- I co to da?- mruknęłam, patrząc na Liama.- Już mnie przed tym nie uchronicie- tym razem mój wzrok spoczął na Niallu.- To, że wy będziecie coś robić z hejtami, nie znaczy, że fanki raptem zaczną mnie uwielbiać- zerknęłam na Harry'ego.- Wręcz przeciwnie, im bardziej będziecie mnie bronić, tym bardziej będą mnie nienawidzieć- teraz spoglądałam na Zayna.- Będzie tylko gorzej- swoją wypowiedź zakończyłam spojrzeniem na Louisa.
Siedzieliśmy w salonie w domu chłopców i rozmawialiśmy o błahych sprawach dopóki ktoś genialny nie wpadł na pomysł przedstawienia mnie światu. Nie, nie jestem dziewczyną żadnego z nich. Byliśmy i nadal jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi. Według nich problem naszej przyjaźni polega na tym, że nie mogę być wszędzie z nimi, bo nie chcę, żeby ludzie o mnie usłyszeli. To prawda. Obawiam się tych wszystkich hejtów i tym podobnych. Boję się, ale to normalna reakcja...
- Późno już- mruknęłam, patrząc na zegarek.
- Po pierwszej (w nocy)- westchnął Liam.
- To ja już pójdę
- Nie ma mowy!- wręcz krzyknął Lou.
- Nie będziesz jechała o tej porze na drugi koniec Londynu- poparł przyjaciela Harry.
- Zostaniesz na noc- zarządził Zayn, rzucając we mnie poduszką.
Nawet nie zaprzeczę. Jestem tak zmęczona, że pewnie jak tylko wsiądę za kierownicę to spowoduję wypadek.
***
Wstałam dość wcześnie, biorąc pod uwagę fakt, że zasnęłam po trzeciej... Albo i później. To pewnie dlatego, że przyszło mi spać razem z Louisem, a on się okropnie wierci. Tak więc obudziłam się o 8.00, leżąc na podłodze. Było mi trochę zimno, bo Tomlinson zabrał całą kołdrę dla siebie, a mi nie dał nawet koca.
Wstałam i poszłam do kuchni zrobić jakieś śniadanie. Przygotowywałam grzanki, kiedy do pomieszczenia wbiegli chłopcy.
- Czasami zachowujecie się jak dzieci- jęknęłam.
- Ale to w nas lubisz- Zayn uśmiechnął się prowokacyjnie.
- Tak, ale to się zaczyna robić wkurzające
- Możliwe, ale kochasz nas tak bardzo, że nas nie zostawisz- kontynuował Malik.
- To też prawda
- To dobrze- odetchnął z ulgą Niall, a wszyscy spojrzeliśmy na niego zdziwieni.- No co? Jak (T.I) gotuje to jeszcze zdążam robić zapasy- oznajmił, a wszyscy wybuchnęli śmiechem.
Przesiedziałam u chłopców całe popołudnie i dopiero o 18 wróciłam do domu.
***
Następnego dnia kupiłam gazetę. Dlaczego? Na pierwszej stronie był artykuł o mnie!
Tajemnicza dziewczyna przyjechała do chłopców z boysbandu One Direction około 15 po południu, a opuściła posesję dopiero następnego dnia wieczorem. Czyżby czarnowłosa piękność była nową miłością któregoś z chłopców? Czy to Louis? Może Harry? Albo Niall? Czy też Liam? Lub nasz bad boy Zayn? Miejmy nadzieję, że tego dowiemy się już wkrótce...
***
Siedziałam w kuchni nad herbatą i płakałam. Płakałam z bezsilności. Jeszcze nic o mnie nikt się nie dowiedział więcej niż pisało w krótkim reportażu niejakiej Amber Goldenberg, a fanki chłopców już zaczęły mnie hejtować. Fanki, bo Directionerki mnie broniły i życzyły szczęścia...
Kolejna łza spokojnie spłynęła po moim policzku. Trzy lata ukrywania się na marne. Nawet nie zauważyłam, kiedy w kuchni pojawił się Liam. Usiadł koło mnie i złapał mnie za rękę.
- Damy radę (T.I). Zawsze damy radę- wyszeptał.
Tak bardzo chciałam wierzyć w jego słowa. Chciałam, ale nie mogłam.
Hej Kochani! Mam dla Was taki im z Liamkiem, bo zauważyłam, że trochę go tu mało... Możliwe, że napiszę kontynuację, ale to zależy tylko i wyłącznie od Was.
A teraz mam prośbę
NAPISZCIE MI W KOMENTARZU JAKIE MACIE ULUBIONE PIOSENKI NA TZW DOŁA ALBO JAKIE SMUTNE PIOSENKI ZNACIE
Z poważaniem
Kate
poniedziałek, 17 lutego 2014
sobota, 15 lutego 2014
#70. TWO STARS- cz. 10
10. Ona wie
W szpitalu nie chcieli mnie wpuścić na salę Jacka, co spowodowało jeszcze głośniejszy szloch. Nawet jeden lekarz i pielęgniarki zaczęli mnie pocieszać.- Co jej jest?- zapytała jedna, która przechodziła obok nas.
- Nie chcą jej wpuścić na salę brata- wyjaśnił Jorge.
Harry i Louis się nie odezwali. Pewnie nic nie zrozumieli. Z tego co się orientuję po hiszpańsku mówi tylko Horan.
- To zrozumiałe, ale niech tak nie ryczy, bo straszy pacjentów
Tego było już za wiele! Wstałam z krzesła i wylałam na kobietę wiadro wyzwisk, które znałam w tym języku. A musicie wiedzieć, że dzięki Caroline znam ich nie mało. Widziałam jak oczy Leona powiększają się z każdą chwilą.
- Proszę jej wybaczyć- mruknął ciemnooki.- Jest po prostu zdenerwowana
Zdziwiło mnie, że nie przerwał mojej 5-minutowej wypowiedzi. Ruda fuknęła pod nosem i ruszyła w nieznanym nam kierunku.
- Can, nie możesz atakować tak ludzi- westchnął Jorge.- Nawet w takich nerwach
Spuściłam głowę i wyjąkałam ciche "przepraszam". Nagle poczułam jak czyjeś ramiona oplatają moją talię. Podniosłam wzrok i ujrzałam twarz Leona. Oparł głowę na moim ramieniu i szeptał do uch pocieszające słówka. Nie wiem dlaczego, ale jego bliskość dała mi ukojenie. Zapomniałam o całym świecie. Był tylko on i ja.
