piątek, 17 stycznia 2014

WYNIKI NABORU!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! + IMAGIN ZWYCIĘSCY

Witamy Was kochani!
Tu Katniss and Nicol <3 ^^
Mamy dziś zaszczyt przedstawić Wam wyniki naboru na bloga. (Bębny proszę....!!!!) Dostałyśmy dwie, naprawdę cudowne, prace, obie są o Harrym. (FUCK YEAH! WIEDZIAŁYŚCIE JAK PODBIĆ MOJE SERCE^^) Nie wiedziałyśmy, którą z tych prac wybrać, a autorkę przyjąć na bloga, więc... Postanowiłyśmy przyjąć obie dziewczyny! (yaaaaaay!!!!!!!!^^) 

A więc... oto zwycięskie prace!!!

autorka: Miss Pinkblood


*POCZĄTEK*
Budzik pika koło szóstej rano. Piątek. Wstaję i lecę do łazienki. Szybko myję włosy oraz swoje ciało. 6:30 jestem ubrana i jem śniadanie. Bradley mój współlokator rzuca kilka pijanych zdań i wraca do swojej dziupli. Z haczyka na klucze biorę kluczyki do mojego samochodu i jadę do pracy. Harry kupił mi mini cooper'a bym nie musiała wozić Darcy komunikacją miejską i robić przy tym problemów jemu, sobie i dziecku. Oraz łatwiejszego zarobku paparazzi.
Styles jest tak okropnym leniem, że jestem u niego zatrudniona praktycznie na oba etaty. Matki i ojca. (Czasami robię też za kucharkę, sprzątaczkę, dekoratora wnętrz i stylistkę.) Dla mnie to nie problem bo jestem z małą Darcy odkąd się tylko urodziła, ale współczuję jej takiego życia jakie ma. Bez matki.
Wchodzę do domu otwierając drzwi własną kopią kluczy. Spodziewam się, że Harold wciąż jest w łóżku. Po drodze zbieram porozrzucane rzeczy które, sądząc po zapachu powinny trafić do pralki.
- Harry! - drę się z kuchni, gdzie przygotowuję kanapki dla jego córki. Darcy wita się ze mną serią trików na dłonie, którą ją nauczyłam.
- Tata czyta twoją książkę - mówi dziewczynka wkładając sobie kawałek szynki do buzi. Jest ubrana w szarą, plisowaną spódnicę, czarną marynarkę i złote balerinki. Na brązowe loki założyła złotą, cekinową opaskę. Wszystko od najlepszych projektantów.
Jest istną dziecięcą ikoną mody. Od razu robi mi się lepiej na serduchu, gdy pomyślę, że to po części moje dzieło.
- Serio? I co o niej myśli? - pytam.
- Nie podoba mu się - odpowiada. Uśmiech z mojej twarzy znika. Sklejałam tą książkę prawie dwa lata, ( początki mojej książki powstawały, gdy miałam z 16 lat) a jemu śmie się nie podobać?
- Jedz tu spokojnie, a ja pójdę pogadać z twoim tatą, jasne?
- Jasne.
Wychodzę po schodach i idę do sypialni Styles'a.
Widzę go, jak siedzi na łóżku przykryty kołdrą i prawie nagi. Zakładam, że ma na sobie bokserki (zapewne jego ulubione, czarne Calvin Klein'y). Na nosie ma czarne okulary do czytania. Pochyla się nad grubym plikiem papierów. Wygląda niesamowicie. Żałuję, że nie mam ze sobą aparatu.
Jestem na tyle blisko, że powinien wyczuć moją obecności, ale on nawet nie mruga.
- Harry? - pytam. Rozpoznaję zrobioną przeze mnie okładkę pierwszej kopi mojej powieści. Orginał ma Bradley, który nie chciał mi oddać tej książki, bo świetnie robi u niego jako podstawka na kufel. Choć kiedyś, gdy nie był zbytnio pijany powiedział mi, że to naprawdę dobra książka i chyba jego ulubiona.
- Marylin, ta książka jest niesamowita - uśmiecha się do mnie Harry.. Jest on trzecią osobą na świecie, która ją czyta, nie licząc mnie. Pierwsza była, matka Darcy, Nina Styles, która była dla mnie czymś więcej niż tylko żoną przyjaciela, drugi był Bradley, no a trzeci Harold. Nina zmarła kilka dni po porodzie prawie 7 lat temu i rok po ślubie z Harry'm, na którym byłam jedną z druhien. Od tamtego czasu zastępuję Darcy matkę. Zostałam poproszona o to, gdy Nina umierała, ale nie tylko o to. Prosiła też, żebym nie bała się pokochać Harrego. Te słowa zawsze były dla mnie zagadką.
- Ty mały kłamco! - szczypię Darcy w jej chude bioderko, gdy wracam do kuchni. Dziewczynka wybucha śmiechem.
- Chodź księżniczko bo się spoźnimy! - wychodzę z domu i wsiadam do samochodu i tak za chwilę będę musiała tu wrócić posprzątać i omówić z Harry'm szczegóły jutrzejszej imprezy urodzinowej Darcy.
- Mogłabyś zostać moją mamą - mówi ten mały brzdąc, gdy ruszamy do szkoły.
- To nie takie proste - odpowiadam.
- Proste. Wystarczy, że ty i tata weźmiecie ślub i będziesz moją mamą i wszyscy będziemy szczęśliwi. A mój tata to już na pewno. - dziwią mnie słowa Darcy, ale nie mam siły z nią o tym rozmawiać.
Wysadzam panienkę Styles pod jej szkołą, umawiam się, że odbieram ją o 14, potem jedziemy na balet. Darcy całuje mnie w policzek i biegnie do drzwi. Nigdy wcześniej tak nie robiła.

