kabrioleta Stelli, poszedł się straszyć. Chłopak doskonale wiedział co robi, dlatego wybrał swoje najgorsze auto, któremu w konsekwencjach i tak nic się nie stało.
Uśmiechnął się promiennie do dziewczyny, która kipiała złością. Nie była przygotowana na to, że jakiś chłopak wjedzie jej w dupę i rozwali Volkswagena, którego już zdążyła pokochać. Śliczny, czarny garbus.
- Przepraszam - zawołała dziewczyna, gdy wysiadał powoli że swojego BMW. Od tembru jej głosu zauważył, że tej rozmowy na pewno nie zaliczy do najmilszych. Stella uśmiechnęła się promiennie i przygryzła wargę nie do końca wiedząc co ma powiedzieć. Blask, który bił od Harrego ją onieśmielił, jednak nie na długo. Zaraz odzyskała rezon.
- Czy pan oślepł? Nie widział pan, że włączyłam ten przeklęty migacz? A może jest pan umysłowo chory? Jest jakieś inne wytłumaczenie? - zasypała go pytaniami tak sprawnie, że sam się w nich pogubił.
- Nie jestem chory - odparł najpierw, by dać jej do zrozumienia, że rozmawia z normalnym, zdrowym chłopakiem. Stella mimo wszystko nie spuszczała z niego swojego, uważnego, zielonego oka. Wzrok dziewczyny trochę speszył Harrego, który zupełnie się tego nie spodziewał.
'Stella Blahnik wcale nie jest niewinna' pomyślał i zatrzasnął drzwiczki swojego samochodu. Blondynka przestąpiła nerwowo z nogi na nogę, chciała by chłopak się pośpieszył, wypisał ten cholerny czek na naprawę auta i pozwolił jej iść do domu.
Dla Harrego sprawa była trochę trudniejsza. Jak miał sprawić by Stella wylądowała u niego w mieszkaniu?
- Wypisze mi pan te pieniądze, czy mam dzwonić na policję? - zapytała blondynka, czym na moment wstrzymała pracę serca u bruneta. Jeszcze tego mu brakowało. Była cwana, a na dodatek groziła mu psami. Gdyby to nie były czyste formalności chętnie by się nią zajął...
- Na kogo mam wypisać? - zapytał wyciągając książeczkę czekową z portfela.
- Stella Blahnik.
- Mogłabyś przeliterować?
- Oczywiście - przewróciła oczami i zaczęła dzielić swoje dane na litery - S - T - E - L - L - A  B - L - A - H - N - I - K - robiła to z taką niechęcią i nudą w głosie, że Harrego skręcało w żołądku. Wyrwała mu z ręki kartkę, zerknęła na nią kątem oka i z powrotem wsiadła do New Beatle'a.
 Kwota przekraczała jej wymagania o jedno zero na końcu, ale skoro chłopak był tak hojny  pragnęła wypłacić pieniądze jak najszybciej to możliwe.
Harry nie był z siebie zadowolony. To on chciał zdobyć pieniądze za dostarczenie Stelli. Chciał przypodobać się szefostwu, którego nie znał i nigdy nawet nie widział. Był pewny, że Zaynowi się uda. Po raz kolejny. Albo Louis uzależni ją od prochów i będzie jego.
Harry był młody i wcale nie chciał tego robić. Mimo, że nie wiedział co dzieje się z tymi dziewczynami, które dostarczają był pewny, że one giną.
Żadnej nigdy później nie spotkał.
W jego głowie tliły się różne pomysły jak uciec i jak sobie pomóc.
Siedząc ponownie na miejscu kierowcy podjął decyzję. Nie pozwoli Stelli dać się złapać.