- Poszukajmy Caroline i Ruggero- powiedziałam, kiedy już się uspokoiłam.
Wcisnęłam się między Leona i Harry'ego i ruszyliśmy korytarzem w poszukiwaniu dwójki idiotów.
- Jak oni wyglądają?- zapytał Harry, rozglądając się po korytarzu.
- Tak- odparł Jorge.
Spojrzeliśmy w prawo i ujrzeliśmy całującą się parę.
- Nie przeszkadzamy?- uśmiechnęłam się złośliwie.
Carol i Rugg odskoczyli od siebie, a blondynka spaliła buraka.
- No proszę- uśmiechnął się Leon.- Zawsze wiedziałem, że coś Was połączy
Korzystając z okazji Styles pociągnął mnie za rękę. Stanęliśmy kilka metrów od pozostałych.
- Candace...- zaczął niepewnie.- U...umówiłabyś się ze mną?
Ponownie tego dnia mnie zamurowało. H.A.R.R.Y.S.T.Y.L.E.S.C.H.C.E.S.I.Ę.Z.E.M.N.Ą.U.M.Ó.W.I.Ć!!!!! Harry! Ten sam, który gra w One Direction! Mój idol! Mój ideał!
- Dobra, nieważne- mruknął, wracając do Louisa.
- Harry...-jęknęłam, ale on już mnie nie słyszał.
Loczek razem z Tommo opuścili szpital. Stałam przy oknie i patrzyłam jak wsiadają do taksówki.
- I jak spotkanie z idolami?- zapytał Leon, obejmując mnie ramieniem.
- To była fantastyczna niespodzianka, dziękuję- szepnęłam, wtulając się w jego ciepłe ciało.
- Pójdziemy po jedzenie- mruknął Ruggero i razem z Leonem zeszli na dół po schodach.
Usiadłam na krześle obok Caroline i spojrzałam w okno. Gdyby nie Jack, nie poznałabym Jorge i Ruggero i obsady "Violetty" i oczywiście mojego ulubionego zespołu. Tylko Harry... Dlaczego mnie zaprosił, a chwilę potem powiedział, że to nieważne? Za długo w duszy skakałam z radości, czy jak?
- Jesteś na mnie zła?- cichy głos przyjaciółki sprowadził mnie na ziemię.
- Za co?
- Że nie powiedziałam ci o Ruggero...
- Spokojnie, przecież nic się nie stało
- A ty i Leon?
![]() |
| (Nie patrzcie na napisy:)) |
My się tylko przyjaźnimy. Chociaż...
- Tak. Ty i on. Spędzacie razem dużo czasu
- No nie wiem...
- Can...- blondynka uważnie wpatrywała się w moje oczy.- Can, ty się zakochałaś...
No i proszę! Mamy 10 rozdział!!! Nicol twierdzi, że Carol i Ruggero za szybko się zaczęli spotykać. A Wy co o tym myślicie? Rozdział dedykuję Catalinie i Nicol, które jako jedyne skomentowały ostatni rozdział.
Pytanie na dedyka- Dlaczego Harry "zrezygnował" z randki?
Zachęcam też do zadawania pytań bohaterom w odpowiedniej zakładce (Proszę zadawajcie je, bo chcę się w Leośka pobawić xd)
Katie;*
czwartek, 13 lutego 2014
#69. Historia pisana piosenką cz.2
Zwarta i gotowa stanęłam w progu salonu opierając się o
framugę drzwi. Delikatnie włożyłam ręce do kieszeni i spojrzał z uśmiechem na
Emili która z zainteresowaniem oglądała telewizję. Tak bardzo za nią tęskniłam. Odchrząknęłam
delikatnie tak aby dziewczyna zobaczyła moją obecność.
-O nie wiedziałam, że jesteś. Zeszłaś tak cicho.- odparła
spoglądając na mnie. Posłałam jej lekki uśmiech i usiadłam na kanapie.
-Jak się spało?-
zapytała ściszając serial który właśnie leciał na ekranie
-Wspaniale …od dawna tak dobrze nie spałam.- moje kąciki ust
od razu poszybowały w górę.
-Jesteś głodna? Na stole jest śniadanie.- zaproponowała Em i wróciła do niezbyt interesującego
serialu. Mimowolnie spojrzałam na
kuchenny stół a następnie na siostrę. Nie miałam ochoty na siedzenie w czterech
ścianach w tak słoneczny dzień. Delikatnie przeczesałam włosy ręką i podniosłam
się z mięciutkiej kanapy kierując się do wyjścia.
-Idę się przejść. Niedługo wracam.- zakomunikowałam
zatrzaskując za sobą drewniane drzwi. Promienie słoneczne prażyły moją skórę od
razu ubolewałam nad tym, że nie zabrałam ze sobą okularów przeciwsłonecznych.
Maszerowałam brukowaną uliczką kierując się w stronę parku. Zielony pejzaż zachwycił moje oczy. Gdy
przeszłam przez metalową bramę miejskiego deptaka moim oczom ukazała się ławka
usytuowana w idealnym miejscu dla mnie. Z daleka od innych ale nie za daleko
cywilizacji. Wygodnie rozsiadłam się na drewnianej ławeczce z oparciem
pomalowanej na kolor soczystej zieleni. Zamknęłam powoli oczy i skierowałam
głowę ku górze opierając ją o wystające oparcie. Odpłynęłam. Lekki wiatr
powiewał moje włosy i powodował
przyjemny dreszczyk. Delikatne muskanie
słońcem rozgrzewało moje blade ciało.
-Przepraszam mogę się dosiąść?- zapytał mnie głos wyrywając
z błogiego rozmyślania. Lekko
przymrużyłam oczy kierując wzrok na osobę stojącą prze de mną. Zmierzyłam od góry do dołu i po chwili
przesunęłam się na róg ławki aby zrobić dla niego miejsce.
-Dziękuję, nie lubię tłocznych miejsc.- odparł zajmując
miejsce i wyciągając z kieszeni telefon.
-To po co spędzasz czas w parku.- odparłam z ironią zezując
w jego stronę. Chłopak odpisał
prawdopodobnie na smsa i spojrzał na mnie pokazując szereg białych zębów.
-Umówiłem się z kimś . Ale chyba ten ktoś nie zamierza
przyjść.- zakomunikował zmieniając pozycję siedzenia. W tym momencie był oparty
jedną ręką o oparcie ławki a jego ciało było skierowane w moją stronę.
