wtorek, 3 grudnia 2013

#48. TWO STARS cz. 5

Ekipa

Jak się okazało, genialnym pomysłem Ruggero była wycieczka na plan, gdzie nagrywano "Violettę". Wszyscy poparliśmy tę ideę jednogłośnie i już po chwili byliśmy w drodze do studia filmowego.
Nigdy nie widziałam tak wspaniałego miejsca! Po prostu bajka! Tyle rekwizytów, sal, instrumentów i przepięknych ubrań.
W korytarzu podzieliliśmy się na dwie grupy. Ja i Leon poszliśmy w prawo, a Federico, Jack i Caroline w lewo. Ciekawe dlaczego mój brat chciał iść z Carol...
- Najpierw poznasz ekipę- poinformował mnie Jorge.- Jest kilka osób, które bardzo chcę ci przedstawić
Skinęłam głową i posłusznie ruszyłam za chłopakiem. Po drodze mijaliśmy setki pomieszczeń. Z ostatniego pokoju do moich uszu dotarły dźwięki fortepianu.
- Tutaj ćwiczymy do występów- powiedział szatyn i otworzył wielkie, czarne drzwi.
Znaleźliśmy się w ogromnej sali, na której końcu znajdowała się scena. Aktualnie stały tam trzy dziewczyny, a dokładniej serialowa Violetta, Camilla i Francesca.
- Chodź- szepnął Leon i pociągnął mnie za rękę.
Po chwili staliśmy obok Facundo Gambande.
- Hej- przywitał chłopaka Jorge.
- Siema stary! Gdzieś ty był?
Leon nie odpowiedział tylko wskazał na mnie ruchem głowy.
- Kto to?- zapytał Maxi.
- Candace- przedstawił mnie brązowooki.- Przyjechała tu z bratem i przyjaciółką z Wielkiej Brytanii. Jack zarezerwował ich hotel w USA i chwilowo mieszkają u mnie
- Spoko- odparł chłopak w czapce, zerkając ponad ramieniem przyjaciela.- Sory Jorge, Pablo mnie woła
- Pablo tu jest?- ucieszył się Leon.
- Nie,mówiłem o Ezequielu (filmowy Pablo)
- Trzymaj się stary
- Cześć- odpowiedział Blanco, ale tamtego już nie było.
Rozejrzałam się po pomieszczeniu. W głowie mi się nie mieści, że jestem w pomieszczeniu z tyloma gwiazdami.
- Czemu się spóźniłeś?- usłyszałam głos tuż za nami.
Odwróciłam się i ujrzałam Lodovicę Comello.
- Nie mam dzisiaj prób ani scen- odparł krótko Leon.
- Jestem Lodovica, ale mów mi Lodo- tym razem dziewczyna zwróciła się do mnie.
-A ja Candace
- Oooo... Śliczne masz imię, skąd jesteś?
- Holmes Chapel
- W..?
- Wielkiej Brytanii
- Ahh... Zawsze chciałam tam pojechać. Na szczęście niedługo mamy tam trasę koncertową. Jak tam jest?
- Ogólnie? Trochę mokro i deszczowo, ale Londyn jest cudowny, chociaż często zatłoczony- odparłam.
- Słychać u ciebie angielski akcent, ale dobrze mówisz po hiszpańsku- zauważyła.
- Moja przyjaciółka jest w połowie Hiszpanką
- To świetnie... Przepraszam, ale muszę już iść. Mam nadzieję, że się jeszcze zobaczymy
- I jak wrażenie?- zapytał rozbawiony Jorge.
- Trochę roztrzepana, ale sympatyczna
- Też tak uważam
Po godzinie znałam już całą obsadę z wyjątkiem głównej bohaterki. Było mi trochę szkoda, że nie mogłam zamienić z nią nawet słowa.Zdaję sobie jednak sprawę, że praca nad główną rolą wymaga wiele czasu.
Już wychodziliśmy ze studia, ale w drzwiach Leon przypomniał sobie, że nie odebrał nowej partytury. Chłopak skręcił w prawo i zniknął w korytarzu, a ja czekałam na niego przy wyjściu. Gdy tylko szatyn zniknął z zasięgu wzroku z przeciwnego korytarza wyszła Martina Stoessel. Nie powiem, ucieszyłam się na jej widok. Zdziwił mnie fakt, że szła w moim kierunku.
- Martina...- zaczęłam, ale dziewczyna mi przerwała.
- Odpie*dol się- wysyczała
Nie wierzyłam własnym uszom. Może po prostu pomyliłam się z tłumaczeniem? Nie, niemożliwe. Znam hiszpański prawie tak samo dobrze jak angielski.
- Odpie*dol się- powtórzyła brunetka, tym samym, pokazując mi, że się nie przesłyszałam.- Wracaj do swojej Anglii i zapomnij o Argentynie!- fuknęła, po czym zniknęła tak szybko, jak się pojawiła.