Zayn miał problem. Nie spodziewał się, że tak wcześnie zostanie ojcem, a tym bardziej nie spodziewał się, że mała Ciara będzie miała tylko jego.
Nikt w domu nie ucieszył się na to nowe życie. Wszyscy nadal chodzili smutni.
Zayn parę razy próbował pozbyć się córki, ale nie wyobrażał sobie, że mógłby ją gdzieś tak po prostu zostawić. Zaczął się przyzwyczajać do tego, że dziewczynka jest przy nim. Jak najszybciej chciał nauczyć ją mówić. Chciał usłyszeć słowo 'tata' w jej ustach. Ciara dawała mu tyle miłości ile nie otrzymał przez 22 lata swojego życia.

Stella kupowała właśnie produkty na wystawny obiad, który miała przygotować dla siebie, swojej mamy, Caluma i jego narzeczonej. Stała przy półce z makaronami, gdy usłyszała głos:
- No, Ciara. Powiedz ładnie ta-ta.
- Tia - odpowiedziała dziewczynka.
- Oh Ciara, Ciara. Miałaś powiedzieć tata.
- Ta. Ta. Ta. Ta. Ta. Ta. Ta. Ta. - sylabowała
- Ciara! - ucieszył się chłopak i pocałował maleństwo w nos. Stella przyglądała się im w uśmiechu i z przygryzioną wargą.
Mimo, że był średniego wzrostu, ciemnowłosy i z mnóstwem tatuaży na ciele oraz wydał jej się zbyt młody na ojca, bardzo jej się spodobał.
Zayn zauważył patrzącą na niego blondynkę praktycznie od razu, ale zareagował dopiero po chwili.
- Cześć - mruknął. Stella zmierzyła go wzrokiem. Ubrany był w skórzaną kurtkę, ale rękawy kończyły się gdzieś na wysokości łokcia. Ręce miał wytatuowane, tak, że Stelli skojarzyły się z chaotycznie popisanymi pisakiem.  Jakby ktoś się na nich wyżywał.
Chłopak nie do końca wiedział co ma zrobić, gdy Stella nie odpowiadała. Ale zachował zimną krew.
- Ty jesteś tą Stellą Blahnik? - zapytał, kątem oka zerkając na swoją córkę.
- Na to wygląda - odparła i podniosła z ziemi opakowanie makaronu, które wypadło z małych rączek - A ty? - Zayn spuścił wzrok i wpatrywał się w swoje buty, które nagle wydały mu się niesamowicie interesujące. Nie chciał jej powiedzieć, czym tak na prawdę się zajmuje. Czym zajmuje się razem z kolegami z boys bandu. Nie była to rzecz, którą chciał się chwalić. Każdemu miał się przedstawiać: Zayn Malik, członek One Direction i seryjny morderca? Czy to nie przyciągnęłoby do niego zbyt wiele nowych fanek?
- Mam wrażenie, że jesteś sławny. Gdzie ja cię widziałam?
- Jestem Zayn z One Direction.
- Dokładnie - przytaknęła choć na prawdę niewiele jej to mówiło.
Szatyn miał niepowtarzalną okazję by zająć się ofiarą i musiał ją sprawnie wykorzystać. Stella była dziewczyną. Laski lubią dzieci, a on właśnie jedno miał więc...
- To Ciara. Moja córka - Zayn przedstawił blondynce małą Malik'ównę.
- Cześć Ciara, jestem Stacy.
Chłopak automatycznie obrócił głowę by na nią spojrzeć.
- Sta-cy - wymówiła dziewczynka wywołując salwy śmiechu i gratulacji ze strony dwójki dorosłych.
- Stacy? - zapytał Zayn, bo to bardzo go intrygowało.
- To moje prawdziwe imię - wyznała dziewczyna.