- Zamówiłeś klauna, Styles? Zgłupiałeś? Twoje dziecko się ich boi, jak z resztą większość ludzi - skreślam klauna z listy Harrego i dopisuję baletnicę.
- Balet? Serio? - pyta prześmiewczo Harold.
- Twoja córka od sześciu  miesięcy uczęszcza na zajęcia za które ty regularnie płacisz! - To dziwne, że uświadamiam mu takie rzeczy. Harry nie jest ignorantem i wcale nie zaniedbuje Darcy on po prostu jest tak zmęczony, że nie łapie faktów.
- Dlaczego balet? - pyta wypijając czwarty kubek, czarnej, mocnej kawy.
- Opowiadałam jej jak to było jak ja chodziłam na balet.
- Aha.
- Harry?
- Tak?
- Ona mi dzisiaj powiedziała, że mogłabym być jej mamą.
- Ugh. Wiedziałem, że kiedyś do tego dojdzie. Porozmawiam z nią i wszystko jej wytłumaczę.

*następny dzień, sobota*
Od 9 przyjmuję telefony i zajmuję się rozmiejscowieniem poszczególnych zabaw na terenie posiadłości Stylesów tak jak jest to rozrysowane na planie. Od rana również modlę się, żeby wszystko poszło jak najlepiej.
- Jak to Darcy? Nie rozmawiałeś z Marylin o ślubie? A co jeśli ona cię nie kocha? Harry dlaczego ja od dwóch lat myślałam, że Marylin jest twoją dziewczyną?
- Mamo...
- Haroldzie, wiesz, że musisz z nią o tym porozmawiać. Tu przede wszystkim zależy na dziecku.
To co usłyszałam wbiło mnie w podłoże.
Kocham Harrego Stylesa od jakiś dwóch lat, czyli mniej więcej od czasu, w którym poczułam moc do dokończenia powieści. Zawsze bałam się to wyznać bo to trochę dziwne, że miałabym zastąpić własną przyjaciółkę. Ale teraz chyba zrozumiałam słowa Niny.
- Marylin? - słyszę trochę zachrypnięty, czyli bardziej ponętny głos Harrego. Wchodzę do kuchni, w której siedzi Styles. Jest ubrany w czarną koszulę i czarne spodnie, a na nosie ma okulary korekcyjne w czarnych oprawkach. Wygląda cholernie seksownie.
- Wołałeś mnie? - gram. Całe szczęście, że jestem dobrą aktorką. Harry wstaje i podchodzi do mnie. Bierze moją dłoń i rysuje na niej kółka kciukiem. - Kocham cię - szepczę.
Harold unosi głowę i wpatruje się we mnie.
- Kocham cię - powtarzam mocniej i odważniej. Kończymy tę scenę niesamowicie długim pocałunkiem. Od tamtego momentu Harry i ja jesteśmy oficjalnie razem.
Gdy wybija 16 rozpoczynają się urodziny. Ja najbardziej czekam na tort, który ma wyglądać tak jak mała Darcy.
- Marylin, Tato, wujek Louis kupił mi pieska! - dziewczynka biegnie do nas, a za nią mały szczeniak goldena labladora. Lou i jego dziewczyna podchodzą do nas i zaczynamy rozmowę. Potem przychodzi Niall, który kupił małej pannie Styles prawdziwy strój baletnicy, o którym długo marzyła. Zayn, Perrie i Liam przychodzą w połowie zabawy. Nie wnikam już w to co kupili mojej podopiecznej, ale jestem pewna, że ona dostała więcej prezentów na te urodziny niż ja przez całe 25 lat swego życia.
W końcu przyjeżdża tort. Jest jeszcze piekniejszy niż go sobie wyobrażałam.
- Pomyśle życzenie, Darcy! - mówię, a dziewczynka posłusznie myśli, a potem zdmuchuje świeczki. W tym samym momencie Harry mocno całuje mnie w usta, a potem klęka.
- Marylin, Alexandro, Cassandro Jones czy zostaniesz moją żoną? - pyta i wyciąga piękny diamentowy pierścionek.
- Tak - nie wierzę w to co dzieje się w okół mnie. Harry Styles oświadczył mi się przy tych wszystkich ludziach.