No hej! Jest rozdział 5, a już w 7 będzie mowa o 1D... Nawet nie wiecie jak mnie to cieszy. Wtedy zacznie się rozkręcać akcja... Hehehe xd
A teraz standardowe pytanie= dedykacja :D
Dlaczego Tini nie lubi Candace, mimo że praktycznie jej nie zna?
I wait for your answer... czy jakoś tak ;)
KT;*

piątek, 29 listopada 2013

#47. Zayn

Jechaliśmy samochodem pustą ulicą. Było dobrze po północy, a dookoła nas panowała ciemność. Atmosfera byłaby romantyczna, gdyby na dworze nie rozpętała się burza. Zayn w skupieniu wpatrywał się w drogę. Co chwilę coś do mnie mówił, starając się mnie uspokoić. Dobrze wiedział jak bardzo boję się burzy. Patrzyłam na Mulata, dokładnie obserwując każdy jego ruch. Był taki przystojny. Po dwóch latach spędzonego wspólnie życia kochałam go tak jak na początku. Zdarzał się, że Malik doprowadzał mnie do szału, ale takich chwil było naprawdę mało.
W pewnym momencie Malik zatrzymał samochód.
- Brakuje nam paliwa- westchnął.- Zapomniałem zatankować
Niechętnie wysiadłam z auta i rozejrzałam się wokół. Byliśmy na jakimś parkingu. Zayn podszedł do mnie i chwycił mnie za rękę. Do domu nie było daleko.
Nagle poczułam mocne pchnięcie i upadłam na ziemię...