_________________________

ta ta!!! 
oto przed państwem 1 część nowego imagina od Miss Pinkblood!
mam nadzieję, że się spodoba :) 
zapraszam na swoje blogi :*
http://allyouneversaytome.blogspot.com/
http://mential-stories-from-me.blogspot.com/

sobota, 1 lutego 2014

#64. Niall cz.2




Niepewnie otworzyłam drzwi małej chatki. Stała w środku lasu, ale to właśnie ona była miejscem, w którym pierwszy raz spotkałam Nialla, moje słońce. Może to nie był zbyt dobry pomysł, żeby wchodzić do zamkniętego pomieszczenia, w którym był potencjalny porywacz. Co ja gadam! To zdecydowanie był kiepski pomysł! Ledwie przekroczyłam próg drewnianej chatki, poczułam na szyi zimne jak lód dłonie. Mężczyzna zasłonił mi usta, a wolną ręką podniósł w górę. Szarpałam się, ale najwidoczniej nie zrobiło na nim to żadnego wrażenia. Po chwili zatrzymał się w jednym z pomieszczeń. Było tak ciemno, że nic nie widziałam. Nagle jego ręce ponownie znalazły się przy mojej twarzy, tym razem zaklejały moje usta szeroką taśmą klejącą. Chciałam krzyczeć, ale nie mogłam. Nawet nie zauważyłam, kiedy wszystkie kończyny miałam związane. Przez ten czas mój wzrok przyzwyczaił się do ciemności. W miarę możliwości rozejrzałam się po pokoju. Nie było w nim nic nadzwyczajnego. Poza człowiekiem przywiązanym do krzesła. Wytężyłam wzrok jeszcze bardziej.
- O mój Boże, Niall!- krzyknęłam, choć przez taśmę słowa zostały całkowicie zniekształcone.
Na szczęście sam dźwięk mojego głosu sprawił, że Horan uniósł głowę w górę i spojrzał na mnie. Jeśli dobrze widziałam to jego oczy były przepełnione bólem, strachem, ale i troską... Troską o mnie.
- Gotowe- mruknął niewyraźnie kryminalista, po czym podszedł do drzewi, gdzie jak mniemam był włącznik światła, bo po niespełna sekundzie w pomieszczeniu zapaliła się żarówka.
Patrzyłam na Nialla. Jego twarz była posiniaczona i poraniona. Miał podbite oko, rozciętą wargę i długą linię, która wyglądała jak wyryta nożem, mieszczącą się na policzku. Tak bardzo chciałam go przytulić.
- No, no, no- cmoknął mężczyzna, zwracając na siebie naszą uwagę.
Momentalnie spojrzałam w tamtym kierunku. To był... Nie, nie wierzę
- Co ślicznotko, już mnie nie poznajesz?- zadrwił Gordon.
Gordon Mike Sold... Aż wstyd się przyznać, że miałam z nim kiedyś coś wspólnego. Byliśmy... wspólnikami, o ile to można nazwać współpracą... W domu mieliśmy trudne czasy, chciałam pomóc rodzinie, ale jaką ceną...
- Miło znów widzieć twoją śliczną buźkę, aż szkoda, że muszę ją uszkodzić
- Daje ci to satysfakcję?!- wycharczał Niall. Rany jakue zadał mu Sold były ciężkie, skoro trudno było mu cokolwiek powiedzieć.
Mike mu nie odpowiedział tylko mocno go uderzył. Pisnęłam na ten widok. Tak bardzo chciałam, żeby to był tylko sen.
Wtedy Gordon zwrócił się w moją stronę. Jego szare oczy były przepełnione jadem i nienawiścią.
- Powiesz mu co zrobiłaś?
Pokręciłam przecząco głową. Nie wrócę do przeszłości. Już dawno zamknęłam ten rozdział.
Po pokoju rozszedł się śmiech Solda. Modliłam się, żeby przez moje grzechy nic nie stało się Niallowi...
Kiedy odmówiłam powiedzenia prawdy, Mike ściągnął moje spodnie. Chyba wiem, do czego to zmierza. Zerknęłam na Horana. Był potwornie blady, ale,ku mojemu zadowoleniu, cały i zdrowy.
- Powiesz?
Mimo wszystko, nie! Ponownie zaprzeczyłam.
Tym razem zniknęła moja kurtka. To akurat dobrze, bo w kieszeni bluzy mam telefon. Było ciężko wydostać go z kieszeni związanymi rękami, ale w końcu się udało! Wybrałam na klawiaturze 2, a przynajmniej mam taką nadzieję, bo nie widziałam ekranu. Po chwili poczułam delikatną wibrację, co oznaczało, że, jak zakładam mama, odebrała połączenie. Mam nadzieję, że to wystarczy.
- Widzę, że to nie pomaga- wychrypiał nasz porywacz.- W takim razie muszę zabrać się za twojego Niallerka
Tyle powinno wystarczyć. Jeśli moja rodzicielka to usłyszała, to na pewno powiadomi o tym policję, a oni namierzą mój telefon.
*******************************
Minęła już chyba godzina! Gdzie oni do cholery są?! W tym czasie Niall oberwał kilka razy, przez co jego twarz była pokryta czerwonymi pręgami. Mnie natomiast oprawca pozbawił całej garderoby, prócz bielizny.
Powoli zaczęłam tracić nadzieję, że ktoś się tu zjawi, gdy nagle drzwi otworzyły się z hukiem, a policjanci wbiegli do środka. Część z nich otoczyła Gordona, inni pomagali mi i Niallowi. Zdziwiło mnie, że wśród nich był Harry i Louis.
- Nic ci nie jest?- zapytał Loczek, kiedy szliśmy do naszego samochodu.
- Bardziej boję się o Nialla- mruknęłam.
Tak bardzo się cieszę, że nic mu nie jest
- (T.I) o czym on chciał żebyś mi powiedziała?- zapytał cicho Horan.
Przygryzłam mocno wargę. Mogłam się spodziewać, że nie ominie mnie to pytanie.
- Porozmawiamy...- zaczęłam, ale chłopak mi przerwał.
- Nie (T.I), powiesz mi teraz
- Byłam... no ten... I robiłam... Musiałam... Potrzebowaliśmy pieniędzy...- wyjąkałam między napadami płaczu.
Niall pokręcił z niedowierzaniem głową. Mimo tych urywek zrozumiał wszystko bardzo dokładnie.
Ruszył do przodu nawet się nie oglądając.
- A (T.I)?- zapytał Louis, patrząc na mnie z ukosa.
- Poradzi sobie- odparł niewzruszony Niall i wsiadł do auta.
Zostałam sama w środku lasu. Po raz kolejny zostałam sama. To koniec... Tym razem nie będzie już nowego początku...