-Na co tak się gapisz?- furknęłam po długiej ciszy która
mnie krępowała. Chłopak jedynie się
zaśmiał i skierował swój wzrok na obłoki
które wędrowały po niebie z dość dużą prędkością. Czułam się dość dziwnie jego obecnością i chciałam jak najszybciej ulotnić się z tego miejsca. Bez zastanowienia
wstałam i ruszyłam przed siebie modląc się aby mnie nie zaczepił. Powoli kierowałam się w stronę domu ciesząc
się, że nie muszę wymigiwać się z niezręcznej rozmowy z nim. Gdy na horyzoncie ukazał się dom mojej siostry
z naprzeciwka ku mojemu zdziwieniu pojawił się chłopak z parku. Lekko zdenerwowana zbluźniłam w myślach i szybkim tempem
podeszłam do niego.
-Śledzisz mnie?- krzyknęłam z oburzeniem szturchając go przy
tym w ramię. Mina chłopaka była bardzo zszokowana.
-Ja tu mieszkam.- odparł półtonem wskazując na dom
znajdujący się obok mojego. W tym
momencie poczułam się jak ostatnia kretynka. Napadłam na chłopaka który spokojnie chciał wrócić do
własnego mieszkania.
-Przepraszam.- rzuciłam krótko i chciałam odejść nie
pokazując swojego zażenowania. Niestety chłopak chwycił mnie za rękę a ja pod
wpływem jego siły odwróciłam się.
-Jestem Harry.- zakomunikował z uśmiechem- Nic się nie
stało- dodał po chwili.
-[T.I]- odparłam z rumieńcem na policzkach.
-Na długo przyjechałaś do Emily?- spytał przerywając
krepującą ciszę. To pytanie lekko mnie zdziwiło ale widocznie znali się z moją
siostrą.
-Na całe wakacje.- uśmiechnęłam się sztucznie spoglądając w
jego zielone jak trawa oczy.
-Może chciałabyś się spotkać. Kiedyś.- zapytał niepewnie i
podrapał się w tył głowy.
-Może kiedyś.- odpowiedziałam i
odwróciłam się na piecie kierując się w stronę domu.”Może kiedyś serio [T.I]?
Serio?
Obudziłam się cała w skowronkach. Wygrzebałam się z ciepłego
łóżka. Powoli podeszłam do biurka i chwyciłam czarny flamster. Z żalem serca
skreśliłam ostatnią datę w wakacyjnym kalendarzu. Nawet nie wiem kiedy ten czas
minął. Całe cztery miesiące spędzone w tym miejscu a ja czułem się jakbym tu
mieszkała od dziecka. Po chwili wpatrywania się w kalendarz skierowałam się do
łazienki aby trochę się odświeżyć i wybrać się na 122 randkę z Harrym. Pewnie każdy pomyśli mnie za idiotkę ale
każde spotkanie z nim było prze ze mnie policzone oraz dokładnie opisane. Nie
chciałam aby te piękne chwile uszyły w zapomnienie. Z Harrym byłam już od dwóch
i pół miesiąca. Zakochałam się w nim i kompletnie straciłam dla niego
głowę. Gdy tylko o nim pomyślałam
uśmiech sam nasuwał mi się na usta a w brzuchu grasowało stado motyli. Ale
również miałam świadomość, ze musimy się rozstać a to nastąpi już jutro. Gotowa
wyszłam z toalety i powoli zbiegłam na dół myśląc że zastam w kuchni Emily.
Niestety zauważyłam niewielką karteczkę na stole. Podniosłam ją bez zawahania
czytając treść. „Wezwali mnie do pracy będę wieczorem” Emi. Kolejny dzień spędzony bez mojej siostry. Od miesiąca
wzywają ją do pracy non stop . Nie wiedząc co ze sobą zrobić skierowałam się do
salonu włączając przy tym telewizję. Cały dzień zleciał mi na leniuchowaniu.
Wskazówki zegara dochodziły do godziny 20:00. Parę minut po pełnej godzinie w
całym domu rozniósł się dzwonek do drzwi. Bez zastanowienia pobiegłam aby
otworzyć. W progu staną nie kto inny ja sam Harry. Natychmiastowo na moje
poliki wpłyną rumieniec. Loczek bez zastanowienia przyciągną mnie do siebie
całując namiętnie w usta. Gdy pocałunek dobiegł końca Styles chwycił mnie za
rękę i prowadził w stronę parku. Gdy dotarliśmy na miejsce stanęliśmy przed tą
samą ławką gdzie się poznaliśmy. Do moich oczy napłynęły łzy. Przed oczyma
miałam scenę gdy pierwszy raz się poznaliśmy.
-Harry ja nie przeżyję- wydusiłam z siebie dławiąc się
łzami.
-Spokojnie. Nie płacz. Obiecuję spotkamy się jeszcze.-
odparł ocierając moje słone łzy z policzków.
-Obiecaj mi jedno
Harry.- szepnęłam spoglądając na jego
smutną twarz
-Co tylko sobie życzysz.- odparł całując mnie w czule w
czoło.
-Nie zapomnij mnie. – wyszlochałam wtulając się w jego
ciepłą klatkę piersiową
-Nigdy o tobie nie zapomnę.- w
tym momencie nasze usta złączyły się w jedność.
Ostatnia walizka była dopinana z dużym wysiłkiem. Cała
roztrzęsiona i zapłakana schodziłam na dół ciągnąc pakunek za sobą. Na dole
czekał już Harry wraz z Emily. Uśmiechnęłam się sztucznie przez łzy i po chwili
stałam obok nich.
-To ja zaniosę bagaże do samochodu- odparła Emi wychodzą na
zewnątrz. Loczek stał bez ruchu przyglądając się uważnie. Jego zielone tęczówki
były przepełnione żalem. A w kącikach nabierały się łzy.
-Powiedź coś. Proszę.- wyszeptałam ledwo słyszalnie z powodu
blokady w moim gardle. Chłopak nic nie
mówiąc wpił się w moje spierzchnięte usta. To był nasz ostatni pocałunek. Nasze
łzy spotykały się i łączyły w jedność.
Uderzenia serc wystukiwały własny rytm. Jego ręce wędrowały po cały moim ciele
a ja zatopiłam palce w jego lokach. Nie chciałam go puszczać. Nie teraz. Nagle
Harry przerwał pocałunek i wręczył mi kopertę.