                                                                    ********
Obudziłam się w białym pomieszczeniu. Powoli przypominałam sobie wcześniejszy wieczór. Moje rozmyślania przerwało skrzypnięcie drzwi. Do pokoju wszedł Harry, a za nim podążał Louis. Chłopcy uśmiechnęli się do mnie. Wtedy przypomniałam sobie o Zaynie, a dokładniej o tym, że nie było go w tym pokoju.
- G..gdzie Zayn?- zapytałam przyjaciół, kiedy podeszli bliżej.
- W sali obok- odparł Lou.
- Mogę do niego iść?
Hazz niepewnie spojrzał na Tomlinsona, który nieznacznie kiwnął głową.
- Dobrze- powiedział Styles i podszedł jeszcze bliżej.
Delikatnie zsunął ze mnie kołdrę. W ogóle nie rozumiałam jego zachowania. Dopiero, kiedy zobaczyłam swoje nogi, pojęłam jego gest. Obie stopy miałam zabandażowane. Kiedy dotknęłam białego materiału, syknęłam z bólu.
- Harry poczekaj- poprosiłam chłopaka.- Wytłumacz mi co się stało, bo jakoś nie pamiętam
Hazz nie zdążył jednak nic powiedzieć, bo głos zabrał Tommo.
- Mieliśmy wypadek. Wjechał w was jakiś pijany kierowca. Na szczęście ktoś to widział i szybko wezwał karetkę. Tamten gość niestety wyszedł z tego bez szwanku- wyjaśnił szatyn.
- Chcesz zobaczyć Zayna?- zapytał Loczek.
- Tak- odparłam bez namysłu.
Styles wziął mnie na ręce i przeniósł do sali obok. Na łóżku leżał Zayn. Spał. Pewnie jeszcze nie wybudził się ze śpiączki. Mimo ciemnej karnacji był bardzo blady. Hazza posadził mnie na krzesełku obok łóżka. Koło mnie siedział Liam, a dalej Niall. Wszyscy mieli poważne miny. Niepewnie chwyciłam chłopaka za rękę. Wtedy Malik otworzył oczy. Spojrzał na mnie swoimi czekoladowymi tęczówkami i lekko się uśmiechnął.
- Jesteście tu wszyscy- ucieszył się.- Nic ci nie jest (T.I)?- zapytał z troską w głosie.
- Nie Zayni
- Muszę wam coś powiedzieć- głos mojego chłopaka był strasznie słaby.
Wszyscy siedzieliśmy jak na szpilkach. Byliśmy pełni obaw. Co to za informacja, którą chce nam przekazać czarnowłosy? Spodziewałam się najgorszego. Widziałam to w oczach ukochanego.
- Ja... czuję... że... umieram...- wyszeptał Zayn, robiąc przerwę co słowo.
Widać, że dużo go to kosztowało.
Nie chciałam żyć bez niego. To on był moją podporą każdego dnia. To dzięki niemu na mojej twarzy codziennie pojawiał się uśmiech. To on jest sensem mojego życia. A teraz ten kochany chłopak ma umrzeć? DLACZEGO?!
Nie zważając na obolałe stopy, wybiegłam z sali. Jak najszybciej chciałam znaleźć lekarza, pielęgniarkę, kogokolwiek z personelu. Kogoś, kto mógł uratować mojego Zayna.
Jednak nie udało mi się to. Przez poranione nogi byłam spowolniona, a Louis bardzo szybko biega. Złapał mnie i usiadł na krześle stojącym niedaleko. Szarpałam się i biłam chłopaka, ale jego jedyną reakcją na moje zachowanie był silny uścisk. Oplótł mnie swoimi ramionami i przyciągnął do siebie.
- (T.I) on cię teraz potrzebuje- mówił, a moje siły coraz bardziej słabły.- Jesteś dla niego bardzo ważna. Wiesz jak on się przejął tym, że wybiegłaś?
Podniosłam głowę i popatrzyłam na przyjaciela. Miał łzy w oczach, tak samo jak ja.
- Nie płacz- wyszeptałam i wtuliłam się w jego pierś.

Właśnie wtedy zobaczyłam jego.
- Zayn?!- krzyknęłam, ale chłopak już zniknął.- Zayn...- szepnęłam.
Louis popatrzył na mnie zdziwiony i wziął mnie na ręce. Nie miałam pojęcia dokąd idziemy. Zrozumiałam to dopiero pod salą Malika. Lou nie widział przyjaciela. Myślał, że ten krzyk był wywołany emocjami. Wszedł do pomieszczenia i stanął jak wryty. Mulata nie było. W środku siedział tylko Niall.
- Gdzie Zayn?- zapytał Tommo, kiedy otrząsnął się z szoku.
- Powiedział, że musi znaleźć (T.I) i wyszedł. Najpierw to olaliśmy, ale potem Hazz i Li poszli go szukać
- Widziałam go- przerwałam Horanowi.
- Kiedy?- zapytali zaskoczeni.
- Wtedy, kiedy go wołałam. Był zły
Żaden z chłopców nie odpowiedział, bo do sali wpadł Harry i Liamem niosący Malika. Niezdarnie ułożyli go na łóżku i odeszli kilka kroków w tył. Zayn była blady, ale oddychał. W jego oczach był ból i gniew.
- Jak mogłaś- wyszeptał cicho.- Dowiadujesz się, że umieram i zostawiasz mnie dla mojego kumpla. Nie myślałem, że jesteś do tego zdolna
- Zayn, ja nie...- zaczęłam, ale Mulat mi przerwał.
- Nie wierzę (T.I), idź stąd
Posłusznie wyszłam z pomieszczenia i usiadłam na korytarzu. Po dwóch godzinach z pokoju wyszli chłopcy. Popatrzyłam na nich, choć dobrze wiedziałam co się stało.
- Nie żyje- wyszeptał Loczek i zaniósł się płaczem.
Wszyscy mieli czerwone oczy. Poczułam jak po moich policzkach spływają łzy.
- Odszedł myśląc, że jestem najgorsza na świecie- wyszeptałam.

