sobota, 4 stycznia 2014

#56. TWO STARS cz.6

Wracam do Was z TWO STARS. Dla przypomnienia występują tu aktorzy z "Violetty" i 1D. A w ostatnim rozdziale Candace z przyjaciółką i bratem byli w studiu, gdzie nagrywa się serial.

Czarne futerko i zielone oczy

Wróciliśmy do domu. Od razu ruszyłam do "swojego pokoju". Ciągle słyszałam słowa Martiny. Dlaczego ona mnie nie lubi? Przecież nawet mnie nie zna.
Z rozmyślań wyrwało mnie ciche miauknięcie Xeni. Czarna kotka patrzyła na mnie ogromnymi, zielonymi oczami. Wzięłam zwierzątko na ręce i wtuliłam twarz w ciepłe futerko. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Jak się okazało, była to Caroline.
- Może wyjdziemy z Xenią na dwór?- zaproponowała.
Przytaknęłam i założyłam czarne conversy. Zeszłyśmy na dół, po czym opuściłyśmy dom Leona. Nie zamierzałyśmy spacerować daleko, ale Xenia, jak to kot, uciekła nam i musiałyśmy ją gonić. Złapałyśmy pupila przed ulicą. Całe szczęście, że kotka nie wbiegła na jezdnię. Kto wie, może teraz byłaby z niej tylko plama na asfalcie.
Chwyciłam zwierzątko i ruszyłam w kierunku Caroline, która właśnie oglądała wystawę sklepu z ubraniami. Moją uwagę nie przykuły kreacje, lecz ogłoszenie przyklejone do szyby.
UWAGA!
Zaginęła kotka. Ma czarną sierść i zielone oczy. Jest wesoła, swawolna, pełna energii i często nieposłuszna. Ostatni raz widziano ją przy kawiarni "El verano". Zwierzątko reaguje na imię Tommo. Znalazcę proszę o pilny kontakt pod numerem +44 697056093. Na znalazcę czeka wysoka nagroda.
Zrozpaczony właściciel 
Zielone oczy... Czarne futerko... To by się zgadzało. Muszę jeszcze tylko sprawdzić jej imię. Kucnęłam i postawiłam kotkę na chodniku.
- Tommo...- powiedziałam cicho. Za cicho.- Tommo- powtórzyłam głośniej.
Futrzak popatrzył na mnie swoimi dużymi oczami jakby miał nadzieję, że to jego pan go woła. A więc jednak... Xenia to tak naprawdę Tommo.
Wyciągnęłam telefon i wprowadziłam rząd cyfr, podanych na ogłoszeniu, po czym nacisnęłam zieloną słuchawkę.
- Halo?- usłyszałam zachrypnięty głos.
Zdziwiło mnie trochę, że mężczyzna mówi po angielsku, a nie hiszpańsku, choć zgłoszenie było napisane w ojczystym języku Argentyny.
- Dzień dobry. Ja w sprawie kota- odparłam.
- Tak?- po tonie jakim wypowiedział to słowo wywnioskowałam, że ucieszył się z tej informacji.
- Myślę, że znalazłam Tommo
- To wspaniale! Moglibyśmy się spotkać jeszcze dzisiaj?
- Jasne
- Pasuje pani godzina 19:00 w "El verano"?
Spojrzałam na zegarek. Była 18:30.
- Pół godziny później?- zapytałam z nadzieją.
- Oczywiście. Na kogo mam czekać?
- Candace Moon
- Okej. Do widzenia
- Do widzenia
- Kto to był?- zapytała Carol, gdy tylko się rozłączyłam.
- Gość, który zgubił kota, którym jest Xenia, która nie jest Xenią tylko Tommo
- Okeeeeeej- uśmiechnęła się zdezorientowana Caroline.- Z tego co zrozumiałam to się umówiłaś. Na którą?
- Za godzinę. W tej kawiarni, gdzie byliśmy na lodach
- Tam, gdzie znalazłaś kota?
- Mhmm
- Dobra, wracamy do domu. Musisz się przygotować na spotkanie z tym przystojniakiem- zarządziła blondynka.
- Carol!
- No dobra, dobra. Idziemy?
- Tak- odparłam i ruszyłam za przyjaciółką.