*dwa lata później*
- Darcy, oto twój braciszek Logan! - Harry pokazuje małej pannie Styles (moje pierwsze) nasze wspólne dziecko.
- O matko jaki on brzydki! - mówi dziewczynka, a obydwoje wybuchamy śmiechem.
- Mamo - zwraca się do mnie Darcy - Wiesz co sobie życzyłam dwa lata temu, gdy zdmuchiwałam świeczki?
- Nie, skarbie, co sobie życzyłaś?
- Żebyś ty była z tatą i żebyśmy tworzyli piękną rodzinę razem z Chanel - waniliowy labrador szczeka jak na zawołanie.
*KONIEC*



autorka: brak nicka

Zimny deszcz wystukiwał melodię o szybę a powiew lekkiego wiatru kołysał koronami drzew na wszystkie strony świata.  Krajobraz za oknem był nieprzyjazny, zimny i mokry.  Siedząc owinięta wytartym kocem na marmurowym parapecie myślałam o panującej szarej, nudnej rzeczywistości. Kolejny łyk gorącego kakao zwilżył moje spierzchłe usta i pozwolił poczuć lekkie ciepło w środku, które spowodował gęsią skórkę na moim ciele. Owinąwszy się kocem po sam czubek nosa oparłam głowę o szybę i wypuściłam ciepłe powietrze powodując parę na szkle.  Mimowolna łza spłynęła po bladym policzku a za nią następna tworząc czarną od tuszu smugę.  Kolejny raz z żalem w sercu spojrzałam na list leżący na łóżku, który był już dość zgnieciony i sfatygowany.  Nagle kolejna fala łez zmoczyła moje poliki. W oddali było słychać stłumiony głos radia, który umilał mi moje cierpienie.  Lecz nawet głupkowate żarty płynące z ust prowadzącego nie doprowadziły mnie, chociaż do nawet lekkiego uniesienia kącików ust. Po pewnym czasie mój wzrok utkną w martwym punkcie a umysł oddał się nostalgii i powrócił do wspomnień, które sprawiały największy ból.   

-Mamo! Pośpiesz się! Zaraz spóźnimy się na samolot!- Cała podekscytowana czekałam na mamę, która oczywiście jak zawsze się nie śpieszy. Tupot moich stóp rozchodził się po całym salonie. Co raz mój wzrok wędrował na zegarek, co powodowało jeszcze gorsze zdenerwowanie u mnie.  Zmęczona przebyciem ponad kilometra, który przemierzyłam chodząc w tą i z powrotem spoczęłam wygodnie na walizkach ustawionych pod drzwiami.
-Mamo! Masz zamiar kiedykolwiek wyjść z tej łazienki!- Gdy wykrzyczałam ostatnie słowo usłyszałam charakterystyczny dźwięk zamykanych drzwi.  Na horyzoncie pokazała się wyczekiwana od 20 minut kobieta, która musiała mnie zawieść na lotnisko.  Bez zawahania stanęłam na równe nogi i chwyciwszy jedną z walizek poniosłam ją do auta.  Po zapakowaniu sporej liczby bagażu wsiadłam do samochodu i byłam gotowa na podróż mojego życia a mianowicie miałam spędzić całe wakacje w Londynie u mojej siostry. Wyjazd planowałam już od pół roku, aby wszystko było zapięte na ostatni guzik. Odliczanie miesięcy, tygodni oraz dni powodowały u mnie falę szczęścia. Przekręcony kluczyk w stacyjce, wciśnięcie gazu, zmiana biegu, uśmiech na ustach i moja podróż się zaczęła.  Drogę na lotnisko umilała mi muzyka lecąca z telefonu oraz krajobraz mijany z szybką prędkością. Nie wiedząc, kiedy auto zaparkowało pod wielkim strzelistym budynkiem z napisem ”Lotnisko”. Wyskoczyłam jak poparzona kierując się do bagażnika w celu wyciągnięcia bagaży. Z lekkim trudem i pomocą mamy doczłapałam się na halę główną gdzie od razu zobaczyłam wielką tablicę przylotów i odlotów samolotów.  Dokładnie lustrowałam elektroniczną plansze szukając jednej nazwy i godziny. Nagle wszystkie literki wraz z cyferkami zaczęły się zmieniać w niesamowicie szybkim tempie.  Londyn---14:, 25 gdy moje oczy ujrzały ten napis uśmiech sam nasuną mi się na usta.  Odwróciłam się do mamy, aby się z nią pożegnać i udać się na odprawę a następnie wsiąść w samolot.