Oczami Nialla

Nie mogłem uwierzyć, że (T.I) to robiła, to takie ochydne! Jak ona mogła...
Dopiero po chwili dotarły do mnie jej inne słowa- Potrzebowaliśmy pieniędzy. Jej rodzina tego potrzebowała... A co mogła zrobić młoda dziewczyna, która nie miała wykształcenia i nikt nie chciał jej przyjąć do pracy? Powinienem zabrać ją ze sobą i pozwolić zacząć wszystko od nowa. Zamiast tego zostawiłem ją samą, tak, jak wszyscy inni.
- Zawróć- powiedziałem do Harry'ego.
- A już mieliśmy się zakładać, kiedy o to poprosisz- uśmiechnął się Lou.
Kiedy dojechaliśmy na miejsce samochód (T.I.) nadal stał w tym samym miejscu. Jednak nigdzie nie było jej właścicielki. Zdenerwowany zacząłem chodzić po lesie w poszukiwaniu dziewczyny. Chłopcy zaczęli mi pogadać. Po kilkunastominutowych poszukiwaniach brunetki zawołał nas Styles. Przyszliśmy do niego w tępie natychmiastowym. Na mchu pod drzewem leżała (T.I). Była cała we krwi. Jej nieruchome patrzyły na ciemne niebo. W ręce ściskała żyletkę.
Usiadłem obok niej i zalałem się łzami. To była moja wina. Tylko i wyłącznie moja! Jak mogłem być taki głupi?!
Już miałem wyciągnąć rękę po żyletkę dziewczyny, ale powstrzymał mnie Louis.
-Chociaż ty przeżyj tę noc- poprosił cicho.



Hej kochani!
Oto druga i ostatnia część Nialla. Trochę mi się nie podoba... Trochę bardzo. Ale nie wiedziałam jak napisać tą część:(
Love ya
Katie:*

piątek, 31 stycznia 2014

MIDNIGHT MEMORIES!!!!!!!