                                                              ***************
Siedziałam w domu i bez celu wpatrywałam się w ekran laptopa, Moje myśli cały czas krążyły wokół Zayna. Dzisiaj mijał miesiąc od jego śmierci.
Przez ten czas straciłam pracę, bo nie wychodziłam z domu. O pieniądze się nie martwiłam, miałam ich pod dostatkiem. Wszystko się posypało od kiedy on odszedł. Najbardziej bolała mnie myśl, że przed śmiercią do skrzywdziłam.
Wstałam z łóżka i podeszłam do szafy. Wyciągnęłam z niej czarne rurki, tego samego koloru koszulę i conversy. Włosy związałam w koka i wyszłam z domu. Po drodze na cmentarz wstąpiłam do kwieciarni, gdzie kupiłam czerwoną różę i znicz. Nadszedł czas bym się przełamała i odwiedziła Malika...
Grób mojego ukochanego stał w 20. rzędzie, pierwszy z brzegu. Pomnik był wręcz zasypany kwiatami, zniczami i wiązankami od fanów. Ułożyłam między nimi swój "upominek" i upadłam na kolana. Moja twarz zalała się łzami. Tak bardzo mi go brakowało. Życie mnie przerosło. To on był sensem, którego tak bardzo teraz brakowało.
Nagle poczułam jak ktoś łapie mnie za ramiona i podnosi z ziemi. Odwróciłam się, ale nikogo nie zobaczyłam. Dopiero po chwili moim oczom ukazała się blada postać Malika. Był taki, jakim go zapamiętałam- idealny. Tylko teraz miał dodatkowo białe jak śnieg skrzydła.
- Mój anioł- wyszeptałam, a Zayni szeroko się uśmiechnął.- Zayn ja nie..- zaczęłam, ale chłopak nie pozwolił mi skończyć.
- Już wszystko wiem- powiedział i zniknął.
Stałam i analizowałam jego słowa. Skoro wszystko wie, to znaczy, że jest przy mnie zawsze... Ale ja też chcę być przy nim świadomie...
Poszłam w miejsce, gdzie się poznaliśmy- nad rzekę Tamizę. Przez chwilę obserwowałam taflę wody, po czym przeszłam na drugą stronę barierki.
Ta otchłań może mnie zabrać do Zayna- pomyślałam.
Ostatni raz obejrzałam się za siebie i puściłam zimną poręcz barierki. Chciałam być już obok Malika...


Dzisiaj trochę inaczej, bo nie Two Stars, ale jednopartówka z Zaynem. Mam nadzieję, że Wam się podobała mimo tego, że była smutna...
Co tam u Was? Piszcie w komach;*
KT;*

środa, 27 listopada 2013

#46. TWO STARS cz. 4

Wszyscy mieliście świetne pomysły jeśli chodzi o śniadanie, więc rozdział jest dla każdego, kto odpowiedział na moje jakże trudne pytanko;*