W tej części to na tyle. Mam nadzieję, że się cieszycie, że 2Stars wraca. Bo jak nie to nie piszę dalej, bo szczerze mówiąc to zapomniałam co miałam napisać i muszę wymyślić fabułę do końca, więc może się ciut nie zgadzać z prologiem i bohaterami, za co z góry przepraszam. A na koniec nasza zabawa POPRAWNA ODPOWIEDŹ=DEDYK
Kim jest "zrozpaczony właściciel"?
No, dajecie. Pytanie banalne:D
Forever yours
Katniss;*

#55 Bezludna wyspa cz. 1

Bezludna wyspa cz. 1


-„No dawaj...”- usłyszałam czyjś zdyszany głos. Poczułam mocne uciski na klatce piersiowej. Gwałtownie nabrałam powietrza do płuc i otworzyłam oczy. Zakaszlałam mocno wypluwając wodę. Dławiłam się nią. Ktoś położył mi rękę na plecach lekko poklepał. Woda dosłownie wylewała mi się z buzi.
-„Dzięki Bogu...”- westchnął ten sam głos. Kiedy już mogłam swobodniej oddychać, spojrzałam do góry. Był to chłopak o zielonych oczach i lekko kręconych brązowych włosach. Uśmiechnął się delikatnie w moją stronę, a w jego policzkach pojawiły się urocze zagłębienia. -„Już wszystko okej?”- zapytał.
-„Umm... Mhm...”- wydukałam bo nie byłam zdolna do dłuższej wypowiedzi. Zakaszlałam raz jeszcze. Gardło piekło mnie strasznie i miałam wrażenie jakbym wdychała kwas do płuc. W głowie mi się trochę kręciło i było okropnie zimno. Co się stało? Jedyne co pamiętam to to, że właśnie płynęłam statkiem wraz z rodzicami do USA... A potem nic...
-„Wiem, że pewnie jest ci strasznie zimno, ale nie mogę ci oddać swojej bluzy, bo jest równie mokra co twoje ubrania.”- podrapał się po głowie w zamyśleniu. Dopiero teraz to poczułam. Faktycznie, jestem cała mokra. Teraz to aż zadygotałam z zimna.
-„Nie... Przeziębimy się.”- westchnął zmartwiony-„ Wiem, ścigaj ten sweter.”
-„C-co?”- popatrzyłam na niego zdziwiona on sam zaczął ściągać bluzę. Jest mi zimno, a on każe mi się rozbierać?
-„No już. Jesteśmy na jakiejś tropikalnej wyspie i jest strasznie gorąco, a zimno jest nam przez te przemoknięte ubrania.”- powiedział i przyciągnął bluzkę przez głowę. O matko... Odwróciłam się jak oparzona. Czułam jak moje policzki rozgrzewają się i zaczynają mnie lekko parzyć.
-„Co ty wyprawiasz?!”- powiedziałam spanikowana. Chłopak zaczął się śmiać.
-„To sztuka przetrwania. Serio, ty też musisz ściągnąć ...”-
-„NIE ZDEJMĘ UBRAŃ.”- wyparowałam.
-„Chodziło mi tylko o sweter, ale ok, załapałem.”- zachichotał. Wywróciłam oczami i z oporami, ale jednak ściągnęłam sweter.
-„Ale gdybyś zmieniła zdanie co do ubrań, to nie mam nic przeciwko…”- ponownie wybuchnął śmiechem.
-„Zboczeniec.”- burknęłam wściekła, ale mój nowy kolega zaczął się tylko bardziej śmiać. Wstałam, skrzyżowałam ręce na piersi i ruszyłam przed siebie.
-„To był tylko żart! Ej, gdzie idziesz?”- zawołał gdzieś za mną.
-„Z dala od ciebie.”- syknęłam przez zaciśnięte zęby potykając się o własne nogi.