MIDNIGHT MEMORIES OMG OMG OMG OMG OMG OMG!!!!

Napisałabym wcześniej notkę, ale byłam zbyt zajęta oglądaniem tego teledysku 934567890745678 raz xd
I jak Wasze wrażenia? Podoba Wam się? Ja go już pokochałam <3
Najlepsze było jak Niall zaatakował kebaba albo jak Harry patrzył się na te babcie na skuterkach :D No i nie zapominajmy o Lou na kanapie z ta zakochaną parą xD PADŁAM >_<

BEST TELEDYSK EVER :D

Ah, zapomniałabym, kochani! Wazna sprawa! Musimy pobić rekord na YT! Musimy dobić do 19,4 mln. Wiem, że damy radę! Trzymam kciuki! Pamiętajcie, aby oglądać na jednej karcie, aby odświeżać kiedy teledysk już się skończy, nie możecie być zalogowani na YT, bo wtedy liczy się Wasze obejrzenie tylko raz! Jak będziecie robili inaczej to Vevo uzna to za oszustwo i nie będzie rekordu. A teraz do dzieła siostry!

Love ;*
Wasza Nicol <3

poniedziałek, 27 stycznia 2014

#63 I want you.




Nigdy nie chciałam tam wrócić. Od skończenia liceum robiłam wszystko żeby uniknąć tamtych ludzi i tamtego budynku. Przeprowadziłam się nawet na drugą cześć miasta.
Dlaczego tego unikałam? Może dlatego, że cała szkoła uważała mnie za psychicznie chorą... Nie. Nie jestem chora i nigdy nie byłam. Myśleli, że jestem inna, bo według nich taka byłam.
Ubierałam się inaczej.
Myślałam inaczej.
Zachowywałam się inaczej niż oni chcieli. Jednak żyłam.
Do czasu.
Do czasu, w którym w mojej ostatniej klasie do Cardigan School doszedł nowy chłopak. Wszyscy od razu obrócili się przeciwko mnie, gdy tylko niemiło na mnie spojrzał.
I od  momentu, gdy skończyła się szkoła obiecałam sobie, że moja noga nigdy więcej tam nie postanie. Byłabym w stanie dotrzymać swojej obietnicy gdyby nie to, że moja koleżanka (jedyna dziewczyna, która, ze mną rozmawiała) zorganizowała 'Spotkanie po latach' (co za bardzo nie było prawdą bo od skończenia liceum minęły może z cztery zimy, a klasowa elita, która zbierała praktycznie całą klasę żyła w stałym kontakcie).
- Nie licz na, że tam się zjawię! - mruknęłam przez telefon wchodząc do garażu, gdzie czekał na mnie mój czarny Chrysler PT Cruiser.
- Myra, musisz przyjść. Jak ja sobie poradzę bez przyjaciółki?
- Zawsze świetnie dajesz radę...
- Myro Richardson masz pojawić się w Ginger Cup jeszcze przed czwartą, jeżeli nie - to impreza odbędzie się u ciebie - ostrzegła, a ja wiedziałam, że Posy Gordon nie żartuje. Lecz, jeżeli pojawiłabym się w Ginger Cup, to złamałabym swoje przyrzeczenie. Mała kawiarenka, z wyglądu przypominająca kawiarnię Starbucks'a mieściła się na terenie campusu Cardigan School. Zabawne w niej było to, że każda kawa nazwana była żeńskim imieniem. Moją ulubioną była Amy. Nie można powiedzieć, że była to do końca kawa, bo więcej było w niej mleka niż kofeiny, ale i tak za jej łyk mogłabym zabić.
- Czekam na ciebie Myro Richardson - zawołała wesoło Posy i zawiesiła połączenie. Posy nigdy się nie rozłączała, zawsze zostawiała mnie na lini, a sama robiła mnóstwo innych rzeczy, a jak ja zakończyłam połączenie to zawsze mi się dostawało.
Wsiadłam do samochodu i zapaliłam silnik. Miałam do załatwienia parę rzeczy związanych z moją pracą... Dorywczo uczyłam dzieci gry na gitarze i fortepianie. Oczywiście prywatnie.