-Otwórz jak będzie w samolocie. Kocham cię [T.I]- odparł na
dowidzenia i opuścił pomieszczenie. Kolejna fala łez zmoczyła moje policzki. Po
chwili wybiegłam z domu nie mogąc spóźnić się na samolot. Cała rozmazana
przebyłam przymusową odprawę i pożegnawszy się wcześniej z siostrą wsiadłam do
samolotu. Widziałam jak Londyn znika w
chmurach a wraz z nim moje serce. Pojedyncza słona kropla układała
nierównomierną strugę na moim policzku. Szybko ją otarłam aby została
niezauważona. Włożyłam swoje ręce do
kieszeni i poczułam zmiętolony kawałek papieru. Bez zastanowienia wyciągnęłam
białą kopertę i spojrzałam na napis „Kochanej [T.I] „ Trzęsącymi się dłońmi otworzyłam ją i
wyciągnęłam list.
Droga [T.I]
Nie mogę uwierzyć, że pakujesz swoje walizki
Tak bardzo staram się nie rozpłakać
Przeżyłem najlepsze chwile i teraz jest najgorszy czas
Ale musimy się pożegnać
Tak bardzo staram się nie rozpłakać
Przeżyłem najlepsze chwile i teraz jest najgorszy czas
Ale musimy się pożegnać
Marzę, byśmy mogli być
teraz sami
Jeżeli moglibyśmy znaleźć miejsce do ukrycia się
Sprawić, by ostatni raz, był jak pierwszy raz
Wcisnąć guzik i przewinąć
Jeżeli moglibyśmy znaleźć miejsce do ukrycia się
Sprawić, by ostatni raz, był jak pierwszy raz
Wcisnąć guzik i przewinąć
Więc proszę, nie czyń
tego jeszcze trudniejszym
Nie możemy tego ciągnąć dalej
I wiem, że nie ma niczego, co chciałbym zmienić
Nie możemy tego ciągnąć dalej
I wiem, że nie ma niczego, co chciałbym zmienić
Nie obiecuj, że
będziesz pisać
Nie obiecuj, że zadzwonisz
Po prostu obiecaj, że nie zapomnisz, że mieliśmy to wszystko
Ponieważ byłaś moją na wakacjach
Teraz wiemy, że to prawie koniec
To wydaje się jak śnieg we wrześniu
Ale ja zawsze będę pamiętał
Byłaś moją letnią miłością
Zawsze będziesz moją letnią miłością
Nie obiecuj, że zadzwonisz
Po prostu obiecaj, że nie zapomnisz, że mieliśmy to wszystko
Ponieważ byłaś moją na wakacjach
Teraz wiemy, że to prawie koniec
To wydaje się jak śnieg we wrześniu
Ale ja zawsze będę pamiętał
Byłaś moją letnią miłością
Zawsze będziesz moją letnią miłością
Twój Harry
Kolejny raz przeczytany list spowodował wzruszenie. Ostatni
już zimny łyk kakao doprowadził, że po moim ciele przeszły dreszcze. Byłam jego
letnią miłością. Tak jak pisało w liście. Nie pisałam, nie dzwoniłam ale
pamiętałam i nadal pamiętam. Kolejne 2 lata spowodowały że moje uczucie do
niego jeszcze bardziej się wzmocniło. Niestety nie mogę już do niego pojechać.
Słowa które powiedział, że jeszcze się spotkamy były rzucone na wiatr. Sława, rozgłos tym teraz żyje. Chłopak który
może mieć każdą był mój i pozostanie mój na wieki. Z żalem serca uświadamiam
sobie, że o mnie zapomniał. Jestem skończonym rozdziałem w jego historii.
-[T.I} Kochanie zejdź i mi pomóż.- nagle głos mojej matki
wyrwał mnie z rozmyśleń. Szybko wyplątałam się z koca i chwyciwszy kubek
zbiegłam na dół.
Hejka tutaj Ruda :) w końcu udało mi się przebić i coś wstawić pierwszy raz ! :P Piękna liczba pasująca do głównego bohatera :D lecz spokojnie nic z tych rzeczy :P. Mam nadzieję, że wam się spodoba :) i ktoś tam skomentuje :) Mój kolor bedzie kolorem zielonym ciemnym bo zielony do rudego pasuje :D
wtorek, 11 lutego 2014
#68. TWO STARS cz.9
Niespodzianka
- Gdzie jedziemy?- zapytałam już po raz setny.
Leoś uśmiechnął się uroczo. Nadal nie odpowiedział na moje powtarzające się pytanie.
- Zobaczysz- ocho! Pierwszy raz od kiedy wsiedliśmy do auta odezwał się do mnie. Te tajemnicze uśmieszki powoli zaczynały mnie irytować.
- Jesteśmy na miejscu- oznajmił zadowolony.
Rozejrzałam się dookoła. Blanco zaparkował z tyłu jakiegoś budynku, więc nadal nie wiedziałam, gdzie się znajdujemy.
- Leon, ale...
- Chodź- przerwał mi chłopak.
Złapał mnie za rękę i poprowadził w tylko sobie znanym kierunku. Po drodze mijaliśmy chyba miliony różnych drzwi zanim dotarliśmy pod właściwe.
- Przepraszam za wczoraj- szepnął Jorge, po czym otworzył drzwi.
Moim oczom ukazali się... chłopcy z One Direction.
- Candace!- krzyknął Louis na mój widok.
- I ja przegapiłem z nią spotkanie- mruknął Harry.
A ja? Stałam jak wryta. Gest Leona bardzo mnie zaskoczył. Nie powiem, bo była to fantastyczna niespodzianka.
- Can, żyjesz?- zapytał nieco rozbawiony Meksykańczyk.
- J..jasne- wydukałam.
Powoli zaczęłam wracać do normalnego funkcjonowania, czyli przypomniałam sobie, jak się oddycha. Tak, kiedy widzę Harry`ego (do tej pory tylko na zdjęciu) i to bez koszulki, w obcisłych rurkach zawsze zapominam o podstawowych funkcjach życiowych.
- To ty jesteś ta znana Candace?- zapytał Liam.
Dzięki Payne, ratujesz mnie....
- Nie powiedziałabym, że jestem znana- mruknęłam, przyglądając się z ukosa zielonookiemu.
- No wiesz- tym razem odezwał się Niall- Lou tyle nam o tobie opowiadał...
Zdziwiona i zdenerwowana jednicześnie spojrzałam na szatyna, który na twarzy miał banana od ucha do ucha.