-„Czekaj!”- pobiegł za mną. Ugh, naprawdę myśli, ze teraz będę z nim miała ochotę rozmawiać?
-„Spadaj.”- mruknęłam.
-„Chętnie, wiesz, ale jesteśmy zdani tylko na siebie, bo nikogo poza nami tu nie ma.”
Zatrzymałam się gwałtownie przyswajając sobie to, co właśnie powiedział.
-„Co?”- popatrzyłam na niego przerażona.
-„Halo! Witamy w świecie żywych! Wiem, że przez chwilę byłaś praktycznie martwa, ale teraz już nie jesteś, więc…”
-„CO?! O czym ty mówisz?!”
-„Naprawdę nic nie pamiętasz?”- zapytał przypatrując mi się uważnie. Pokręciłam przecząco głową. Jezu, błagam, jeżeli jest tak, jak teraz myślę to…
-„Płynęliśmy statkiem do USA, pamiętasz?”
-„Tak, ale co potem?”
-„Piraci przejęli statek… Wszyscy pasażerowie zaczęli biegać w popłochu po całym pokładzie, a ty stałaś przy poręczy. Ktoś niechcąco cię popchnął i wypadłaś za burtę…”- spuścił głowę.
-„Jakim cudem się znalazłam w takim razie na tej wyspie?”- chciałam się jeszcze tego dowiedzieć.
-„Skoczyłem za tobą.”
I tą oto odpowiedzią totalnie ścięło mnie z nóg.
-„Dlaczego?! Po co?!”
-„Uratowałem ci życie, a ty się mnie pytasz dlaczego?”- widać było, ze się lekko zdenerwował.
-„Tak! Przecież mogłeś ratować siebie.”
-„Oh, nie ma za co.”- burknął i zaczął iść przed siebie. Pacnęłam się w czoło. Ugh, dlaczego zawsze wszystko komplikuję? Jestem beznadziejna.
-„Poczekaj… eee… no po prostu poczekaj!”- krzyknęłam za nim zdając sobie sprawę, że nie wiem jak ma na imię i dorównałam mu kroku.-„Dziękuję. Przepraszam, po prostu jestem zdziwiona, że skoczyłeś za zupełnie nieznaną ci osobą, narażając swoje życie.”- wyjaśniłam.
-„Okej. Wybaczam ci.”
-„Oh, no dzięki wiesz. Cóż za łaska z twojej strony.”- wywróciłam oczami. Chłopak się zaśmiał.
-„A żebyś wiedziała.”
Szliśmy chwile w ciszy brzegiem plaży i rozglądaliśmy się.
-„Umm… Co miałeś na myśli, kiedy mówiłeś, że byłam praktycznie martwa?”- jedno nie dawało mi spokoju.
-„Nie oddychałaś przez dobrą minutę i zatrzymała ci się akcja serca. Musiałem cię reanimować.”- odpowiedział obojętnie. Reanimacja. 30 uciśnięć klatki piersiowej potem 2… Moja ręka mimowolnie powędrowała do ust. Chłopak nachylił się nade mną i wyszeptał do ucha.
-„Udało mi się zrobić aż 4 wdechy zanim się obudziłaś.”
Uśmiechnął się od ucha do ucha obserwując moją reakcję. Najpierw byłam w szoku, potem zaczęłam kipieć ze złości, a skończyło się na tym, że rozwścieczona tym, że go to bawiło, goniłam chłopaka po plaży. Czy moje życie może być jeszcze gorsze? Utknęłam na jakiejś tropikalnej wyspie, z obcym mi chłopakiem, a do tego wszystkiego miał rację. Podczas tej mojej „gonitwy” wyschły mi ubrania i poczułam jak tu jest strasznie gorąco. Ten latał w samych spodniach po plaży, a ja się gotowałam w bluzce i rurkach… Czy może być jeszcze gorzej?