-Musisz wyjeżdżać?- Zapytała smutna rodzicielka ocierając pojedynczą łzę spływającą po jej rumianym policzku. Bez zastanowienia wtuliłam się w jej ramiona, aby pokazać dla niej, że dla mnie też to nie jest łatwe.
-Te dwa miesiące zlecą za nim się obejrzysz.-  Odparłam odrywając się od niej. Posłałam lekki uśmiech i ruszyłam przed siebie.
-Uważaj na siebie! Ubieraj się ciepło. I pamiętaj, że cię kocham!- W oddali można było usłyszeć załamujący się głos drobnej kobiety, która machała mi na pożegnanie.  Podchodząc do metalowej bramki poczułam jednak tęsknotę za mamą. Nigdy nie rozstawaliśmy się na tak długo. W sercu poczułam lekki żal, że nie mogę mieć dwóch osób przy sobie na raz siostry i matki.
-Poproszę o położenie walizki na taśmę- nagle z rozmyśleń wyrwał mnie głos mężczyzny. Postawny facet, który obsługiwał dość sporą maszynę, która była dla mnie nie do pojęcia zmierzył mnie wzrokiem i stanowczo odchrząkną czekając aż wykonam jego polecenie.  Z dość dużymi oporami usadowiłam wielką skórzaną torbę na taśmę a sama przeszłam przez miliony bramek gdzie zostałam doszczętnie sprawdzona. Po dość niemiłych czynnościach w końcu zasiadłam w wygodnym fotelu, który był usadowiony przy oknie i oddając się widokom, które mogłam podziwiać za szybki.  Lecą w chmurach czułam się jak ptak, który uczył się pierwszy raz latać. Cudowne uczcie przerwał komputerowy głos, który kazał zapiąć pasy z powodu lądowania. Niechętnie uczyniłam wydane polecenia i czekałam aż maszyna wyląduje.  Nasadziłam okulary słoneczne na nos i ostrożnie zeszłam z niewielkich schodków, które prowadziły na rozgrzany beton. Kierując się do oszklonego budynku miałam lekkie obawy przed tym, że Emil zapomniała o moim przyjeździe. Wziąwszy cały mój podręczny bagaż ruszyłam na ławki, które były usytuowane naprzeciw strzelistej fontanny.  W połowie drogi zaskoczyła mnie drobna brunetka uśmiechnięta od ucha o ucha. Bez zastanowienia przytuliłam ją z całych sił nie mając ochoty wypuszczać z rąk.
-Em…[T.I] nie chce nic mówić, ale mnie dusisz.- Odparła z lekkim trudem a ja od razu się od niej odkleiłam
-Przepraszam się, ale tak się za tobą stęskniłam.- Kolejny uśmiech powędrował w jej kierunku.
-Choć podróż była męcząca musisz pewnie odpocząć.- Stwierdziła i chwyciwszy jeden z moich pakunków ruszyła przed siebie.  Zachwycona całą manufakturą Londynu nie mogłam przestać się zachwycać.  Mijające uliczki, domu, sklepy, parki miały w sobie pewną magię, która skradła mi serce. Z żalem zaparkowaliśmy pod domem Em. Moim oczom ukazał się niewielki domek, do którego prowadziła brukowana alejka przyozdobiona kwiatami i małymi latarniami. Rolę płotu spełniał precyzyjnie przycięty żywopłot a trawnik był urozmaicony niewielkimi kwiatkami oraz drzewami, które dawały cień.
-Piękny dom.- Szepnęłam pod nosem, ale na tyle głośno, aby mogła to usłyszeć brunetka. Dziewczyna nic nie odpowiedziawszy zaprowadziła mnie do mojego tymczasowego pokoju, który był umeblowany tak jak lubię. Duże łóżko zaścielone fioletową narzutą wraz z kolorowymi poduszkami oraz kilka regałów na ubrania i kosmetyki. Całe pomieszczenia rozświetlało duże okno. Bezwarunkowo moje ciało opadło na perfekcyjnie posłane łóżko a usta wypuściły powietrze. To moja bajka pomyślałam i byłam gotowa na najpiękniejszą przygodę w moim życiu.