- No wiesz, jesteś urocza
Jego słowa troszkę zbiły mnie z tropu. Ja? Urocza? Czy on na pewno dobrze się czuje?
- Idziemy na lody?- z rozmyślań wyrwał mnie głos Leona.
- Jasne- odpowiedzieli chórem muzycy i zaczęli się szykować do wyjścia.
- Poczekamy na korytarzu- oznajmił Jorge, zamykając drzwi.
Spędziliśmy razem całe popołudnie. Najpierw poszliśmy na lody, potem do wesołego miasteczka, a na koniec na pizzę. Już mieliśmy iść do ZOO (Louis koniecznie chciał zobaczyć małpy), kiedy zadzwonił mój telefon. Na wyświetlaczu migał numer mojej przyjaciółki.
- Przepraszam, muszę odebrać- powiedziałam.- Caroline?
- Can... Can...- jąkała się Carol.
- Caroline uspokój się i powiedz o co chodzi
- Ja.. Ja... Jack miał wypadek- rozpłakała się do słuchawki.
Zamurowało mnie. Mój brat miał wypadek... I to raczej poważny, bo Caroline nie płacze z byle powodu.
- Zaraz przyjedziemy. Gdzie jesteście?
- W szpitalu niedaleko lotniska- odpowiedziała, a ja się rozłączyłam, uprzednio mówiąc krótkie "pa".
Przebiegłam przez ogromny plac, głośno krzycząc "LEON!". Ludzie pewnie mieli mnie za wariatkę, ale miałam to gdzieś.
- Jack miał wypadek. Jest w szpitalu obok lotniska- oznajmiłam na jednym wdechu.
- Już tam jedziemy- mruknął Jorge i otworzył mi drzwi taksówki.
- Jadę z wami- powiedział Styles i razem z Tomlinsonem wpakowali się do żółtego samochodu.
W aucie dałam upust emocjom i najzwyczajniej w świecie zaczęłam płakać. Nic nie pomagały słowa chłopców. Ja po prostu musiałam zobaczyć brata.
Hejka Miśki! Jest i 9 rozdział yeeey^^ Kto się cieszy? Muszę przyznać, że nawet jestem z niego zadowolona xd Powstała nowa zakładka pytania do bohaterów 2T więc zachęcam do zadawania pytań:) Na pytanie nikt nie odpowiedział poprawnie, więc
ROZDZIAŁ DEDYKUJĘ WSZYSTKIM CZYTELNIKOM BLOGA!
A na koniec pytanko
Co się stało Jackowi?
Katie:*
A i jeszcze jedno
NASTĘPNY ROZDZIAŁ BĘDZIE
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
Jak ruszę tyłek i coś napiszę:D
Dziękuję za uwagę:)
Katie :*
poniedziałek, 10 lutego 2014
#67 One Direction GANG! część 2
*mam nadzieję, że dzisiaj nikomu nie przeszkodziłam :) *
Female Robbery (polecam do posłuchania)
Zayn wsiadł do samochodu uprzednio zapinając córeczkę w foteliku. Był na siebie wściekły.
Dlaczego był tak głupi?
Polubił ją.
Polubił ofiarę.
Była miła, ładna, zabawna, ale on miał robotę.
Laska na pewno by go nie polubiła i nawet by na niego nie spojrzała, gdyby wiedziała kim jest.
Stella wyznała mu swój sekret.
Zaufała mu.
Zaynowi-kryminaliście.
Świętego se przyjaciela znalazła.
Stacy podjechała pod dom w torbie trzymając mnóstwo pieniędzy wypłaconych z banku, wypisanych na czeku od niejakiego Harry'ego Styles'a.
Kobieta, która zajmowała się jej kawałkiem papieru zrobiła duże oczy, gdy zobaczyła podpis na czeku. Kilka razy prześwietliła Stacy spojrzeniem. Pewnie domyśliła się kim jest. A na dodatek dziewczyna podpisała się jako Stella w bankowych papierach.
Kobieta już pewnie wysnuła historyjkę na temat Stelli Blahnik i Harr'ego Styles'a, który jak to później odkryła Stacy, był sławnym piosenkarzem.
Członkiem...One Direction.
Tak jak Zayn.
I wtedy Stacy zrozumiała, że coś jest nie tak.
Obaj młodzi mężczyźni, Zayn i Harry, zachowywali się tamtego dnia co najmniej dziwnie. Byli uprzejmi i nawet mili.
Dla wszystkich. A na ich twarzach częściej gościły uśmiechy.
Zayn miał zamiar zabrać małą Ciarę do zoo następnego dnia, a Harry zdecydował się w końcu odwiedzić swoich rodziców. Obaj byli dziwnie szczęśliwi. Wcale nie sztuczni. Szczęście wydobywało się prosto z serca.
Jednak tych dwóch chłopaków męczyła jedna sprawa.
Albowiem Stella, tudzież Stacy, o której wiedział tylko Zayn, była ich celem.
Nie mogli jej powiedzieć, ani nie mogli jej oddać w ręce tak zwanego Centrum.
A najgorsze było to, że nie wiedzieli o sobie. Zayn nie wiedział, że Harry spotkał Stellę, a Harry, że Zayn również chciał ochronić blondynkę.
Harry bał się, że chłopaki go wyśmieją. Oni byli bez względni, nie mieli sumienia, ani skrupułów. Byli bez uczuć. Każdy z nich przeżył coś okropnego z czym nie umiał sobie poradzić i wyżywał się na innych.
Niall był świadkiem morderstwa swoich rodziców. Ojciec najpierw dźgnął matkę nożem, a potem sam przebił sobie serce. Wtedy 10 letni Horan zamieszkał u cioci i uzależnionego od alkoholu wujka, który bił wszystkich, gdy już był nachlany, a potem nic nie pamiętał.
Nażeczona Liam'a powiesiła się w pokoju hotelowym, gdy Payne dowiedział się, że ona go zdradzała. Chłopak chciał jej wybaczyć, ale ona sama zadecydowała.
Louis jest ćpunem. Od podstawówki. Niewiele pamięta ze swojego dzieciństwa. Ale czasami mówi przez sen. Kiedyś Harry mu się przysłuchiwał. Lou opowiadał o Zoe, która się zaćpała na śmierć.
Styles nie wiedział natomiast nic o Zayn'ie po za tym, że ma Ciarę.