Na stałe, a przynajmniej tak mi się wydawało, byłam związana z Islands Records jako pomocnik realizacji dźwięku i kawowa. Od czasu do czasu prowadziłam również nagrania demo mniej znanych lub początkujących wokalistów.
Dotarłam do głównego budynku jak zwykle spóźniona.
Zebranie załogi trwało już od 10 minut, gdy spóźniona Myra Richardson wniosła kawę, a potem zajęła miejsce pomiędzy Christianem od sprzętu nagłośniającego, a Kimberly od względów estetycznych.
Miałam szczęście, że aktualny dyrektor mnie lubił i zazwyczaj przymykał oczy na moje wybryki.
- Richardson! - zawołał uroczy mężczyzna grubo po 50, gdy szłam po 'magiczną' teczkę do mojego mini gabinetu. Amar. Woźny i złota rączka Island Records.
- Panie Downway - przywitałam go grzecznie, a on się uśmiechnął.
- Posy mówiła, że macie dzisiaj jakieś spotkanie klasowe... - zapomniałam wspomnieć, że Amar był ojczymem mojej przyjaciółki Posy - a ty nie chcesz na nie iść. Jesteś młoda. Powinnaś się bawić. Po za tym ilu z tych ludzi widziało twój obecny image? - wiecie jaki szok przeżyłam słysząc coś takiego z ust Amara? Widocznie Posy maczała w tym swoje palce.
Rzeczywiście odkąd skończyłam liceum zmieniłam styl i środowisko, co wyszło mi na dobre.
Czasami jednak wracała Myra - 'krejzolka'.
Moje znajome i koleżanki z pracy strasznie chciały wiedzieć jak ja utrzymuję stałą wagę jedząc same fast-foody i nic nie ćwicząc. Ale ja szczerze sama nie wiele o tym myślałam.
- Idziesz do Ginger Cup? - zapytała Sofie, dziewczyna z którą dzieliłam biuro. Los chciał, że przez ostatni rok liceum, byśmy razem w klasie angielskiego.
Sofie była jedną z tych, którzy pozostali bezstronni.
Zwykle nasze kontakty kończyły się na zdawkowych komplementach i zwrotach grzecznościowych.
- Muszę jechać kupić sukienkę, może pojechałabyś ze mną? - okropnie zdziwiło mnie to pytanie, ale jeżeli nie chciałam tej chołoty w moim nowiutkim, wyremontowanym i czystym apartamencie w Westminster musiałam choć na chwilę pojawić się w Ginger Cup.
- Jasne, podam tylko Chrisowi moją teczkę i możemy jechać.

Ja i Sofie spędziłyśmy ponad dwie godziny grzebiąc w moich ulubionych sieciówkach, a potem kupiłyśmy szybki lunch w barze sushi. Każda z nas była zadowolona z zakupów.
Mnie udało się znaleźć kilka nietypowych T-shirtów z fajnymi nadrukami, piękny wełniany sweter i czarną sukienkę z ćwiekowym paskiem i krótkim trenem.
Sofie zakupiła kilka par butów i dwie tiulowe sukienki.
Gdy dotarłam z powrotem do domu była za piętnaście druga.
Wzięłam szybki prysznic i umyłam włosy moim ulubionym kokosowym szamponem, który pachniał jak moja pierwsza lalka Barbie - ciemnoskóra surferka. Potem nadszedł czas na drugą kawę i coś do jedzenia. Nim się spostrzegłam było 10 po trzeciej.
Tempo w którym się ubrałam we wcześniej wspomnianą sukienkę i czarne koturny było niesamowicie zawrotne, dlatego starczyło mi jeszcze czasu na wymalowanie dwóch czarnych kresek na powiekach.
Za pięć czwarta zaparkowałam mój samochód na pełnym parkingu.
- Cześć! - przywitała mnie Posy, która witała wszystkich gości. - Wiesz, że Harry też tu jest? - cała podekscytowana szepnęła mi do ucha.
- Co proszę? - krew skoczyła mi do głowy. To niedorzeczne. Pilnowałam się przez prawie cztery lata, żeby nie zwracać na niego uwagi, a Posy jednym zdaniem zburzyła cały mur ochronny.
Prawie udało mi się o nim zapomnieć...i nagle takie coś.