Drugą część nasza nowa autorka wstawi sama:))



SERDECZNIE GRATULUJEMY!!!

A teraz czas na formalności... Otóż abym mogła dodać Was jako współautorki musicie mieć konto e-mail na Gmailu. Myślę, że to nie jest problem i szybko sobie z tym poradzicie :)
Jak już owe konto macie, wystarczy wysłać do mnie maila, abym mogła Was dodać i BUM! Witamy w załodze :)
Bardzo bym prosiła, aby w miarę możliwości wysłać do mnie wiadomość jak najszybciej.

Mój adres: Nicol.Styles.harrykochakotki@gmail.com


Jak otrzymam od Was mail, dostaniecie informację zwrotną ode mnie,
że dodałam Was już jako współautorów :)
Jak tylko uzyskacie dostęp to bardzo proszę o dodanie posta, 
w którym się przedstawicie i napiszecie coś krótko o sobie^^
Wybierzcie swój kolor, czcionkę (np. Katniss niebieski, ja fioletowy).

Czekamy i gratulujemy raz jeszcze zwycięzcom! 

Nicol <3

and

Katniss ;*

czwartek, 16 stycznia 2014

#59. TWO STARS cz. 7

Po długich namowach Caroline, zgodziłam się na "zabieg upiększający". Moja przyjaciółka, przekonana, że idę spotkać się z jakimś przystojnym gościem, gotowa była mnie ubrać w suknię balową. Ostatecznie poszłyśmy na kompromis i założyłam czarny zestaw. Długie blond włosy pozostawiłam rozpuszczone, a końcówki lekko podkręciłam lokówką. Panna Verdas uparła się też na makijaż, który na szczęście nie był zbyt mocny. Muszę przyznać, że efekt jej pracy bardzo mi się spodobał.
Kiedy zeszłam na dół, wszystkie pary oczy zwróciły się w moją stronę. Oprócz Jacka, Ruggero i Jorge w pomieszczeniu był jeszcze Facundo, czyli innymi słowy- Maxi i Lodovica- Francesca.
- Wyglądasz ślicznie!- krzyknęła dziewczyna.
- Gracias*- odpowiedziałam z uśmiechem.
- Jesteś pewna, że chcesz iść tam sama?- zapytał Leon, podchodząc do mnie.
- Na pewno- odparłam.
Jego ciemne oczy lustrowały mnie od góry do dołu, jednak nie czułam się niekomfortowo. Jorge był jednym z niewielu chłopców, którzy zwracali na mnie uwagę. Na dodatek nie narzeka, że musi spędzać ze mną czas (w przeciwieństwie do Jacka) i troszczy się o mnie (Jack w życiu by tego nie zrobił).
- A jak mi cię ktoś ukradnie?
- Nie bądź śmieszny. Kto miałby to zrobić?
- Chociażby ten facet, z którym idziesz się spotkać. Jesteś ładna. Chłopcy na ciebie lecą
Jego słowa sprawiły, że zrobiło mi się cieplej na sercu. Pocałowałam go w policzek i wraz z Xenią wyszłam z domu.
Na miejsce dotarłam punktualnie. Rozejrzałam się po kawiarni. Przy jednym stoliku siedziała samotna dziewczyna, przy drugim grupka dorosłych kobiet. Pozostałe miejsca były puste.
Usiadłam przy stoliku najbliżej wejścia i czekałam na właściciela Tommo. Minęło 5, 10, 15 minut i nikt się nie zjawił. Poczekałam do 19:30. Gdy zbierałam się do wyjścia, zaczepił mnie niewysoki szatyn w ciemnych okularach.
- Candace Moon?- zapytał.
Pokiwałam w milczeniu głową. Włosy, głos, postura... Ja go skądś znam...
- Louis!- krzyknęłam zanim zdążyłam pomyśleć.
- Tak, tak, ale proszę... cicho...- uspokoił mnie chłopak.
- Jasne. Przepraszam, to pierwszy odruch
- Rozumiem- uśmiechnął się Tomlinson.- Przepraszam, że tak długo czekałaś, ale Harry zadzwonił do mnie jakieś 10 minut temu, że nie zdąży się z tobą spotkać
Harry?! Rozmawiałam przez telefon z Hazzą?!
- Nie ma problemu- odparłam spokojnie, choć w środku tańczyłam ze szczęścia.- To wasza zguba- dodałam, podając szatynowi kotkę.
- Dzięki. Harry się załamał jak zniknęła. Kupił ją dla siostry. Była grzeczna?
- Tommo? Bardzo
- To dobrze- uśmiechnął się Lou.- Przejdziemy się?
Spacerowałam z Tomlinsonem aż do 21. Wtedy dopiero spojrzeliśmy na zegarki. Louis, jak na dżentelmena przystało, odprowadził mnie do domu.
- Mam nadzieję, że znów się spotkamy Can
- Ja też
- Tu masz mój numer- podał mi małą karteczkę.- Dzwoń, kiedy chcesz
- Obawiam się, że wtedy nie będziesz mógł spać, jeść ani nic, bo będziesz musiał ze mną rozmawiać- uśmiechnęłam się do niego.
- Przecież nie jesteś psychofanką- odwzajemnił mój gest.
- Nie, ale Directionerką owszem
- I właśnie one są najsłodsze- odparł Lou i ruszył w drogę powrotną.
- Wreszcie- niemal krzyknął Jorge, kiedy weszłam do domu.- Gdzieś ty była?!
- Właściciel kota to Harry Styles. Odebrał go Louis Tomlinson. Szkoda nie skorzystać z okazji i nie pogadać ze swoimi idolami
Leon nic nie odpowiedział, a ja poszłam do swojego lokum. Na schodach spotkałam Ruggero.
- Słyszałem, że spotkałaś się z Lou- uśmiechnął się.
- Tak
- I jaki był?
- Taki jak wydaje się na nagraniach- idealny
- Rany, tak ci zazdroszczę, też jestem ich fanem
- I jak randka z Tomlinsonem?- nagle na schodach pojawiła się Caroline.
- Skąd ty...
- Słyszałam
- Ehhh.... Brak słów- westchnęłam i poszłam do swojego pokoju.




No heeeeeej! Dzisiaj mam dla Was takie coś. Rozdział dedykuję Malince (teraz Mrs. Tomlinson), Nicol Styles, Natalii Stypułkowskiej, Jucce i Hexie oraz Zuzie Horan, które poprawnie odpowiedziały na pytanie. Natomiast Catalina per-fect trafiła (choć pewnie nieświadomie xd) kto odbierze kociaka. Teraz mam do Was takie pytanie- Czy ktoś z Was mieszka we Wrocławiu albo też nie, ale wybiera się do XIV LO we Wrocławiu? Bo ja się tak zastanawiam czy nie pójść tam do szkoły:)) Druga sprawa- przez jakiś czas będę dość rzadko, bo mam masę roboty. Po raz kolejny (wiem, wkurza Was to) przypominam o naborze!!!!!!
A na koniec pytanka (tym razem 2)
Dlaczego Leon wkurzył się na Can?
Dlaczego Ruggero tak interesuje się 1D?