C.d.n…

______________________________________________

Cześć :)

Nie widzieliśmy się od Wigilii, prawda? Ale widzę, że Katniss świetnie o Was zadbała ;)

To pierwsza część 'Bezludnej wyspy', jest to kilkupartowiec, na którego pomysł wpadłam po moim zwariowanym śnie. Tylko tutaj Harry nie będzie udawał Tarzana no i nie będzie kontrolował umysłów ministrantów... O_o Nie pytajcie. Nie mam zielonego pojęcia, dlaczego mi się to przyśniło.

Tak więc, już niedługo powrót do szkoły. (BUUUUU!!! :( ) Już przygotowani? Ja właśnie lecę pisać rozprawkę z polskiego więc, się muszę pożegnać -,- 

Mam nadzieję, że się podobało :D Kolejne części ukażą sie niebawem (czyt. jak wpadnę na to, co dalej napisać lub oświeci mnie kolejny 'oryginalny' sen.

Pa pa!
Wasza Nicol <3

czwartek, 2 stycznia 2014

#54. Louis cz.3

- Musimy porozmawiać- powtórzył nieco zdenerwowany.
-J..jasne- wyjąkałam.
W mojej głowie kłębiło się wiele myśli jednocześnie. Czy zrobiłam coś nie tak? A może ma dość przyjaźni? Nie chce się narażać dyrekcji? Albo...
- Posłuchaj- Louis przerwał moje rozmyślania.- Jest... jakby to powiedzieć... źle. Nie wiedziałem, że w klasie jest kamera. Całaa nasza rozmowa była nagrana. Tak samo to, że wsiadasz do mojego auta. Widział to dyrektor...
Co? Ale jak to możliwe? Ja go kocham! Nie mogą mi go odebrać! He is my life!(on jest moim życiem) Nie chcę chodzić do szkoły bez niego...
- W porządku?- Lou odgarnął kilka niesfornych kosmyków z mojej twarzy.
- Tak... Jasne
- Skarbie, przecież widzę, że coś cię gryzie
Naprawdę poznał mnie tak dobrze czy po prostu to bardzo widać? Nieważne... Jak mu teraz powiem co do niego czuję to może go nie stracę... Może.... Ale przecież to chłopak powinien zrobić pierwszy krok... Znowu jeśli ja go nie zrobię to pewnie już go nie zobaczę... No chyba, że w snach... Ale ja nie chcę go widzieć tylko w snach...
Mój wewnętrzny monolog przerwał cichy głosik, który zapewne pochodził prosto z serca. Mówił: (T.I zdrobniale) zrób pierwszy krok, powiedz co czujesz, zaufaj intuicji. Przecież go kochasz... To jest sytuacja kryzysowa
Sytuacja kryzysowa, tak? Okej, teraz albo nigdy. Tylko... jak się do tego zabrać?
- Co ci za to zrobią?- wypaliłam zanim zdążyłam pomyśleć.
- Nie wiem. Dzwonili tylko, że mam się zgłosić do gabinetu dyrektora jutro z samego rana
- Lou...
- Słucham cię księżniczko
- Lou, bo ja nie chcę cię stracić. Kocham cię i nie chcę cię już nie widzieć nigdy albo spotykać tylko w snach
Te słowa wypłynęły ze mnie bez mojej zgody. Pewnie to i dobrze, bo sama w życiu nie odważyłabym się mu o tym powiedzieć. Miałam tylko nadzieję, że nie jest zły.
Spojrzałam na niego ukratkiem. Siedział obok mnie, nadal obejmując mnie ramieniem. Nie zwolnił uścisku. Czy to dobry znak? Raczej tak... Odważyłam się spojrzeć w jego szaroniebieskie oczy. Były przepełnione radością? Miłością?
Mimo że całe zdarzenie trwało kilka sekund miałam wrażenie, że to minuty albo godziny. Byłam coraz bardziej zażenowana całą sytuacją.
- Przepraszam- wydukałam.- Nie powinnam tego mówić. Pójdę już
Chciałam wstać, ale zatrzymała mnie ręka szatyna. Odwrócił mnie tak, że usiadłam na jego kolanach.
- (T.I)... Nie wiem jak to powiedzieć. Choćbym próbował układać te słowa to nie powiedziałbym tego tak, jak trzeba. Ja... też cię kocham (T.I)- ostatnie słowa powiedział ledwo słyszalnie.
Nie zdążyłam przeanalizować tych kilku wypowiedzianych przez niego zdań, bo poczułam jego miękkie, malinowe wargi na swoich.
- Czekałem na to odkąd zobaczyłem cię wtedy pod klasą wyszeptał.
- Równiutko tydzień- uśmiechnęłam się, a Lou ponownie złączył nasze usta.