Malik był zamknięty w sobie, zwykle z nikim nie rozmawiał. Jakież było zdziwienie Harrego, gdy tej soboty, której spotkał się ze Stellą, Zayn był uśmiechnięty, a nawet zaczął z nim rozmowę.
Malik również zauważył zmianę w zachowaniu młodego.
- Co jest Styles? - zapytał, gdy późno w nocy siedzieli w kuchni. Tylko we dwóch.
Harry nie był pewny czy może powiedzieć Zayn'owi co się stało, ale chęć rozmowy była silniejsza.
- Spotkałem ją - szepnął Harry oplatając kolana długimi ramionami. - Spotkałem Stellę.
Po plecach Malika spłynął zimny pot.
- Zayn. Ja nie chcę tak. Ona nie zasługuje na taki los. Oni ją zabiją. Ona się niczego nie spodziewa. Jest zbyt miła. - przerwał, ale nie popatrzył na Malika. Za bardzo bał się jego reakcji - Dużo nad tym myślałem. Dlaczego ci ludzie z Centrum... dlaczego oni zawsze biorą ładne, sławne dziewczyny?
- Widzisz, Styles - zaczął Zayn, ale nie bardzo wiedział jak dobrać słowa, by, teraz to już przyjaciel, go zrozumiał - my jesteśmy od brudnej roboty. Oni od myślenia. - Harry przestraszył się, że Malik go wyśmieje, ale Zayn dokończył swoje przemówienie - Też nad tym myślałem i wiesz co? Gówno wymyśliłem, ale jedno wiem na pewno. Oni nie dostaną Stelli.
Stacy wyszła z mieszkania w poniedziałkowy poranek. Rozpoczynała wywiadem w telewizji, a potem miała omówić szczegóły koncertu, którego miała być supportem.
Z ludźmi z telewizji dogadała się wyśmienicie i parktycznie po godzinie była wolna, dlatego szybko kupiła sobie zupełnie nie zdrowe drugie śniadanie. Dwa donut'y i słodzoną kawę.
- Jakieś problemy? - usłyszała znajomy głos. Taylor.
- Nie, dlaczego? - dziewczyna spojrzała znacząco na pudełko z pączkiami i kubek. Stella przewróciła oczami. - A u ciebie?
- Alex mnie rzucił. W nocy pisałam o nim piosenkę. Zupełnie się nie wyspałam na studyjnej kanapie...- Taylor gadała coś jeszcze, ale zdenerwowana Stella opuściła kawiarnię w tempie natychmiastowym.
Wystarczyło jej to, że będzie musiała przez cały najbliższy tydzień znosić humory, wzloty i upadki "szalonej" panny Swift.
- Blahnik, masz pięć minut, ogarnij się! - choreograf nie wytrzymywał już napięcia wywołanego przez obecność Taylor na scenie w trakcie próby. Swift która traktowała Stellę jako nową przyjaciółkę, bawiła się świetnie.
- Pomyślałam sobie, że będziemy w takich samych T-shirt'ach z napisem "Team Swift", albo nie... Ty będziesz w koszulce "Team Swift", a ja "Team Blahnik"! To genialny pomysł. Dzwonię do tej firmy. Niech robią takie t-shirty.
- Dzięki - mruknęła Stella, mimo, że wcale tak nie myślała.
Chciała ubrać sukienkę, którą miała zamiar kupić za pieniądze Styles'a. Za kwotę, którą jej wypisał mogłaby kupić mnóstwo różnych rzeczy, ale dziewczyna chciała zostawić pieniądze na gorsze czasy dla mamy.
- Koniec przerwy! Blahnik! 1 i 2 i 3 i 4! - Stella ponownie zaczęła tańczyć, tym razem się nie pomyliła, może dlatego, że poprosiła Boga o pomoc. Stacy była osobą wierzącą co nie do końca pasowało ludziom, dla których pracowała, ale dziewczyna nie zamierzała nic zmieniać. Wolałaby zrezygnować z kariery, niż z chodzenia do kościoła, co niedzielę i przed każdym ważniejszym koncertem.
- Wpadniesz do mnie wieczorem? Organizuję małe przyjacielskie spotkanie piżamowe.
- Em...jasne - odparła Stacy. Z jednej strony wcale nie chciała iść, ale z drugiej była zaintesowana przyjaciółmi Taylor.
- O cześć Harry - zawołała przymilnie Swift, w momencie, w którym zauważyła wchodzącego do studia Stylesa.
- Harry? - zdziwiła się Stella.
- Cześć - rzucił chłopak, bardziej jakby do Stacy niż Taylor, ale to nie przeszkodziło sławnej piosenkarce zacząć opowiadać o ich burzliwym związku. Harry puścił oczko do Stacy i znikną w windzie.
- Ech...Blahnik? Słuchasz mnie? Nie ważne. No i wtedy Harry powiedział mi, że moja sukienka...
- Przepraszam - mruknęła Stella i ominęła Taylor wychodząc na zewnątrz. Wsiadła do New Beatle'a i odjechała.
Harry nie chciał wdawać się z nikim w długie pogawędki. Chciał załatwić sprawę Stelli najszybciej jak to możliwe. Wszedł do pokoju w którym "spotykali" się z Centrum.
- Przepraszam, czy jest tu kto?- zaczął miło. Sam się zdziwił, że tak właśnie potrafi.
Nikt się odezwał, dlatego Styles podszedł do biurka i zaczął w nim grzebać.
Papiery o Stelli, Alison, Jesse, Irminie i wszystkich innych dziewczynach. W karierze Harrego były tylko cztery ofiary, ale tych teczek było mnóstwo.
- Co ty tu robisz Harry? - chłopak natychmiast odskoczył od biurka.
Dziewczyna weszła do środka i zatrzasnęła drzwi. Po placach chłopaka przebiegł nie miły dreszcz.
- Czego szukasz, skarbie? - zapytała. Harry nigdy nie myślał, że Taylor Swift, dziewczyna, z którą kiedyś nawet się umawiał może być niebezpieczna. Skarcił się w myślach za własną głupotę.
- Chodzi o Stellę - mruknął. Taylor podeszła i usiadła na biurku, ukazując przy tym swoje, chude nogi. Gdyby nie to, że Harry dawno temu skończył wszelką styczność fizyczną jak i towarzyską z piosenkarkami, to chętnie zabawiłby się ze Swift.
- Polubiłeś ją, co? - Taylor pogłaskała Harrego po policzku - Nie martw się. Nic jej nie będzie.