Katniss;*

piątek, 10 stycznia 2014

#58 Bezludna wyspa cz.2

Bezludna wyspa cz.2


Nadszedł wieczór i zerwał się wiatr. Ranyyy... Jednak chce aby było gorąco! Chce narzekać, że się gotuje w tych ciuchach.
Brrr. Potarłam ramiona, aby się trochę rozgrzać. Chłopak, na którego jestem skazana, już od kilkunastu minut łaził po całej plaży. Ugh, co on takiego robi? Zbiera muszelki?
-„Umm... Można wiedzieć co robisz?”- podeszłam do niego, cały czas pocierając ramiona z zimna.
-„Zbieram suche patyki na ognisko.”- odpowiedział przeczesując wzrokiem plażę.
-„Oh...”- odparłam lekko oszołomiona. Nie głupie. W zasadzie to ja jestem głupia, bo o tym nie pomyślałam. Przecież to podstawa! Nawet ja, osoba która nigdy nie była nawet na obozie harcerskim, powinnam chociaż się tego domyślić. Ugh, czas na poprawę. Zaczęłam się rozglądać za jakimś drewnem. Hmm, a może poszukać w dżungli? Ale... nie. Nie pójdę tam sama. Po pierwsze: to niebezpieczne, nie wiem co może tam być, po drugie: no... po drugie to się boję, a po trzecie, nie mogę mu pokazać swoich słabości! Od razu mnie wyśmieje. Tak więc zaczęłam zbierać drobne patyczki i większe patyki.
-„Muszą być suche, aby się potem paliły.”- pokazał mi loczek, które mam zbierać, a które odrzucić. I tak po jakiejś godzinie udało nam się rozpalić ognisko.
-„Ah... ciepło...”- rozgrzewałam dłonie zadowolona z przyjemnego uczucia jakie dawał ogień.
-„Zaraz wracam, idę po zapas drewna.”- powiedział brunet i wstał z piasku. Zabawne, nadal nie wiem jak ma na imię, a on nie zna mojego.
-„Um, pomóc ci?”- zapytałam zanim zdążył odejść.
-„Nie, spoko, siedź. Poradzę sobie.”- uśmiechnął się lekko i odszedł. Nadal trzymałam ręce nad ogniskiem kiedy usłyszałam trzask gdzieś za mną. Poderwałam się na równe nogi i rozejrzałam dookoła, ale nic nie zauważyłam. Znowu trzask. O. Mój. Boże. Czym prędzej pobiegłam za chłopakiem.
-„Oh, mówiłem, że sobie poradzę. Możesz wrócić.”- powiedział spokojnie kiedy mnie zobaczył.
-„Em, tak, wiem... Po prostu... Chciałam... Chciałam ci pomóc.”- wyparowałam. Nic mi się nie stanie jak mu trochę pomogę no i nie będę sama. –„Co mam robić?”
-„Iść sobie. To nie robota dla dziewczyny.”
-„Że jak?! Dziewczyna może robić to samo co ty.”- skrzyżowałam ręce na piersi.
-„Mhm, szczególnie siedzieć sama przy ognisku i się nie bać, że coś wypełznie z dżungli i ją zje.”- zadrwił. Nawet nie wie jak dobrze trafił…
-„Ja się nie boję!”- zaprotestowałam. Może i kłamałam, ale i tak nie ma prawa tak mówić!
-„Skoro tak, to może tam wrócisz?”- uśmiechnął się złośliwie.
-„Nie! Przecież miałam ci pomóc!”- trzymałam się tej wersji. No chyba nie powiem, że czuje się bezpieczniej przy tym dupku... Skoro raz już mi uratował życie, to mam podstawy, by tak myśleć. Nawet jeśli to wkurzający idiota.
-„Haha, okej, uznajmy, że ci wierzę.”- zaśmiał się i poszedł w głąb lasu.
-„Ej, zaczekaj!”- krzyknęłam za nim spanikowana. Szliśmy przez chwilę i co chwila zbieraliśmy drewno. Schyliłam się po patyk, ale od razu cofnęłam rękę. Moje oczy z każdą chwilą robiły się coraz większe.
-„AAAAAAAAAAA! PAJĄK!”- wydarłam się na cały głos i zaczęłam tupać nogami jak mała dziewczynka. Chłopak mało nie padł ze śmiechu. –„Zrób coś idioto!”
-„Hahahahahaha! Serio? Przestraszyłaś się paj... O MATKO ALE WIELKI!”- krzyknął i pociągnął mnie za rękę. Wybiegliśmy z lasu i wróciliśmy do naszego ogniska. Teraz mieliśmy już zapas drewna na całą noc. Usiadłam na piasku strzepując drobinki z mojego swetra. Brunet także oklapł przy ognisku i patrzył się w płomienie. Dopiero teraz zdawałam sobie sprawę z naszej sytuacji. Jesteśmy niewiadomo gdzie, sami, bez wody, jedzenia, schronienia... Kto wie co czai się w dżungli? Przeszły mnie ciarki na samą myśl o tym o pająku, którego miałam zaszczyt spotkać. Co jeśli tu utkniemy? Gorzej! Co jeśli umrzemy z pragnienia! Przecież tu jest tylko słona woda, niezdatna do picia. Na jedzenie pewnie też nie ma co liczyć... Ja chce do domu... Już nigdy nie będę narzekać, że nie ma nic do jedzenia w lodówce, chociaż było tam mnóstwo różnych rzeczy. Już nigdy nie będę narzekać, że nie mam jakiejś nowej 'zabawki'. Ja chcę do rodziców... Do mamy, taty... A co jeśli im się coś stało? Co jeśli ci piraci...
-„Ej, wszystko okej?”
Dopiero teraz zauważyłam, że mam zupełnie mokre policzki od łez.
-„Tak. Utknęliśmy na bezludnej wyspie, bez wody, jedzenia, w ogóle nie mamy szans na przeżycie, ale wszystko jest w porządku!”- dopadła mnie histeria. Wstałam i odeszłam w przeciwną stronę, bo nie chciałam, aby patrzył jak płaczę. Ja chcę do domku, do mojego łóżka, chcę ciepłego kakao, mój ulubiony, gorący budyń czekoladowy... A najważniejsze: chcę do rodziców. Chcę poczucia bezpieczeństwa i...
Moje myśli zostały przerwane przez przyjemne uczucie ciepła na plecach. Chłopak przyciągnął mnie do siebie jeszcze bliżej i oplótł rękoma moją talię. Położył głowę na moim ramieniu i mówił pocieszająco:
-„Jesteśmy na bardzo popularnej trasie statków turystycznych. Prędzej czy później, któryś nas zauważy... Albo władze dowiedzą się o tym napadzie piratów i będą nas szukać... Wszystko będzie dobrze... Ciiiii...”- jego słowa trochę mnie uspokoiły. Ma rację, prędzej czy później ktoś nas znajdzie, a my do tego czasu musimy tylko przetrwać.
-„D-dziękuję.”- wydukałam łamiącym się głosem.
-„Nie ma za co, to prawda. Naprawdę to bardzo popularny szlak statków turystycznych…”
-„Nie…Dziękuję ci za wszystko co dla mnie zrobiłeś. Że mnie uratowałeś, że zapewniłeś ogień... Za wszystko.”- odwróciłam się do niego przodem i spojrzałam mu w oczy. Chłopak uśmiechnął się, a w jego policzkach ukazały się słodkie dołki.
-„Harry.”- wyciągnął do mnie rękę.
-„[T.I.]”- zachichotałam i uścisnęłam ją delikatnie. Wróciliśmy do ogniska i usiedliśmy, ale tym razem obok siebie. Nawet nie zauważyłam kiedy moja głowa bezwładnie opadła na ramię loczka…