Czas zleciał nam bardzo szybko. Niestety o 20:00 Tommo odwiózł mnie do domu. Stwierdził, że byłby nieodpowiedzialnym nauczycielem i chłopakiem, gdyby odwiózł mnie później, bo zawaliłabym szkołę.
Szczęśliwa i przestraszona z kłębkiem nadziei na dnie serca zasnęłam w obawie co przyniesie nowy dzień.
Obudził mnie nie kto inny jak Louis.
- Co ty tu robisz?- mruknęłam, kiedy ujrzałam jego piękną twarz.
- Twoja mama mnie wpuściła
- Lou jesteś...- miało być nieodpowiedzialny, ale oczywiście Tomlinson mi przerwał.
- Ciiii..... Ona wie tylko o tym, że jestem twoim chłopakiem. Nic o nauczycielu- oznajmił.
Uspokoiły mnie jego słowa. Chociaż teraz to i tak nie ma znaczenia. Przecież Louis trafi na dywanik i pewnie go zwolnią.
Miałam niezłe tempo, bo umyłam się, ubrałam, umalowałam, uczesałam i zjadłam śniadanie w 10 minut, a to wszystko dlatego, żeby Louis nie musiał długo czekać. W tym czasie Tomlinson spakował do mojej torby wszystkie książki, które mi będą dzisiaj potrzebne.
- Gotowa- oznajmiam, wychodząc z łazienki.
- Jesteś prześliczna- uśmiecha się Lou.
Jest dziwnie beztroski i radosnyy. Albo wcale nie przejmuje się rozmową z dyrektorem, albo idealnie maskuje niekorzystne uczucia.
Droga do szkoły zleciała niemiłosiernie szybko. Za szybko... No cóż... Dzisiaj chemię mam drugą. Wtedy może się dowiem, co z Lou.
- Dasz radę- szepnęłam na pożegnanie.
Cmoknęłam go w policzek i wyszłam z auta. Nie chciałam żeby widział jak płaczę. Dopiero w samochodzie uświadomiłam sobie, że i ja jestem w to wplątana. A jeśli mnie wydalą? Albo zawieszą? Co ja powiem rodzicom?
Przez cały angielski układałam dialog jaki przeprowadzę z rodzicami, jeśli mnie wyrzucą. Nauczyciel nawet nie zauważył, że go totalnie olewam.
Dzwonek...
Wstałam i prędko spakowałam wszystkie swoje rzeczy, po czym wybiegłam z sali.
Niestety, klasa Lou była zamknięta. Przerwa się skończyła, a jego, albo innego nauczyciela, nadal nie było. Nagle drzwi klasy otworzyły się i stanął w nich... czy ja się nie mylę? Pan Bready? Louis mówił, że on poszedł... No tak, teraz pewnie wrócił. Starszy mężczyzna zaprosił nas do klasy. Niechętnie usiadłam w ławce i rozpakowałam się.
- Witajcie ponownie kochani- rozpoczął lekcje nauczyciel.-  Miło was dzisiaj widzieć. Szkoda, że to nasz ostatni dzień. Wasz nowy nauczyciel niedługo przyjdzie. Spotkaliśmy się na korytarzu i poprosił mnie, żebym przyszedł do was na chwilę, bo się spóźni
No pięknie. Mamy nowego nauczyciela. Louisa już nie ma... Pan Bready zaczął prowadzić lekcję. Właśnie mówił coś o kwasach, kiedy drzwi się otworzyły. Nawet nie odwróciłam głowy. Nie chciałam widzieć jakiegoś faceta na miejscu Lou.
- Przepraszam, już jestem. Bardzo panu dziękuję- powiedział nowy.
Zaraz, chwila... Ja znam ten głos . To... Louis!
Każda moja komórka rwała się do przodu, żeby do niego podbiec, przytulić, pocałować, że z trudem się powstrzymałam. W tamtej chwili moja euforia nie znała granic. Czekałam do dzwonka, który jakoś nie chciał zadzwonić.
W końcu, po czterdziestu pięciu minutach, narzędzie zlitowało się nade mną i oznajmiło przerwę. Celowo pakowałam się tak długo, aż wszyscy nie wyszli z klasy.Cicho podeszłam do drzwi i zamknęłam je na klucz, który tkwił w zamku.
- Tak się cieszę, że cię nie zwolnili- powiedziałam, podchodząc do jego biurka.
- Kochanie- westchnął Lou.- Ja żartowałem. Chciałem zobaczyć twoją reakcję... I przy okazji wyznać ci miłość
- Jesteś idiotą- mruknęłam.
- Idiotą, który kocha cię do szaleństwa- uśmiechnął się szatyn i zakończył tą wymianę zdań namiętnym pocałunkiem.