Stella stała pod domem Taylor. Zastanawiała się czy wejść, czy uciec, póki nie za późno, ale zanim zdążyła zdecydować, drzwi same się otwarły.
- Stella!!! - zawołała głośno Taylor. Potem Stacy poczuła uderzenie i straciła siłę w nogach.
Ciało Stelli Blahnik znaleziono w lesie, brudne i zmasakrowane, ok. 100 kilometrów od miejsca, w którym na prawdę została zabita.
Matka dziewczyny zmarła tydzień po pogrzebie córki.
Harry nigdy nie wybaczył sobie, że uwierzył Taylor.
______________________________________
nie wiem czy wam się podoba, ale ja to lubię :p
mojej koleżance nie podoba się zakończenie xd
stwierdziła, że Harry mógłby oddać za nią życie, czy coś :)
i polecam piosenkę. ja ją po prostu kocham <3
Pozdrawiam Miss Pinkblood!
Female Robbery (polecam do posłuchania)
I bet they planned it all out, Like the shows, Went everywhere I go, Walked in the store right behind me, stood in line right beside me and followed me to my home. I'm sure they figured it out, Early on, That I would never run. That they could shoot but that's no fun,'Cause then they're killing their stolen son...
*Założę się, że wszystko to zaplanowali,
Jak w programach,
Poszli wszędzie tam gdzie idę
Weszli do sklepu zaraz za mną, stali w kolejce zaraz obok mnie i śledzili mnie do mojego domu
Jestem pewny, że się zorientowali
Dosyć wcześnie
Że nigdy nie pobiegnę
Że mogę mnie zastrzelić, ale to żadna zabawa
Bo wtedy zabijają ich skradzionego syna...*
Jak w programach,
Poszli wszędzie tam gdzie idę
Weszli do sklepu zaraz za mną, stali w kolejce zaraz obok mnie i śledzili mnie do mojego domu
Jestem pewny, że się zorientowali
Dosyć wcześnie
Że nigdy nie pobiegnę
Że mogę mnie zastrzelić, ale to żadna zabawa
Bo wtedy zabijają ich skradzionego syna...*
Zayn wsiadł do samochodu uprzednio zapinając córeczkę w foteliku. Był na siebie wściekły.
Dlaczego był tak głupi?
Polubił ją.
Polubił ofiarę.
Była miła, ładna, zabawna, ale on miał robotę.
Laska na pewno by go nie polubiła i nawet by na niego nie spojrzała, gdyby wiedziała kim jest.
Stella wyznała mu swój sekret.
Zaufała mu.
Zaynowi-kryminaliście.
Świętego se przyjaciela znalazła.
Stacy podjechała pod dom w torbie trzymając mnóstwo pieniędzy wypłaconych z banku, wypisanych na czeku od niejakiego Harry'ego Styles'a.
Kobieta, która zajmowała się jej kawałkiem papieru zrobiła duże oczy, gdy zobaczyła podpis na czeku. Kilka razy prześwietliła Stacy spojrzeniem. Pewnie domyśliła się kim jest. A na dodatek dziewczyna podpisała się jako Stella w bankowych papierach.
Kobieta już pewnie wysnuła historyjkę na temat Stelli Blahnik i Harr'ego Styles'a, który jak to później odkryła Stacy, był sławnym piosenkarzem.
Członkiem...One Direction.
Tak jak Zayn.
I wtedy Stacy zrozumiała, że coś jest nie tak.
Obaj młodzi mężczyźni, Zayn i Harry, zachowywali się tamtego dnia co najmniej dziwnie. Byli uprzejmi i nawet mili.
Dla wszystkich. A na ich twarzach częściej gościły uśmiechy.
Zayn miał zamiar zabrać małą Ciarę do zoo następnego dnia, a Harry zdecydował się w końcu odwiedzić swoich rodziców. Obaj byli dziwnie szczęśliwi. Wcale nie sztuczni. Szczęście wydobywało się prosto z serca.
Jednak tych dwóch chłopaków męczyła jedna sprawa.
Albowiem Stella, tudzież Stacy, o której wiedział tylko Zayn, była ich celem.
Nie mogli jej powiedzieć, ani nie mogli jej oddać w ręce tak zwanego Centrum.
A najgorsze było to, że nie wiedzieli o sobie. Zayn nie wiedział, że Harry spotkał Stellę, a Harry, że Zayn również chciał ochronić blondynkę.
Harry bał się, że chłopaki go wyśmieją. Oni byli bez względni, nie mieli sumienia, ani skrupułów. Byli bez uczuć. Każdy z nich przeżył coś okropnego z czym nie umiał sobie poradzić i wyżywał się na innych.
Niall był świadkiem morderstwa swoich rodziców. Ojciec najpierw dźgnął matkę nożem, a potem sam przebił sobie serce. Wtedy 10 letni Horan zamieszkał u cioci i uzależnionego od alkoholu wujka, który bił wszystkich, gdy już był nachlany, a potem nic nie pamiętał.
Nażeczona Liam'a powiesiła się w pokoju hotelowym, gdy Payne dowiedział się, że ona go zdradzała. Chłopak chciał jej wybaczyć, ale ona sama zadecydowała.
Louis jest ćpunem. Od podstawówki. Niewiele pamięta ze swojego dzieciństwa. Ale czasami mówi przez sen. Kiedyś Harry mu się przysłuchiwał. Lou opowiadał o Zoe, która się zaćpała na śmierć.
Styles nie wiedział natomiast nic o Zayn'ie po za tym, że ma Ciarę.
Malik był zamknięty w sobie, zwykle z nikim nie rozmawiał. Jakież było zdziwienie Harrego, gdy tej soboty, której spotkał się ze Stellą, Zayn był uśmiechnięty, a nawet zaczął z nim rozmowę.
Malik również zauważył zmianę w zachowaniu młodego.
- Co jest Styles? - zapytał, gdy późno w nocy siedzieli w kuchni. Tylko we dwóch.
Harry nie był pewny czy może powiedzieć Zayn'owi co się stało, ale chęć rozmowy była silniejsza.
- Spotkałem ją - szepnął Harry oplatając kolana długimi ramionami. - Spotkałem Stellę.
Po plecach Malika spłynął zimny pot.
- Zayn. Ja nie chcę tak. Ona nie zasługuje na taki los. Oni ją zabiją. Ona się niczego nie spodziewa. Jest zbyt miła. - przerwał, ale nie popatrzył na Malika. Za bardzo bał się jego reakcji - Dużo nad tym myślałem. Dlaczego ci ludzie z Centrum... dlaczego oni zawsze biorą ładne, sławne dziewczyny?