Kicia

Po śniadaniu wyszliśmy na spacer. Koniecznie chciałam zobaczyć Buenos Aires. Jak się okazało Leon i Federico są doskonałymi przewodnikami. Mimo że żaden z nich nie jest Argentyńczykiem, obaj doskonale znają to miasto. Pokazali nam wiele zabytków oraz pięknych miejsc, mieszczących się w stolicy Argentyny. Muszę kiedyś poprosić rodziców, żeby puścili mnie na wakacje do Meksyku albo do Włoch. Z pewnością obaj urządziliby mi wspaniałą wycieczkę po swoich rodzinnych miastach.
Po czterech godzinach zwiedzania byłam już trochę zmęczona ciągłym chodzeniem po mieście. Zresztą, nie tylko ja byłam wykończona. Natomiast naszym przewodnikom znudziło się opowiadanie o Buenos Aires, choć to oni zaproponowali wyjście.
Usiedliśmy na ławce w parku i obserwowaliśmy gołębie. Było to dość nudne zajęcie, zważając na fakt, iż w tym miejscu było tylko kilka ptaków.
- Idziemy na lody?- zapytał Jorge.
- Jasne- odpowiedzieliśmy chórem
Znam ich tak krótko, a tak bardzo ich polubiłam. Ciekawe jak to będzie, kiedy wrócę do Holmes Chapel. Czy zapomnę o Jorge i Ruggero? A może utrzymamy kontakt? Byłoby wspaniale! Bo, jak już wspomniałam, polubiłam tych chłopaków.
- Chyba mam pomysł- uśmiechnął się pod nosem Rugg.
A temu co chodzi po głowie? Ostatnim jego "pomysłem" było wystraszenie mnie, przez co prawie dostałam zawału. Nie, to co wymyślił ten chłopak, na pewno nie będzie mądre.
Zjedliśmy lody i zapłaciliśmy za nasz deser. Oczywiście nie obuło się bez kłótni- kto ma zapłacić. Jack, Leon i Fede kłócili się przy kasie, a ja i Carol oglądałyśmy wystawę sklepu z biżuterią. Bardzo spodobał mi się srebrny łańcuszek z kokardką wysadzaną diamentami. Ale o takich luksusach mogę tylko pomarzyć.
Gdy się odwracałam, uderzyłam o coś nogą.
- Oh, przepraszam- rzuciłam, ponieważ byłam pewna, że stoi za mną człowiek.
Jednak myliłam się. Za mną nie było nikogo, absolutnie nikogo. Spojrzałam w dół i ujrzałam małego, czarnego kotka. 

Nie wiem, czy już mówiłam, ale bardzo lubię te włochate stworzenia. Kiedyś miałam kota, ale zdechł, gdy miałam 9 lat. Bardzo mocno przeżyłam śmierć Lucky. Chyba do tej pory się z nią nie pogodziłam. Patrzyłam na małą kicię i widziałam w niej moją maleńką Lucky. Miała 6 miesięcy... Najsłabszy kot z miotu... Do tej pory pamiętam słowa hodowcy- To najsłabszy kociak. Nie pożyje długo. Najwyżej dwa miesiące. Rodzice próbowali mnie przekonać do wyboru innego pupila, ale ja podjęłam już decyzję. Wybrałam małą kotkę, która dostała ode mnie imię- LUCKY.
Podniosłam z chodnika czarnego kociaka i mocno przytuliłam do siebie. Zawsze odczuwałam euforię i smutek na widok kotów. Na dodatek ten, łudząco przypominał Lucky.
- Nazwę cię Xenia- powiedziałam, patrząc w zielone oczy kota.- O tak. Xenia pasuje do ciebie idealnie. Ciekawe tylko czy wujek Jack zgodzi się na takiego podopiecznego.
- Co ty wyprawiasz?- usłyszałam za sobą głos brata.
- Przywitaj się z Xenią- powiedziałam, lekko wydymając przy tym wargi.
- Candace zostaw tego kota- jęknął Leon.
- Niestety- westchnął Jack.- Ona tak robi z każdym napotkanym członkiem tego gatunku. I obawiam się, że zamiast w piątkę, wrócimy do domu w szóstkę
Chłopcy nic nie powiedział na temat kotki. Obaj szeroko się uśmiechnęli i wyściskali Xenię.(chodzi o Federico i Leona) To samo uczyniła Caroline. Tylko Jack był przeciwny małej kici.
Uważaj Xeniu- to twój wróg numer 1!