Hej kochani! To już ostatnia część z Louisem- nauczycielem. Wiem, że mogło być lepsze, ale jako, że jestem mistrzem zakończeń i nie potrafię pisać końców, o czym się niedługo przekonacie, zakańczam ten imagin tak, a nie inaczej. Mam nadzieję, że choć trochę to coś przypadło Wam do gustu.
Wasza Katniss;*

środa, 1 stycznia 2014

#53. Louis cz.2

Na spotkaniach zleciał nam cały tydzień. W tym czasie bardzo zaprzyjaźniłam się z Louisem. Przerażała mnie tylko jedna myśl- moim nowym przyjacielem jest nauczyciel. To naprawdę straszne. W końcu bliższe kontakty uczeń-nauczyciel są zabronione. I mimo że jestem pełnoletnia i mam te osiemnaście lat nie wolno mi się do niego zbliżyć. To koszmarne uczucie. Lubię się z nim spotykać, bo wtedy jest zabawnie i miło, ale boję się, że ktoś nas złapie i już nigdy go nie zobaczę.
W poniedziałek z uśmiechem na ustach weszłam do szkoły. Od kiedy poznałam Tommo, cieszyłam się na myśl, że tak czesto mam chemię. 4 razy w tygodniu, czy to nie cudowne?! 4 razy w tygodniu po 45 minut. Życie jest piękne.Nie rozumiem dlaczego tyle ludzi mówi, że life is brutal. Gdyby tak było nie poznałabym Lou.
- (T.I), przestań- skarciła mnie Elizabeth- moja najlepsza przyjaciółka.
- Z czym?- zapytałam, nie rozumiejąc o co jej chodzi.
- Od dobrych 10 minut patrzysz się na tego gościa i do tej pory nie mrugnęłaś ani razuu
Co? Nieee to nie możliwe. Przecież Louis jest tylko przyjacielem. Takim uroczym i seksownym przyjacielem, który... (T.I), ogarnij się! Tym razem sama siebie opieprzyłam.
- To może...- z zamyślenia wyrwał mnie głos Lou.- (T.I)
Rozejrzałam się po klasie. Wszyscy notowali coś w zeszytach. Cholera, nie uważałam na lekcji.
- Do tablicy- uśmiechnął się Louis.
Spojrzałam na wskazany przedmiot. O nie... było na niej potwornie długie równanie chemiczne, którego nie dałabym rady rozwiązać nawet za 100 lat.
- N..nie umiem- jęknęłam cicho.
Zdawałam sobie sprawę, że Tommo będzie na mnie zły, że nie uważam na jego lekcjach. Ale to nie moja wina, że dyrektor zatrudnia tak przystojnych nauczycieli.
- Chodź do tablicy to ci wytłumaczę- uśmiechnął się szatyn.
Wstałam z krzesła i podreptałam do miejsca tortur. Wzięłam do ręki kredę i przeczytałam równanie. Potem znowu je przeczytałam i jeszcze raz. Jednak to mi w niczym nie pomogło. Czytanie zadanie kilkakrotnie nie sprawi, że będzie ono łatwiejsze. Spojrzałam na Louisa, który właśnie przewrócił oczami. Stanął za mną, po czym ujął w dłoń moją rękę, w której spoczywała śnieżnobiała kreda.
- Następnym razem uważaj na lekcji zamiast się na mnie patrzeć- szepnął mi do ucha, a na głos powiedział.- Jeśli do zasady dodajesz kwas to nie ma innego wyjścia, musi powstać sól
- To było nieświadome- syknęłam cicho, po czym zapisałam na tablicy rozwiązanie, które podyktował mi szatyn.
Kiedy skończyłam Lou pokręcił głową.
- Nie podoba mi się to, zostań po lekcji
Zrezygnowana wróciłam do ławki, oczekując najgorszego. Jednak gdy zabrzmiał dzwonek i wszyscy opuścili klasę, Louis przyjaźnie się uśmiechnął i wskazał dłonią ławkę przy biurku. Posłusznie wstałam i podeszłam do wskazanego miejsca. Naprawdę nie wiedziałam czego się po nim spodziewać.