- Widzisz, Styles - zaczął Zayn, ale nie bardzo wiedział jak dobrać słowa, by, teraz to już przyjaciel, go zrozumiał - my jesteśmy od brudnej roboty. Oni od myślenia. - Harry przestraszył się, że Malik go wyśmieje, ale Zayn dokończył swoje przemówienie - Też nad tym myślałem i wiesz co? Gówno wymyśliłem, ale jedno wiem na pewno. Oni nie dostaną Stelli.
Stacy wyszła z mieszkania w poniedziałkowy poranek. Rozpoczynała wywiadem w telewizji, a potem miała omówić szczegóły koncertu, którego miała być supportem.
Z ludźmi z telewizji dogadała się wyśmienicie i parktycznie po godzinie była wolna, dlatego szybko kupiła sobie zupełnie nie zdrowe drugie śniadanie. Dwa donut'y i słodzoną kawę.
- Jakieś problemy? - usłyszała znajomy głos. Taylor.
- Nie, dlaczego? - dziewczyna spojrzała znacząco na pudełko z pączkiami i kubek. Stella przewróciła oczami. - A u ciebie?
- Alex mnie rzucił. W nocy pisałam o nim piosenkę. Zupełnie się nie wyspałam na studyjnej kanapie...- Taylor gadała coś jeszcze, ale zdenerwowana Stella opuściła kawiarnię w tempie natychmiastowym.
Wystarczyło jej to, że będzie musiała przez cały najbliższy tydzień znosić humory, wzloty i upadki "szalonej" panny Swift.
- Blahnik, masz pięć minut, ogarnij się! - choreograf nie wytrzymywał już napięcia wywołanego przez obecność Taylor na scenie w trakcie próby. Swift która traktowała Stellę jako nową przyjaciółkę, bawiła się świetnie.
- Pomyślałam sobie, że będziemy w takich samych T-shirt'ach z napisem "Team Swift", albo nie... Ty będziesz w koszulce "Team Swift", a ja "Team Blahnik"! To genialny pomysł. Dzwonię do tej firmy. Niech robią takie t-shirty.
- Dzięki - mruknęła Stella, mimo, że wcale tak nie myślała.
Chciała ubrać sukienkę, którą miała zamiar kupić za pieniądze Styles'a. Za kwotę, którą jej wypisał mogłaby kupić mnóstwo różnych rzeczy, ale dziewczyna chciała zostawić pieniądze na gorsze czasy dla mamy.
- Koniec przerwy! Blahnik! 1 i 2 i 3 i 4! - Stella ponownie zaczęła tańczyć, tym razem się nie pomyliła, może dlatego, że poprosiła Boga o pomoc. Stacy była osobą wierzącą co nie do końca pasowało ludziom, dla których pracowała, ale dziewczyna nie zamierzała nic zmieniać. Wolałaby zrezygnować z kariery, niż z chodzenia do kościoła, co niedzielę i przed każdym ważniejszym koncertem.
- Wpadniesz do mnie wieczorem? Organizuję małe przyjacielskie spotkanie piżamowe.
- Em...jasne - odparła Stacy. Z jednej strony wcale nie chciała iść, ale z drugiej była zaintesowana przyjaciółmi Taylor.
- O cześć Harry - zawołała przymilnie Swift, w momencie, w którym zauważyła wchodzącego do studia Stylesa.
- Harry? - zdziwiła się Stella.
- Cześć - rzucił chłopak, bardziej jakby do Stacy niż Taylor, ale to nie przeszkodziło sławnej piosenkarce zacząć opowiadać o ich burzliwym związku. Harry puścił oczko do Stacy i znikną w windzie.
- Ech...Blahnik? Słuchasz mnie? Nie ważne. No i wtedy Harry powiedział mi, że moja sukienka...
- Przepraszam - mruknęła Stella i ominęła Taylor wychodząc na zewnątrz. Wsiadła do New Beatle'a i odjechała.
Harry nie chciał wdawać się z nikim w długie pogawędki. Chciał załatwić sprawę Stelli najszybciej jak to możliwe. Wszedł do pokoju w którym "spotykali" się z Centrum.
- Przepraszam, czy jest tu kto?- zaczął miło. Sam się zdziwił, że tak właśnie potrafi.
Nikt się odezwał, dlatego Styles podszedł do biurka i zaczął w nim grzebać.
Papiery o Stelli, Alison, Jesse, Irminie i wszystkich innych dziewczynach. W karierze Harrego były tylko cztery ofiary, ale tych teczek było mnóstwo.
- Co ty tu robisz Harry? - chłopak natychmiast odskoczył od biurka.
Dziewczyna weszła do środka i zatrzasnęła drzwi. Po placach chłopaka przebiegł nie miły dreszcz.
- Czego szukasz, skarbie? - zapytała. Harry nigdy nie myślał, że Taylor Swift, dziewczyna, z którą kiedyś nawet się umawiał może być niebezpieczna. Skarcił się w myślach za własną głupotę.
- Chodzi o Stellę - mruknął. Taylor podeszła i usiadła na biurku, ukazując przy tym swoje, chude nogi. Gdyby nie to, że Harry dawno temu skończył wszelką styczność fizyczną jak i towarzyską z piosenkarkami, to chętnie zabawiłby się ze Swift.
- Polubiłeś ją, co? - Taylor pogłaskała Harrego po policzku - Nie martw się. Nic jej nie będzie.
Stella stała pod domem Taylor. Zastanawiała się czy wejść, czy uciec, póki nie za późno, ale zanim zdążyła zdecydować, drzwi same się otwarły.
- Stella!!! - zawołała głośno Taylor. Potem Stacy poczuła uderzenie i straciła siłę w nogach.
Ciało Stelli Blahnik znaleziono w lesie, brudne i zmasakrowane, ok. 100 kilometrów od miejsca, w którym na prawdę została zabita.
Matka dziewczyny zmarła tydzień po pogrzebie córki.
Harry nigdy nie wybaczył sobie, że uwierzył Taylor.
______________________________________
nie wiem czy wam się podoba, ale ja to lubię :p
mojej koleżance nie podoba się zakończenie xd
stwierdziła, że Harry mógłby oddać za nią życie, czy coś :)
i polecam piosenkę. ja ją po prostu kocham <3
Pozdrawiam Miss Pinkblood!
Subskrybuj:
Posty (Atom)