Pytanie do zabawy- Na jaki pomysł wpadł Ruggero?

Witajcie moje Skarby! Wiem, że trochę nawaliłam, bo nie dodałam rozdziału w odpowiednim terminie, ale miałam dużo nauki. Rozumiecie?
* test z chemii
* kartkówka z matmy
* kartkówka z fizyki (której ostatecznie nie było)
* kartkówka z angielskiego
* kartkówka z historii (przełożona...grr... po co ja się uczę-.-)
* test z angielskiego
* kartkówka z francuskiego (która miała być w pon, a będzie w pt)
Sami widzicie, że jest tego dużo-.-
A teraz mam do Was pytanie od siebie. Potrzebuję Waszej rady- jak mogę się zemścić na chłopaku przez którego straciłam bardzo dobrego przyjaciela? Liczę na Waszą pomoc, bo sama już nie daję rady :(
Kocham Was so much
KT;*

czwartek, 21 listopada 2013

#45. TWO STARS cz. 3

Rozdział dedykowany Nicol Styles
Nowy znajomy

Obudziło mnie ciche pukanie do drzwi. Byłam wczoraj bardzo zmęczona i położyłam się spać wcześniej, a mimo wszystko wstałam późno. Pewnie to przez tę zmianę czasu.
Przetarłam zaspane oczy i podeszłam do drzwi. Gdy je otworzyłam ujrzałam uśmiechniętą twarz Leona.
- Będziesz jadła śniadanie?- zapytał.
- Jasne- odparłam zmieszana.
Zupełnie zapomniałam, że jestem w jego domu! Jak można być taką idiotką?! A jeszcze wczoraj krzyczałam na brata, że zarezerwował hotel w Stanach...
Kiedy Jorge zniknął w korytarzu zamknęłam drzwi i pobiegłam do łazienki. Odświeżyłam się i od razu poczułam się lepiej. Ubrałam jeansowe szorty, fioletowy top i zbiegłam na dół po schodach.
Zajrzałam do kuchni, ale tam nikogo nie było. Głupia! Mogłam pomyśleć, przecież w tak wielkim domu na pewno jest jadalnia. Cholera! Tylko gdzie?!
Rozejrzałam się. Zarówno z prawej jak i z lewej strony ciągnęły się korytarze. Że też Leon się tu nie gubi. A może się gubi tylko się do tego nie przyznał? Nie... Przecież mówił, że mieszka tu trzy lata.
Zaczęłam nasłuchiwać. Głosy przyjaciół z pewnością zaprowadzą mnie do odpowiedniego pomieszczenia. Niestety, nic nie usłyszałam. Było cicho jak makiem zasiał. Ruszyłam korytarzem ciągnącym się w lewą stronę. Szłam i oglądałam zdjęcia na ścianach. Na jednym był mały Jorge, na innym Pablo i Jorge, na kolejnym Martina i Jorge. Następna fotografia prezentowała ekipę "Violetty" z obu sezonów. Zatrzymałam się, by lepiej przyjrzeć się zdjęciu. Znalazłam Mercedes, Candelarię, Lodovicę, Pablo, Nicholasa, Jorge, Martinę, Ruggero...

Właśnie, Ruggero. Leon mówił, że on tu chwilowo mieszka, ale wczoraj nie zjawił się na kolacji. Z zamyśleniem wpatrywałam się w fotografię ekipy. Też bym tak chciała- grać, śpiewać i tańczyć. Kto wie, może akurat się do tego nadaję?
- Bu!- usłyszałam czyjś głos tuż nad moim uchem.
Podskoczyłam jak oparzona. Matko! Mój pisk usłyszeli chyba wszyscy.
- Hahahahahahhahahahahah- zaśmiał się ktoś obok mnie.
Odwróciłam głowę i ujrzałam brązowookiego bruneta z włosami postawionymi na żel. Był mojego wzrostu, ale z pewnością liczył kilka lat więcej. Miał na sobie biało- czerwoną koszulkę w paski, jasne jeansy i niebieską marynarkę. 