- Ile masz lekcji?- zapytał ni stąd ni z owąd.
- Siedem- odparłam, próbując go rozszyfrować.
- Poczekam na ciebie. Jak skończysz to poszukaj na parkingu ciemnoszarego BMW
- Doooobra- nie powiem, zdziwiło mnie to. Spodziewałam się uwagi za nieuważanie na lekcji. Hmm, ciekawie to brzmi. Dostałam naganę od przyjaciela za to, że nie uważałam na...
- (T.I), słuchasz mnie?
- Umm... Przepraszam Lou, zamyśliłam się
- Jestem ciekaw na czyj temat!- fuknął zdenerwowany.
- Oj, przestań- mruknęłam,zatapiając się w jego szaroniebieskich oczach.
- Idź, bo spóźnisz się na lekcję- zarządził Louis i wypchnął mnie z klasy.
Przez resztę zajęć siedziałam jak na szpilkach. Nie mogłam doczekać się spotkania z Lou. W końcu, o 13:40 zabrzmiał ten ostatni, wymarzony, dzwonek. Z radością wyszłam na parking, rozglądając się za ciemnoszarym BMW. Muszę przyznać, że samochodu nie znalazłam. Za to zauważyłam Lou idącego w kierunku parkingu. Usiadłam na najbliżej ławce i obserwowałam go. Szatyn spokojnie i bez pośpiechu dotarł do czwartego pojazdu w ostatnim rzędzie. Odczekałam chwilę zanim ruszyłam w jego stronę. Kiedy otworzyłam drzwi pasażera, ujrzałam zadowoloną twarz chłopaka moich marzeń. Chwila! Czy ja to naprawdę...?
- Cześć księżniczko- przywitał mnie.
- Hej
- Wolisz jechać do domu czy chcesz wpaść do mnie?
- Mama w pracy do późnej nocy, a tata na wyjeździe, jak myślisz?- odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
Louis tylko się roześmiał, po czym odpalił silnik. Po niespełna kwadransie staliśmy pod niedużą kamieniczką. Lou wziął mnie za rękę i zaprowadził do swohego mieszkania. Było śliczne. Skromne, ale ładnie urządzone. Aż nie mogłam uwierzyć, że on sam je umeblował itp.
- Głodna?- zapytał Louis. Chyba szedł do kuchni.
- Trochę- przyznałam.
- Idź prosto i skręć w pierwsze drzwi po lewej, ja zaraz przyjdę!- krzyknął.
Jak kazał, tak zrobiłam. Moim oczom ukazał się salon. Ściany były koloru zielonego. Na przeciwko drzwi był balkon. Biorąc pod uwagę, że Tomlinson mieszka na samej górze to widok zapewne jest imponujący. Po prawej stronie stała ogromna kanapa, a po lewej komoda z telewizorem plazmowym i odtwarzaczem DVD. Usiadłam na sofie i zamknęłam oczy. Louis... Coś mnie męczy. Z jednej strony lubię go jako przyjaciela, a z drugiej...
- (T.I)- głos szatyna sprawił, że spadłam z kanapy.- Oj, nic ci nie jest?- zapytał z trudem maskując śmiech.
Pokiwałam przecząco głową, po czym wstałam z podłogi.
- Mam kanapki, gorącą czekoladę i, ogromną kolekcję płyt i najnowszy telewizor marki Sony, więc... Jaki film oglądamy?
Nadal był rozbawiony sytuacją sprzed kilku sekund. Na szczęście udzielił mi się jego dobry humor. Po niedługim czasie, w którym zdążyły zniknąć wszystkie kanapki, uzgodniliśmy, że obejrzymy "Straszny film". Widziałam ten film tyle razy, że ten jeden raz to było za dużo. Po prostu zmęczona szkołą zasnęłam na ramieniu Louisa.
Obudził mnie czyjś dotyk na skórze. Niechętnie otworzyłam oczy i ujrzałam Tommo.
- Mogę się tak budzić codziennie- mruknęłam, przytulając się do niego.
- Wiem jak to jest. Też się lubię budzić koło siebie- uśmiechnął się. Jednak już po chwili spoważniał.- (T.I), musimy porozmawiać...