C.d.n…

_________________________________________________________________

No hej :)

Oto druga część Bezludnej Wyspy! Trochę krótka, ale za to część 3 ma chyba ze trzy, albo cztery strony xd  Mam nadzieję, że się Wam spodoba tak jak część 1 ^^

A tak w ogóle to... już nie długo urodziny Zayna! WOW! 
Oto co robimy w ten szczególny dzień:
- piszemy na nadgarstku "DJ Malik"
- udajemy Energy Juice przy piciu soku czy herbaty (byle by to był kolorowy napój)
- przeglądamy się w każdym lusterku, oraz w witrynach sklepów na mieście
- wrzucamy do torebki małe lusterko (do oglądania, albo by po prostu było!)
- układamy jak najidealniej włosy!
- wkładamy coś niebieskiego lub "rockowego" zważając na zmieniający się ''look" Zayn'a
- jesteśmy Bad Girl
- jesteśmy poważni i tajemniczy
- malujemy (jeżeli to możliwe) paznokcie na różowo (bo to ulubiony kolor Zayn'a na paznokciach dziewczyny)
- uśmiechamy się do każdego, bo jak to powiedział Zayn "Uśmiech i masz już praktycznie wszystko zapewnione!"
- krzyczymy każdemu w twarz ''Vas happenin?!''
- składamy Zayn'owi życzenia urodzinowe na Twitterze
- tańczymy taniec Zayn'a 

Haha! Ale będzie zabawnie! :D

No dzisiaj mamy piąteczek :3 Kto dotrwał? 
Miłego weekendu ;*

Wasza Nicol <3

wtorek, 7 stycznia 2014

#57 Madhouse- zakończenie

Hej skarby! Dzisiaj wyjątkowo notka u góry. Otóż bardzo Was przepraszam, że zapomniała wstawić ostatnią część Madhouse. Dziękuję Natalii Stypułkowskiej z całego serca, że napisała mi o tym. Dlatego też zakończenie jest dedykowane właśnie tej wspaniałej dziewczynie.

Od tamtego wydarzenia w szpitalu minęły równo dwa lata. Nie mogę wto uwierzyć! Jak ten czas szybko płynie! Trzy lata temu byłam samotną osiemnastolatką, która nie miała rodziny. A dzisiaj? Odzyskałam ojca, brata i wszystkie siostry, zyskałam wspaniałych przyjaciół i cudowne przyjaciółki. Oczywiście nie mogę zapomnieć o Ros, która zawsze była przy mnie, a teraz jest także cały czas przy Niallu i ich malutkim Toby'm. On jest uroczy i bardzo przypomina tatę. A Niall? Jest fantastycznym ojcem! Mam nadzieję, że Liam też taki będzie. No, może nie całkiem taki, bo nie uważam, żeby testowanie spadochronu do jedzenia na dwuletnim dziecku byłodobrym pomysłem. Ale Horan to Horan.
Dzisiaj jest bardzo ważny dzień, czyli mój ślub. Dwa lata...