Na jego widok uśmiech mimowolnie wpełzł na moją twarz.
- Jestem Ruggero- przywitał się, podając mi dłoń.
- Candace- odwzajemniłam jego gest.
- Miło cię poznać
- Chciałabym móc powiedzieć to samo. Wystraszyłeś mnie!
Wspominałam już, że jestem strachliwa? Nie? To mówię to teraz.
- Oh, nie chciałem- powiedział sarkastycznie.
Westchnęłam. Zrobiłam to jednak zbyt głośno, bo chłopak spojrzał na mnie z poirytowaniem. Po chwili oboje wybuchnęliśmy gromkim śmiechem.
- Jesteś dobrą aktorką- pochwalił mnie.
- Ale ty mnie na prawdę wystraszyłeś
- Nie żartuj? A łaskotki masz?- zapytał, wyciągając rękę w moim kierunku.
- Mnie się nie tyka- wypaliłam.- Grzywki też nie- dodałam z uśmiechem, odgarniając moją blond grzywkę za ucho.
- Dobrze, zapamiętam- zaśmiał się Ruggero.
- Candace, gdzie ty się podziewasz?!- usłyszałam głos Leona.
Po chwili chłopak ukazał się na zakręcie korytarza.
- Widzę, że już poznałaś Ruggero- dodał, widząc nie tylko mnie, ale i swojego przyjaciela.- A myślałem, że poznacie się wszyscy przy śniadaniu
- Wszyscy?- zdziwił się Federico.
- Tak. Candace przyjechała z bratem i przyjaciółką. Chodź do jadalni to ich poznasz. No i w końcu zjecie śniadanie- odparł Jorge i ruszył przodem, prowadząc nas w odpowiednim kierunku.


No hej! Przepraszam, że ostatnio nic nie dodałam, ale sami rozumiecie- szkoła.
Z przykrością muszę stwierdzić, że nikomu nie udało się odpowiedzieć poprawnie na pytanie. A odpowiedź była prosta- Nicol<3. Dlatego też właśnie jej jest dedykowany rozdział;*
Mam do Was takie pytanie- pamiętacie jak miałam wypadek ze ścianą? To teraz miałam z drzwiami i rozwaliłam nos xd Tak, imaginy dla Was pisze największa sierota świata :D
A na koniec zabawa- Dobra odpowiedź= dedykacja
Co było na śniadanie? Xd Nie miałam pomysłu na pytanie. Tak, więc osoba, która wymyśli najoryginalniejsze śniadanie dostanie dedyka :)) Wasza KT;*