Harold Styles stał oparty o barowy blat. Biło od niego bogactwo i pewność siebie. Po jednym rzucie oka można było stwierdzić kim on jest i jaką ma pozycję.
Czarne, opinające nogi spodnie, koszula z najnowszej kolekcji Burberry, czarna marynarka oraz niechlujnie ułożone brązowe włosy. Cały Styles.
Chłopak, któremu tak ciężko było się oprzeć, a który tak bardzo mnie nienawidził.

- Co dla pani? - zapytała ekspedientka, gdy podeszłam do lady przy której kawałek dalej stał Harold.
- Amy. Bez cukru - czekając na zamówienie rozglądałam się dookoła. Uważałam jedynie by ani na chwilkę nie zapatrzeć się na Stylesa. Na szczęście chłopak zajęty był jakąś laską i swoimi znajomymi.

Koło 19, gdy już na prawdę chciałam się wyrwać Harold zaproponował by przenieść imprezę do niego. Wszyscy zgodnie przetransportowali się do jego domu. Ja wiozłam Posy i Sofie. Nie rozumiałam dlaczego Styles kazał przewieźć moje auto do garażu, ale oddałam służbie moje kluczyki.

Dom Harolda był jak wielka dyskoteka, mnóstwo świateł i głośna muzyka. Wszystko idealnie nie pasujące do mnie. Szukając jakiegoś w miarę spokojnego miejsca by ogarnąć rozczepane włosy znalazłam się w części domu, której pewnie nigdy nie powinnam była zobaczyć.
Na ścianach wisiały bardzo osobiste zdjęcia, artykuły z gazet, dyplomy i medale. Oglądałam puchary w gablocie, gdy ktoś złapał mnie za rękę.
- Co tu robisz? Impreza jest na dole.
- Szukałam łazienki - odpowiedziałam poniekąd zgodnie z prawdą. Ciepła dłoń Stylesa na moim nadgarstku sprawiła, że ogień objął moje wenętrze. W brzuchu czułam dziwne, ciepłe, a za razem puste uczucie.
- Zaprowadzę cię.
Oboje ruszyliśmy korytarzem. Po chwili Harold otwarł jedne drzwi i wpuścił mnie do środka.
Gdy usłyszał głosy na korytarzu sam wszedł za mną do łazienki, a drzwi zamknął na klucz, który potem wrzucił do swoich bokserek. Zdegustowana obróciłam wzrok.
- Ostatni raz, Myro Richardson, gdy się widzieliśmy nie miałem dość czasu by cię lepiej poznać.
- O co ci chodzi?
- Co tak bardzo odraża cię w mojej osobie? - zapytał łapiąc mnie za ramiona i wbijając swój zielony wzrok w moje zielone oczy.
(koniecznie włącz <3 ) I want you
Niby jak miałam mu odpowiedzieć?
Harry od zawsze mi się podobasz, ale nie mogłam znieść tego jak bardzo mną gardziłeś, gdy byliśmy razem w klasie? Jak naśmiewałeś się z tego jak wyglądam, jak żartowałeś z mojej rodziny, jak bawiło cię obrzucanie mnie jedzeniem, które ci nie smakowało i jak zniszczyłeś moją nadzieję na lepsze życie mówiąc, że takiej jak ja to nawet kijem bałbyś się dotknąć, żeby się czymś nie zarazić. 
Z moich oczu puściły się łzy.
- Wiesz jak bardzo dobijała mnie twoja obojętność? - zapytał wstając i opierając się plecami o umywalkę. - To głupie. Tak bardzo przejmowałem się twoim zdaniem, a ty nawet na mnie nie patrzyłaś.
Nigdy.
Zawsze ponad to co ja i ze mną związane.
Nawet teraz. 