Hejka kochani! Muszę Wam powiedzieć, że było mi trochę przykro, że pod pierwszą częścią były tylko trzy komentarze:( No, ale nie mogę wymagać od Was cudów. Ta część jest taka... nijaka. Nie podoba mi się, ale mam nadzieję, że mimo wszystko nie przestaniecie czytać bloga :) Chciałam też zaprosić Was na mojego nowego bloga because-of-your-love.blogspot.com
No.i oczywiście życzę Wam SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU!!! Żeby spełniły się Wasze wszystkie marzenia! Tak jak moje, w końcu mam wiernych czytelników, którzy mnie wspierają:)) Kocham Was i dziękuję za wszystko
Katniss;*

sobota, 28 grudnia 2013

#52. Louis cz.1

Imagin dedykowany Malince;*

Nie wiem jak to się stało, że w Londynie zapanowała taka epidemia. No w każdym razie, najpierw było nas w klasie 29 potem 19, kolejnego dnia 14, następnego 6. A dzisiaj siedzę pod klasą sama. 10 minut do dzwonka- nikt nie przyszedł. 5 minut- pusto. Minuta- nie, nie ma nikogo, nawet nauczyciela. Korytarz świeci pustką. Czy naprawdę wszyscy zachorowali?!
Nagle ktoś pojawił się w drzwiach. Nawet nie zauważyłam, kiedy je otworzył.
- Przepraszam, że..- zaczął szatyn, ale urwał na mój widok.- Tylko ty przyszłaś do szkoły?
- Tak
- No dobra- westchnął.- Wchodź do klasy. Szczerze mówiąc to miałem nadzieję, że mój pierwszy dzień w pracy będzie wyglądał nieco inaczej- na widok mojej zdziwionej miny pospieszył z wyjaśnieniami.- Jestem nowym nauczycielem chemii
- Aaa- naprawdę nic sensownego njie przyszło mi do głowy.
- Jestem Louis, a ty...
- (T.I)
- Bardzo ładnie
- Dziękuję... umm... proszę pana, co się stało z panem Bready'm?- zapytałam. Nie żeby mnie to interesowało. Po prostu nie chciałam mieć chemii. Nawet z takim ciachem jak Louis.Tak, to zdecydowanie ciacho. Niebieskie, błyszczące oczy, jasnobrązowe włosy pozostawione w nieładzie, szczupły, ani niski, ani wysoki. Jednym słowem- mój ideał. Cholera, o czym ja myślę!
- Poszedł na- moje idiotyczne rozmyślania przerwał spokojny głos Louisa. Jednak nie dane mu było skończyć, bo z głośników wydobył się głos szanownego pana dyrektora.
- Witam drogich uczniów i nauczycieli- eh, zawsze ten durny tekst na początek.- Ponieważ- oby miał coś ważnego do przekazania- panuje epidemia i mało osób uczęszcza na lekcje, szkoła zostaje zamknięta do końca tygodnia
- Fuck Yeah!- krzyknęłam w myślach. A może... o cholera!- Bardzo prze..przepraszam- wyjąkałam.
- W porządku, przecież nic się nie stało
Szczerze?Kamień spadł mi z serca. U innych nauczycieli dostałabym naganę za takie słownictwo. Ale jakwidać u Louisa można tak mówić.
- Panie..- zaczęłam i zdałam sobie sprawę, że nie znam jego naxwiska.
- Tomlinson- dokończył za mnie.
- Panie Tomlinson... można wiedzieć ile pan ma...no... ten.. lat?
- Wiesz co (T.I)? Dajmy sobie spokój z tym "pan". Mów mi Louis albo Tommo, jak wolisz. A lat mam 22
Co?! On jest tylko 4 lata starszy ode mnie?!
- To jak pan...- nie skończyłam, bo Lou domyślił się reszty mojego pytania.
- Potrzebowali nauczyciela, więc się zgłosiłem. Tyle że jeszcze studiuję
No i wszystko jasne. Teraz rozumiem co taki... chłopak robi w tej szkole. Zaraz, powiedziałam takichłopak?! Miało być Louis. I'm sorry.
- Skoro nie ma lekcji to może pójdziemy na spacer?- zaproponował Tommo.
- Jasne- zgodziłam się bez wahania.
W ten oto sposób trafiliśmy na drugi, obcy mi, koniec Londynu. Jak się okazało, Louis bardzo dobrze znał te tereny. Jednak nie zdążył mi ich pokazać, ponieważ zrobiło się późno. O tej porzenie ma już lekcji, więc rodzice pewnie zaczynają się o mnie martwić.
- (T.I)- zaczął Lou, kiedy dotarliśmy pod mój dom.
- Tak?
- Może spotkalibyśmy się jutro?
- Chętnie- udawałam spokojną, choć serce biło mi jak szalone.
- Zostawiłabyś mi swój numer?- zspytał, gdy naciskałam klamkę.
- Jasne- odparłam z uśmiechem, po czym podyktowałam mu rząd cyfr.
- Do zobaczenia- odparł wyraźnie zadowolony Louis.
- Do zobaczenia- powtórzyłam jego słowa.


Przepraszam, że taki krótki i z tyloma błędami :( I'm so sorry
Katniss;*