piątek, 15 listopada 2013

#44. TWO STARS cz. 2

Rozdział dedykowany Iwwonie Horan i Catalinie Panterrze


2. Dom
- I co mu teraz zrobimy?- zapytałam zrezygnowana.
Siedziałam na murku obok Caroline. Jak się okazało mój "mądry" brat myślał, że Buenos Aires to miasto w Montanie i zarezerwował nam pokój w USA. Jak można być takim idiotą?! Dobrze, że biletami na koncert zajmowała się Carol, bo możliwe, że nawet chłopców z One Direction byśmy nie zobaczyły.
- Cande, a ty nie masz czasem znajomości w Buenos Aires?- zapytała Caroline.
Nie miałam pojęcia do czego zmierza moja przyjaciółka, ale to nie wróżyło nic dobrego.
- Jakie znajomości?
- No Jorge (czyt. Horhe). Mówił żebyś do niego dzwoniła, jeśli będziesz czegoś potrzebowała, a ty w tym momencie potrzebujesz noclegu
- Nie!- niemal wykrzyknęłam.- Nie będę do niego zdzwonić
- To ja zadzwonię- powiedziała zadowolona Carla i wyjęła mi z ręki telefon.
- No ejj!!!!!
- Caroline ma rację- wtrącił Jack.
- Od kiedy ty popierasz Carol?- mruknęłam, a brat się roześmiał.
Oboje dobrze wiedzieliśmy, że ta dwójka się lubi. Dopiero, gdy trzeba było podjąć decyzję to ich zdania były zawsze odmienne.
Po pół godzinie przed lotniskiem zatrzymała się biała Honda, z której wysiadł Leon.
Chyba mi to zostanie. Po prostu, oglądając "Violettę" przyzwyczaiłam się do imienia Leon, nie Jorge.
- Naprawdę przepraszam za problem, ja nie chciałam dzwonić, ale Caroline...
- Dobrze zrobiła- przerwał mi chłopak.
Spojrzałam w jego brązowe oczy, które już po chwili mnie zahipnotyzowały.
- Nie wsiadasz?- z transu wyrwał mnie głos Carol.
- Jasne- mruknęłam i usiadłam obok przyjaciółki.
Jak zwykle musiałam wyjść na idiotkę! Ale co ja poradzę na to, że on jest taki uroczy?
Nie minęło 20 minut jak pojawiliśmy się na miejscu. Dom Leona robił wrażenie.
Co się dziwić... Pewnie zarabia miliony!
- Przez kilka dni mieszka u mnie kumpel, bo w jego domu siadła pompa, czyli jednym słowem nie ma wody. Myślę, że znacie Ruggero
- Federico?
- Tak, Federico- zaśmiał się Jorge.
- Przepraszam, ale przyzwyczaiłam się do waszych imion z serialu- zarumieniłam się.
- Ślicznie wyglądasz, kiedy się rumienisz- uśmiechnął się Blanco.- I możesz mówić do mnie Leon. Muszę ci się przyznać, że lubię to imię bardziej od swojego
- Dziękuję
- A teraz zapraszam was w moje skromne progi
- Skromne? Serio?- zaśmiała się Caroline.
- No a co- odparł chłopak i otworzył nam drzwi.
- Ładnie tu- powiedziałam, siadając na białej, skórzanej kanapie w salonie.
- Dzięki. Zaraz pokażę wam wasze pokoje. Właśnie, może jesteście głodni?
- Tak- odpowiedział Jack, nie zwracając najmniejszej uwagi na mnie i Carol.
- W takim razie przygotuję coś do jedzenia, a potem pokaże wam dom
- Pomogę ci- mruknęłam i ruszyłam za chłopakiem do kuchni.
W trzy minuty pochłonęliśmy to, co szykowaliśmy pół godziny. Później, zgodnie z obietnicą, Jorge oprowadził nas po swoim ogromnym domu. Na koniec wycieczki pokazał nam nasze pokoje. Caroline dostała zielony pokój, Jack- żółty, natomiast mi gospodarz przydzielił niebieski. Był najpiękniejszy ze wszystkich, które chłopak nam pokazał- w odcieniach błękitu i bieli... Cudowny!


Mimo że nie było 5 komentarzy to łapcie 2 rozdział. Dodaję go, bo wiem, że przez jakiś czas nic nie dodam. Niektórzy z Was już wiedzą, inni nie, ale moje malutkie serduszko pękło i rozsypało się na miliony drobnych kawałków. Dlatego też nic nie napiszę przez jakiś czas, bo nie chcę psuć własnych historii. Mam nadzieję, że mnie zrozumiecie. Ciężko jest pisać pozytywnie skoro ma się przeciwne odczucia. Oczywiście będę próbować coś nabazgrać, ale wątpię, by to się tutaj ukazało.... Kocham Was mocno, mocno, mocno
KT;*
A na koniec nasza zabawa DOBRA ODPOWIEDŹ=DEDYKACJA
Dzisiejsze pytanie- Na kim jest wzorowana postać Candace?
Trochę trudne, ale znacie tą osobę