18. Października
Tuż po powrocie do Londynu Liam zabrał mnie na naszą pierwszą randkę. Byliśmy wtedy w Wesołym Miasteczku. To był najwspanialszy dzień mojego życia. To był październik. Zmarzłam jak cholera, ale było warto. Każda spędzona z nim chwila jest wspaniała. Nawet kiedy nic nie mówimy jest cudownie. Szkoda tylko, że Li musi co jakiś czas wyjeżdżać. Dziewczyny chłopców też tego nie lubią. Najgorzej ma Perrie, bo sama wyjeżdża ze swoim zespołem. Chłopcy zabierają mnie, El, Louisie iRos na koncerty, ale nie bardzo chcą, żebyśmy jeździły w trasy. To zrozumiałe, ale przy każdym pożegnaniu pęka mi serce. Liam też jest wtedy smutny. Nie lubię go takim widzieć. Mam wtedy wrażenie, że nie jest sobą.

15. Grudnia
Poszliśmy do sklepu po gwiazdkowe prezenty. Wybraliśmy już upominek dla każdego oprócz Louisa. Nie miałam pojęcia co mam kupić tak... specyficznemu człowiekowi. Ostatecznie zakupiliśmy ogromną pluszową marchewkę. O tak, to idealny pomysł. Wychodziliśmy już ze sklepu, kiedy zatrzymał nas starszy mężczyzna.
- Nie pocałujesz jej?- zapytał, wskazując miejsce nad naszymi głowami.
Równocześnie spojrzeliśmy w górę. Jemioła... Liam ujął delikatnie moją twarz i złożył na ustach pierwszy pocałunek. Był słodki, magiczny i jak dla mnie to mógłby trwać wiecznie.

To najpiękniejsze wspomnienia z pierwszego roku po wypadku. W drugim... cóż drugi rok był dla mnie niespodzianką.

12. Marca
Pojechaliśmy do Francji- Miasta Miłości. Było tam niesamowicie! A ludzie mówią, że Londyn jest piękniejszy... Bzdura! Wtedy w Paryżu przeżyłam swój pierwszy raz.

17. Maja
Moje urodziny. Każdy wręcza mi prezent, ale i ja mam coś dla pewnej osoby. To wynik USG dla Liasia. Będziemy mieli dziecko. Nasze śliczne maleństwo będzie dziewczynką. Payne upiera się, żebym to ja wybrała imię, jednak ja jestem odmiennego zdania. Ostatecznie naszej córeczce daje imię Lottie. Wybiera imię po naszej mamie- Johannah. Oboje zgodnie popieramy ten pomysł.

29. Sierpnia
Urodziny Liama. Świetnie bawimy się na imprezie, którą zorganizował mój brat. Nagle Liam prosi o uwagę i klęka na jedno kolano. Ja w swoje urodziny powiedziałam mu o dziecku. Natomiast on w swoje święto oświadczył mi się. Balowaliśmy chyba tydzień. Przerwał nam Simon Cowell., przyjeżdżając po zespół i oznajmiając, że mają wywiad. Tego samego dnia, na początku września, cały świat dowiaduje się, że będę przyszłą panią Payne.

Cóż wtedy było trochę pod górkę. Posypały się hejty... Nie spałam nocami, bo płakałam. Za dnia byłam nieprzytomna. A Liama przy mnie nie było, bo wyjechał do Stanów na dwa miesiące z zespołem, żeby popracować nad nową płytą. Gdy wrócił wszystko wróciło do pionu. I jest dobrze, aż do dzisiaj. Stoimy przed ołtarzem i patrzymy sobie głęboko w oczy.
- Ja, Melissa, biorę sobie ciebie, Liamie, za męża i ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że cię nie opuszczę aż do śmierci- mówię drżącym głosem.
Po chwili ciszy Liaś wypowiada podobne słowa. Swoją miłość możemy przypieczętować pocałunkiem. Dla mnie oznacza on coś więcej. To znak, że nasze nowe życie będzie najwspanialsze na świecie, bo przeżyję je z kimś kogo kocham. Z Liamem.

- THE END-


niedziela, 5 stycznia 2014

NABÓR

Hej Kotki! Słuchajcie jest sprawa. Ja i Nicol ostatnio nie dajemy rady pisać często imaginów itp. Po prpstu jesteśmy w ostatniej klasie gimnazjum i przed nami egzamin. Nauczyciele cisną nas jak nie wiem, więc jak widzicie w nagłówku prowadzimy nabór. Kto jest chętny musi dodawać imaginy raz w tygodniu CONAJMNIEJ. To, że musi być miła to chyba wiecie. Dbanie o czytelników? Sprawa oczywista! Co trzeba zrobić? Musicie napisać imagina o dowolnej tematyce z jednym z chłopców z 1D. Gotowe prace wysyłajcie na e-mail- happymix1309@wp.pl
Proszę, żebyście od razu zaznaczyli czy im może być opublikowany:)
Wszystkim chętnym życzę powodzenia:)
Katniss:*