Wiesz jak trudno było mi wstawać rano do szkoły wiedząc, że ty tam będziesz, taka piękna i zupełnie mną nie zainteresowana?
Nie wyobrażasz sobie jak bardzo chciałem zwrócić twoją uwagę... Kupowałem coraz to droższe ubrania.
Ty nawet nigdy nie skomentowałaś żadnego mojego głupiego zachowania. Byłem godny podziwu dla ciebie. Byłem tak okropnym ******, że nadal nie wierzę, że to ty siedzisz przede mną.
Dlaczego milczysz? - przerwał. Patrzyłam na niego zaszklonymi oczami - Chcesz, żebym skończył? Dobrze, ale jest jeszcze jedna rzecz o której musisz wiedzieć, a potem cię puszczę i nigdy więcej nie pojawię się w twoim życiu.
Przez te trzy lata próbowałem się od tego uwolnić. Pokochać kogoś innego...zostawić cię. Wymazać cię z pamięci. I za każdym razem, gdy byłem na dobrej drodze coś musiało mi o tobie przypomnieć. Chociażby głupia kartka, na której napisane są twoje dane. Noszę ją w portfelu odkąd ją znalazłem.
Tak bardzo chciałem cię dotknąć, porozmawiać, potrzymać za rękę, złapać twój wzrok..., że po kilku miesiącach bez ciebie trafiłem do szpitala.
To przecież oczywiste, że nie potrafili mi pomóc.
Wiesz co działało? Patrzenie na ciebie z ukrycia. Nawet dwie minuty śledzenia Myry Richardson dawały temat do rozmyślań na następne dwa tygodnie.
Wyobrażałem sobie, że ty też mnie kochasz..., że wracam do domu, a ty tam jesteś z naszymi dziećmi, albo, że wyjeżdżamy na wakacje, że budzę się i widzę twoją twarz, że czuję twój zapach i zawsze mogę cię dotknąć. Pocałować.
Potem powiedzieli mi, że jestem chory psychicznie.
Od tamtego czasu biorę lekarstwa i jest lepiej. Umiem żyć bez widoku twojej roześmianej twarzy. Chciałem żebyś to wiedziała i nie oczekuję niczego więcej - Harry zaczął się zbierać do wyjścia, ale go zatrzymałam.
- Wiesz jak trudno było mi zrozumieć dlaczego tak bardzo mnie nienawidzisz? - Harry zamknął oczy. Wiedział o czym mówię - I w końcu byłam pewna... Byłam tak okropna, że nawet patrzenie na mnie było zbyt trudne dla twoich pięknych oczu.
Chciałam ciebie.
Spędziłam niezliczone noce płacząc i myśląc co zrobić żebyś mnie pokochał. Każdy plan umierał w zarodku.
Byłeś jak niespełniony sen. Jak wyimaginowana postać. Legenda. Nie wiem, czy kochałam kogoś tak wcześniej... Ale jestem pewna, że ciebie kochałam. Nadal kocham - popatrzyłam na chłopaka, który całe policzki miał już mokre od łez. Nie tego chciałam. Harry powoli podszedł do mnie i wyciągnął dłoń. Podałam mu swoją. Przeszedł mnie dziwny dreszcz. Chłopak uśmiechał się przez łzy, a potem bardzo delikatnie mnie pocałował.

_______________
Cześć wam!! 
Tu Miss Pinkblood z All you never say  i Mrs. Highway  na które serdecznie was zapraszam :)
mam nadzieję, że wam się spodoba :p
gdzieś w tekście jest piosenka, która mnie natchnęła.
piszcie z kim mam napisać następny bo ja znam tylko Harrego i Nialla... następny może być o Niallu...
chyba, że chcecie o kimś innym to pisać w komentarzach :)
~ Miss Pinkblood
PS. Pomyślałam, że mogę wziąć sobie kolor różowy :p